RSS
środa, 20 kwietnia 2016

Droga M,

Zaczęliśmy leczenie tydzień temu. My już zakończyliśmy branie swoich tabletek na robale. E dziś dostał czartą dawkę zentelu. Oficjalnie zentel nie wybija lamblii, w praktyce jest ponoć inaczej. Ta informacja jest niby podana w najnowszych publikacjach medycznych, poza tym zostałam poproszona o zaufanie 30 letniemu doświaczeniu naszego hematologa. Zaufałam więc, tym bardziej że zentel wybija też inne dziady i o to właśnie też chodziło. Już po 3 dawkach widać było u E poprawę. Jako pierwsze zaczęły zanikać bóle brzuszka i że tak powiem bez pardonu kupa dziecka w końcu zaczęła wyglądać normalnie :) A po tygodniu nie nadążam z przyrządzaniem dziecku posiłków :)Apetyt wraca! Praktycznie je cały czas coś. Potrafi zjeść kanapkę, które przestał jeść kilka miesięcy temu a zaraz potem grzecznie zjeść rosół przed drzemką. Oczywiście przestrzegamy zakazu dawania dziecku słodyczy. Wcześniej dał by się pokroić za jakieś ciasteczka czy czekoladę więc myślałam że będzie ciężko ale o dziwo jest super. My nie jemy przy dziecku nic słodkiego, nic na stole nie leży więc go nie kusi ale sam też się nie upomina. W niedzielę byliśmy na imieninach i oczywiście stało ciasto a E wybrał sobie jabłko więc byłam przeszczęśliwa :) Oby udało się nam wybić robale do końca. Wszystkim tym którzy podejrzewają pasożyty u swoich dzieci życzę wyniku dodatniego bo wiem jak trudno wykryć robaki. Mieliśmy duże szczęście że wyszło z pierwszej próbki. 

A u matki co? Pochłonięta dziećmi do reszty i postanowiła w końcu zrobić coś dla siebie i wróciłam na siłownie po 1,5 roku. Tak bardzo potrzebowałam pozbyć się negatywnej energii że przebiegłam 5,2 km w 46 minut. Kondycja nie jest najlepsza bo był moment że myślałam że padnę i cieszyłam się że jestem przed posiłkiem :D A jutro pewnie z łóżka nie wstanę :)

22:05, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

Droga M,

Chyba już zawsze będę każdy wpis rozpoczynać od słów- wieki mnie tu nie było :) Ano nie było. Pewnie już też nieczęsto ktokolwiek tu zagląda. Wiele się u nas działo. Najpierw nasza mała L chorowała kilka miesięcy. W rezultacie nasza pediatra trafnie zdiagnozowała pneumocystozę- oj napłakałam się ja jak głupia jak miałam skierowanie do szpitala za skierowaniem. Udało się. Przeleczyliśmy- jest zdrowa. Infekcje miewa często niestety ponieważ większość swojego życia w sumie chorowała. To całe chorowanie doprowadziło do głębokiej anemii. Powoli z niej wychodzi. Syn- nasz kochany E poszedł do żłobka ale póki co płacimy co miesiąc tylko za sam fakt że jest do niego zapisany. Ostatnio był tam na początku stycznia. Chorował non stop. Jak złapał katar nie mogliśmy się go pozbyć miesiąc, kolejny miesiąc męczył go kaszel. Zapalenie oskrzeli za zapaleniem. Odporność tak słaba, że aż zaniepokoiła naszą pediatrę. No i u niego również niestety wyszła anemia, nie tak głęboka ale jednak... Trafiłam z dziećmi do hematologa. Poszłam tylko z wynikami. Opowiadam Pani doktor historię dzieci. U L przyczyną anemii rzeczywiście może być ta pneumocystoza ale "syn ma robale- jestem tego pewna"- powiedziała Pani hematolog. . Zabrakło mi słów. Nie wiedziałam też co mam o tym myśleć. Dostaliśmy skierowanie na badania kału ale od razu mnie doktor uprzedziła że bardzo trudno pasożyty wykryć z kału ale spróbować warto. Badaliśmy dzieci na pasożyty, osobno na lamblie. W domu zaczęłam czytać o pasożytach i rzeczywiście wszystko zaczęło się składać w całość. Hematolog uprzedzała że zawsze jest jakaś przyczyna anemii i u niego mogło dojść do zaburzenia wchłaniania właśnie przez inwazję pasożytów. W życiu nie wiązałabym objawów dziecka z robalami. Częste infekcje według nas to była wina żłobka. Poza tym był blady, miał podkrążone oczy, często nadpobudliwy, w nocy budzi się czasami z takim krzykiem że nie sposób go uspokoić, okresowo pojawiają się też bóle brzucha, a od listopada z dziecka o wielkim apetycie zamienił się w totalnego niejadka. Hematolog miała rację- wyszła lamblia. Lada dzień spotkam się z Panią hematolog i najprawdopodobniej zostaniemy przeleczeni wszyscy. Bardzo się tego obawiam, bo tak długo walczyłam o karmienie piersią że teraz nie jestem gotowa jeszcze z tego rezygnować. Mam nadzieję że jakimś cudem będę mogła zostać przeleczona nie odstawiając L od piersi. po raz kolejny miał być post o rzeczach które ułatwiają opiekę nad dziećmi z niewielką różnicą wieku a jest o robalach. Szkoda że ja wcześniej nie wiedziałam tego o pasożytach co wiem teraz, może udało by mi się szybciej pomóc mojemu dziecku. Mam nadzieję że po leczeniu odporność się poprawi bo przyznam szczerze że jestem trochę zmęczona. No i E nie może się doczekać kiedy wróci do dzieci. Być może ktoś ma podobny problem i nie zna przyczyny złego samopoczucia swojego dziecka albo boryka się z alergią. Warto poczytać o pasożytach, szczerze polecam. Statystyki się przerażające niestety. Blisko 80 % dzieci w żłobkach i przedszkolach mają "bogate życie wewnętrzne", wiele z tych dzieci jest nosicielami bezobjawowymi. Tak więc.... kocham żłobek i naszą kochaną piaskownicę gdzie koty urządziły sobie kuwetę..... 

A dzieci... cudowne :) E ma 2,5 roku i gada jak szalony. Jest bystry i kochany. L- ma 10 miesięcy i jej ulubiona pozycja to stanie. Tak bardzo szybko rozwija się przy swoim bracie że nie nadążam :) No i jest taką maminą Lolą że nawet do wc za mną wlezie. Zero szansy na chwilę spokoju nawet tam :)

22:28, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
środa, 23 grudnia 2015

Droga M, 

Mało mnie tu, a jak jestem to raczej na zasadzie zdania relacji niż refleksji. Wiesz dobrze, że teraz w ten przedświąteczny czas myślę o Tobie codziennie. Ostatnio nawet miałam wrażenie że jesteś gdzieś obok. Nie jestem w stanie dokładnie opisać tego uczucia, po prostu czułam że nie jestem sama. Bardzo mi Ciebie brak, moje dzieci są już takie duże. Dzisiaj opowiadałam L o Tobie że byłabyś przeszczęśliwa móc ją nosić i rozpieszczać. Skoro ostatnio głownie sprawozdania to czas na to. Od połowy listopada E nie chodzi do żłobka. Po ostatnim zapaleniu oskrzeli które zakończyło się antybiotykiem które oczywiście po raz kolejny przeszło na L lekarz zalecił czas na regenerację. Jednym słowem- do końca grudnia przetrzymać go w domu aby miał chwilę bez infekcji a i L miała czas wyzdrowieć. Nie chcę zapeszać ale od tamtej pory cisza. Jutro wigilia więc wszystko wskazuje na to że święta będą zdrowe. Niestety nie spotkamy się z rodziną męża bo u nich kilka osób choruje a my za tydzień mamy zaplanowane szczepienie. Szkoda że tak wyszło ale zdrowie dzieci jest dla mnie najważniejsze a ostatnio licho z odpornością u nich. 

Mam nadzieję że w końcu uda mi się usiąść do bloga i zamieścić kilka wpisów które być może się przydadzą mamom które planują dzieci rok po roku. Chciałabym podzielić się swoimi wnioskami i zdradzić co ułatwia mi życie i bez czego nie wyobrażam sobie w domu z dwójką dzieci zostać sama. Lekko nie jest ale jakoś się ogarniamy, nawet spacerujemy z rana całą naszą  trójką codziennie z rana.

A tymczasem życzę wszystkim wesołych świąt i przede wszystkim zdrowych. Tym którzy tu zaglądają życzę aby w przyszłym roku nikogo nie zabrakło przy wigilijnym stole. Sobie też tego życzę, aby nikogo więcej nie zabrakło...

21:37, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 listopada 2015

Droga M,

Kryzys, kryzys, kryzys. Tak na chwilę tylko wpadłam bo nie ma czasu się po tyłku za przeproszeniem podrapać. Dzieciaki chorują od września. Nie kojarzę aby był jakiś tydzień abym o obojgu mogła powiedzieć że są zdrowe. L skończyła brać antybiotyk prawie dwa tygodnie temu( bardzo brzydkie zapalenie oskrzeli które ciągnęło się dość długo i trzy razy wypisywano nam skierowanie do szpitala) a dzisiaj przygodę z antybiotykiem zaczął E. Długo walczyliśmy ale poległ. Niestety L od wczoraj znowu kaszle. Jutro kolejna kontrola u pediatry. Nie mam nawet czasu aby podzielić się myślami z drugich urodzin syna. Te infekcje pochłonęły mnie całą. Mam dość. L jest jeszcze taka mała a tyle jej zarazków brat do domu znosi :( Ona radzi sobie dużo gorzej z chorobami. A też coraz gorzej sobie radzę z sytuacją. Dzisiaj oboje z Mężem rozmawialiśmy o zabraniu go ze żłobka. Liczymy na to że szczepionka na odporność którą ma wkrótce dostać coś pomoże bo on tak bardzo polubił żłobek że to ostateczność. A wtedy mój powrót do pracy będzie stał pod wielkim znakiem zapytania bo przy opłatach za żłobek państwowy było by ciężko a 900 zł za prywatny za jedno dziecko jest poza naszym zasięgiem bez żadnych wątpliwości.

23:56, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
piątek, 09 października 2015

Droga M,

A u nas choróbska, choróbska i jeszcze raz choróbska. E aż 4 dni chodził do żłobka i dzisiaj powtórka z rozrywki. Codziennie obiecuję sobie, że w końcu zasiądę do bloga ale zawsze coś albo najnormalniej w świecie brakuje energii i idę spać. Teraz też mam zamiar to zrobić bo nie wiadomo ile dzieci dadzą pospać, bo L z kolei jeszcze z gilem walczy ale i tak dość gładko to wszystko przechodzi( żeby nie zapeszyć oczywiście) Aż się boje tej jesieni i zimy...

23:37, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 września 2015

Droga M,

To były trudne 2 tygodnie... były trudne bo temat żłobka na dobre zawitał w naszym domu. Trudne 2 tygodnie ze względu na łzy dziecka które musiałam oglądać uśmiechając się i ostatkiem sił zachowując pewność siebie. Siły starczało tylko tyle aby zamknąć za sobą drzwi. Potem każda z nas matek siadała tuż obok w szatni i rozpadała się na kawałki. Żadna nie udawała twardzielki. Te które już wróciły do pracy i nie mają wyboru wolały wyjść i nie słyszeć krzyków. A dziewczyny w takiej sytuacji jak ja siedziały i biły się z myślami czy to na pewno dobre rozwiązanie, bo przecież jeszcze rok możemy sobie dać. Wcale nie musi tam być. Mąż w domu z początku nie wykazywał zrozumienia. Czułam się osamotniona bo słyszałam że przesadzam, że to dla niego dobre. Ciężko było myśleć w tamtej chwili o tym w ten sposób. W końcu nie wytrzymałam psychicznie i pewnego dnia zaprowadził Go do żłobka Mąż. Pierwszy telefon jaki odebrałam od niego był z przeprosinami. Dopiero jak zobaczył to na własne oczy tatusiowe serce "załkało". Mąż kilka razy dzwonił tego dnia i wiele razy słyszałam że przeprasza, że nie okazał mi zrozumienia, że nie może przestać myśleć o ich pożegnaniu. Tak mijały nam pierwsze dwa tygodnie, raz było lepiej raz gorzej. Przy rozstaniu zdarzało się tylko skrzywienie ale póki co dominuje jeszcze płacz. Na szczęście chwilowy. Miałam okazję nawet podpatrzeć go jak bawi się z innymi dziećmi w ogrodzie. Wiem, że nie ja pierwsza, nie ostatnia ale wszyscy bardzo przeżyliśmy te pierwsze dni. E wybudza się z płaczem w nocy, w domu po powrocie odreagowuje emocje. Cały czas chce być na rękach, albo kolanach, wszystko wymusza krzykiem, mycie rąk- zapomnij, wchodzenie po schodach- hahaha- wnoś mnie a jak nie to się położę i tak będę leżał. Co z tego że masz jeszcze siatki i siostrzyczkę- wnoś mnie i koniec! Tak właśnie było. Jednego dnia nie wytrzymałam i poszłam po poradę do Pani psycholog która w żłobku udziela porad. Nie miałam serca na niego krzyczeć bo i tak duże zmiany zaszły w jego życiu i ewidentnie sobie z tym nie radził a z drugiej strony bałam się że te złe zachowania utrwalą się. Jak reagować? Po rozmowie poczułam sie trochę pewniej. Taką samą rozmowę odbyła prawie każda mama z naszej grupy- tak dzieciaki w jeden dzień zmieniły zachowanie.

No i te dwa tygodnie wystarczyły aby pojawiły się gile do pasa. I tak się dziwię, że nie odpadł jako pierwszy. Dzisiaj dołączył kaszel i gile u siostry więc mamy już przerwę w adaptacji a ja zwariuję... bo i bez tego nie było lekko. 

20:49, rozmowyzm
Link Komentarze (12) »
niedziela, 16 sierpnia 2015

Droga M,

Mało mnie tutaj... Jak mam wyłączony komputer to w głowie pojawia się temat na wpis, gdy przychodzi wieczór i ledwo mam otwarte oczy w głowie pojawia się pustka. Nie będę udawać, że nie jestem zmęczona. Jestem i to bardzo. Dzisiaj mieliśmy pierwszą niedzielę od wielu tygodni gdy podarowaliśmy sobie wszelkie wyjazdy do rodziny, dłuższe spacery żeby E pozbyć energii. Taka zwykła luźna niedziela i również pierwszy raz od dłuższego czasu mogłam sobie pozwolić na drzemkę w ciągu dnia :) Postawiła mnie na nogi. A jutro znowu poniedziałek i zostaję sama na placu boju :) Coraz sprawniej ogarniam dwójkę dzieci. Ostatnio nie było łatwo gdyż Mąż jeździł na zlecenia i wybywał z domu o 9 rano a wracał grubo po północy, do tego te upały i kot który akurat tego dnia musiał zasikać mi łóżko... Kotosław nie ma wstępu do sypialni ale próbuje sobie nie raz cichaszem wleźć. Ja niestety tego go nie widziałam i zamknęłam drzwi potem włączyłam muzykę i tańczyliśmy sobie z E i L do Fasolek. No i nie słyszałam jego miałuczenia a szkoda bo wtedy udało by się uratować kołdrę. W kwestii obsługi dzieciarni najtrudniej jest samej wykąpać dwójkę dzieci - tym bardziej że doczekaliśmy się pierwszych scen zazdrości które trwają już ponad tydzień- zazdrość o wanienkę. Do tej pory kąpaliśmy Córkę w sypialni gdzie mamy komodę kąpielową. Samej trudno mi było donieść wanienkę z wodą i pilnować E aby przypadkiem nie chciał się sam zaopiekować siostrą. E kocha wodę, najchętniej z wanny, basenu innych takich w ogóle by nie wychodził i nie zniósł najlepiej konieczności podzielenia się z siostrą swoją wanienką- ryczał 50 minut!!! Teraz w ramach nauki E dzielenia się kąpiemy Młodą w łazience aby E się przyzwyczajał. Nie jest łatwe zajmowanie się dziećmi, zwłaszcza z tak małą różnicą wieku ale jak tak sobie patrzę na nie to serce rośnie i wiem że to była dobra decyzja. E każdego dnia umie powiedzieć jedno słowo więcej a L uśmiecha się jak tylko nie śpi i nie boli jej brzuch. W kwestii kolek dobre dni przeważają :) Idzie ku lepszemu :) Nawet ze spaceru jak E się słucha potrafię wrócić zrelaksowana :) Wózek który wybrałam okazał się strzałem w dziesiątkę ale o tym innym razem. Zazwyczaj bywa tak że jak pochwalę się że z brzuchem jest coraz lepiej to mam później nieprzespaną noc więc czas położyć się spać :) 

21:49, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
wtorek, 04 sierpnia 2015

Droga M,

Jak dzieci współpracują i akurat nie mają focha nawet miło mija nam dzień. Okazuje się, że można sobie poradzić z taką dzieciarnią ale niech mnie ręka Boska broni gdybym chciała jeszcze jedno dziecię... No chyba że w totka wygram, kupię duży dom z wielkim i bezpiecznym ogrodem gdzie nie będę musiała kombinować jak zejść  z kilku pięter z dziećmi i żeby było bezpiecznie. Dom- marzy mi się. Niewielki ale żeby ogród był. Było by to super dla dzieci. Jak jedziemy do kogoś gdzie jest ogród nasze dziecko jest w siódmym niebie a my mamy trochę lżej bo nie trzeba uważać jak na placu zabaw czy nie wpadnie w psią kupę, czy w piaskownicy w nocy nie zesrał się kot, bądź kilka kotów. Było by pięknie gdyby to marzenie się spełniło zanim dzieci podrosną a ja wrócę do pracy. A tymczasem korzystamy z takich rarytasów u rodziny. Czas biegnie jak szalony. E kończy 21 miesięcy, jeszcze 3 i będziemy świętować dwa latka :) A L rośnie jak szalona, wałeczki ma przeurocze na rączkach i nóżkach, niedługo nie będzie się mieściła w rozmiar 62. Dieta cyc jej służy, chyba nie powinnam się martwić że się nie najada :) Gdyby jeszcze ta nietolerancja laktozy minęła i tym samym bóle brzucha. Pierwsza partia ubranek już odłożona. No i te uśmiechy... tylko do mamy uśmiecha się tak często i tak szeroko :) Pewnie dlatego że spędzamy ze sobą najwięcej czasu. A brat coraz bardziej pomocny, dzisiaj np na chwilę wyszłam do kuchni i słyszę jak L kaszle. Idę sobie spokojnie i co widzę... E wziął butelkę z herbatką koperkową i próbował ją poić... Ubranko trzeba było przebrać, E wytłumaczyć po raz tysięczny że tak niewolno. Ostatnio próbował ją nakarmić suchym waflem. Nie wolno go na moment z oczu spuścić :D Już widzę jak będą dokazywać jak L podrośnie :) A tymczasem... E w swoim żywiole :)

 

 

21:05, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
piątek, 24 lipca 2015

Droga M,

Cud nad Wisłą się stał... Obiad zrobiony, Młody śpi a ja mam chwile dla siebie bo Młoda z kolei po spacerze najedzona ani myśli pójść spać no i własnie na tym ten cud polega bo leży sobie grzecznie sama i nie krzyczy! :) Oj pochwaliłam się za szybko... będę się więc streszczać :) L wczoraj skończyła 6 tygodni i jest coraz bardziej komunikatywna, uśmiecha się pięknie jak tylko nie stęka i jęczy z powodu bólu brzucha. Miłość braterska do siostry nadal kwitnie a sam brat... rośnie i dokazuje. Ma już 86 cm i mówi coraz więcej i co ciekawe zaczął mieć swoje zdanie nawet w kwestii w kwestii ubioru. Potrafi sobie zdjąć tenisówki które mu zakładam na dwór i założyć sobie sandały jego ulubione. Coraz częściej potrafi dopasować prawego buta do prawej stopy :) Zakładam mu czapkę z daszkiem taką modną wypasioną to tylko zejdzie mi z oczu już czapka zerwana z głowy i zamiast niej jego ulubiona z f&f z batmanem. A tak poza tym to czy wspominałam już że jedno dziecko to wręcz wakacje? :) Koniec mojego czasu wolnego :)

16:27, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 lipca 2015

Droga M,

Oj mało mnie wszędzie, mało... Kolejny tydzień walczymy z bólami brzucha u Młodej. Królewna niestety przez nie jest niedkładalna, choć i tak na rękach wcale nie ma mniej bólu :/ Niestety sprawdziły się moje obawy i badania wykazały nietolerancję laktozy, delicol póki co nie przynosi chyba ulgi... Wiedziałam, że czasu dla siebie mieć nie będę ale żeby tydzień czasu czaić się aby włączyć komputer i wysłać maila do pracy to chyba trochę przesada. Ba! Wczoraj siedząc na fotelu u dentysty podczas leczenia kanałowego pomyślałam sobie że w końcu mam chwile dla siebie, w końcu nikt nic ode mnie nie chce :) Koniec świata. L wczoraj skończyła 4 tygodnie, potrafi cały dzień nie spać i w przerwach w bólach brzuszka obserwować mamusię, tatusia trochę mniej bo on nie ma piersi i potrafi się wymiksować. A E.. rojber pełną gębą ale siostrę kocha to pewne, gdy płacze podchodzi i głaszcze po główce i ją całuje albo buja w leżaczku. Dostępu mu nie bronię ale sam na sam ich nie zostawiam. 

21:53, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24