RSS
czwartek, 30 stycznia 2014

Droga M,

 Myślałam, że zwariuję. Ostatnie tygodnie Eryk najszybciej uspokaja się przy mnie i to spowodowało, że nawet jak Mąż wraca z pracy nadal zajmuje się nim ja. Z początku podobało mi się, że jestem niezastąpiona, czułam tą wyjątkową więź między mną a synem ale czasem chcę sobie odpocząć. Pogoda u nas tak jakby nie sprzyjająca spacerom więc dni ostatnio mało urozmaicone. Przyznam że mimo że pediatra radził wychodzić na spacery do -5 w tym tygodniu już nie wytrzymałam. Musiałam wyjść bo bym zwariowała w tej chacie. Przecież nawet kablówki człowiek nie ma :) Przy -8 jakoś się jeszcze spacerowało ale dzisiaj było -12 i postanowiłam zabrać Mężowi samochód i zapakowałam Młodego i pojechaliśmy w gości. Trzeba dbać o swoje zdrowie psychiczne. Odwiedziliśmy G, która w każdej chwili może rodzić bliźniaki. Nie mogę się już doczekać, ona trochę mniej. Nie chce jej straszyć ale czeka ją trudniejsze zadanie niż mnie, a ja nie raz mam ochotę uciec w Bieszczady :) Widzę że troszkę jest przestraszona tym co ją czeka. Już pomijam sam poród, ale to co będzie po porodzie. Trochę się martwię o całą trójkę, bo jej lekarka upiera się przy porodzie naturalnym, gdzie tylko jedno z dzieci jest odwrócone główką w dół. Liczę na to, że teraz gdy zrobiło się głośno na temat odwlekania cesarek nikt nie zaryzykuje tego w przypadku G. jeśli będzie taka potrzeba. Trzymam kciuki i wierzę, że wszystko się uda. Tak więc dzień spędziłam bardzo miło, na oswajaniu G z tym co ją czeka. Eryk niestety nie chciał pospać sobie grzecznie w specjalnie przygotowanej dla niego leżance, nie chciał dać matce spokojnie poplotkować przy kubku gorącej herbaty. Trochę pokrzyczał, trochę pospał a to wszystko na rękach matki. A miałam wielkie ambicje nauczyć się prowadzić bliźniaczy wózek :) Taaaka landara że ho ho i normalnie kierownice ma :) Niech się dzieci bezpiecznie i bez przygód rodzą.

20:41, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
sobota, 25 stycznia 2014

Droga M,

Jest północ, Eryk śpi i my zaraz będziemy. Dzień był bardzo przyjemny i pracowity. Padam na twarz więc się tylko pochwalę co udało mi się dzisiaj zmajstrować :) Jutro robimy drugą sesję Eryka, bo czas leci szybko i szybko się zmienia. Za dwa tygodnie będzie miał 3 miesiące. Często wracam do pierwszych zdjęć po powrocie do domu ze szpitala. To 2540 g szczęścia było takie kruche i malutkie a teraz niezła pulpa się z niego robi :)Ale za to jak gada do siebie, jak się cudnie głośno śmieje. Jest przekochany. Tak więc jutro od rana zaczynamy przygotowania do sesji a teraz przedstawiam nowy gadżet sesyjny który nieskromnie powiem wyszedł mi super :) Tak się wczułam że zapomniałam rękawiczek założyć i farbę spod paznokci pół godziny wygrzebywałam.

00:08, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
wtorek, 21 stycznia 2014

Droga M,

Dzisiaj Twoje święto. Strasznie dużo emocji się we mnie kotłuje. Pojechaliśmy dzisiaj do prababci Młodego, teściowa wpadnie jutro na chwilę. Dzisiaj muszę przyznać, że nie radzę sobie z emocjami. Jestem najnormalniej w świecie zła... o wszystko. Tak naprawdę jestem zła, że pierwszy dzień babci jest bez Ciebie. Jestem zła i strasznie mi smutno, że mój syn Ciebie nie pozna. Co z tego, że będę mu o Tobie opowiadać. To nie to samo. Chyba lepiej położę się na chwilę, bo dzisiaj nic dobrego ze mnie nie będzie. Oczywiście Mąż nic nie rozumie a mi się nie chce tłumaczyć. Przemilczę, jak zawsze. Syty nie zrozumie głodnego. Zobacz M jakim cudownym uśmiechem przywitał mnie dzisiaj syn. Tak właśnie uśmiechał by się do Ciebie dzisiaj. No i w całej okazałości- zobacz M jaki jest już duży :)

21:31, rozmowyzm
Link Komentarze (10) »
sobota, 18 stycznia 2014

Droga M,

Ja tu tylko na chwilę i biegnę spać, choć na chwilę. Już wspominałam, że Młody nam wiele nie płacze, jak się zdarzało to powodem były kolki ale udawało się mu w końcu jakoś pomóc. Kolki chyba przeszły bezpowrotnie ale... no właśnie jest ale. Wczoraj od godziny 17 coś się zaczęło z Młodym dziać i cholera wie co. Ryczał, ryczał i ryczał. Nic nie pomagało. Nie chciał jeść, nie chciał spać, nie chciał być noszony, nie chciał leżeć. Masakra jakaś. Od razu włączyło się czarnowidztwo. Z początku żartowaliśmy, że na księdza tak zareagował, bo akurat wczoraj mieliśmy kolędę. No ale żarty żartami a płacz nie przechodził. Gorączki nie było, postanowiliśmy go wykąpać i to była jedna z niewielu chwil w której był spokojny. Ba!!! śmiał się całą kąpiel. Tylko wyszedł z łazienki i znowu ryk. No i tak minęła północ, godzina pierwsza, druga, trzecia aż zrobiło się jasno...Gdy już myśleliśmy że Młody zasnął i już przykładaliśmy głowy do poduszek impreza rozpoczynała się od nowa. Popłakałam się dopiero rano. Obawiałam się jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień, bo byliśmy zaproszeni na urodziny siostrzenicy, która skończyła 18 lat. ( Chyba jestem stara...) W rezultacie wizyta przebiegła raczej spokojnie. Sama nie wiem o co chodzi. Czytałam o skoku rozwojowym i chyba jestem skłonna uwierzyć, że to właśnie przytrafia się naszemu synowi bo za chiny ludowe nie jestem w stanie odkryć co mu było. Chociaż... znalazłam małą pleśniawkę w buźce. Już sama nie wiem. Nie jestem przyzwyczajona do płaczu Eryka, nic a nic. Serce pękło mi już wczoraj. W poniedziałek pójdziemy do lekarza jak nic się nie zmieni ale nie wygląda jak dla mnie na chorego. Zaraz po tym jak płacze potrafi się śmiać całą gębą aby po chwili znowu ryczeć. I zrozum tu faceta. 

23:25, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
środa, 15 stycznia 2014

Droga M,

Znowu mi się śniło, że jestem w ciąży i przebywam w szpitalu. To nie był przyjemny sen. Badania były wykonywane na korytarzu i każdy mógł sobie popatrzeć no i to widmo porodu. Od czasu kiedy wiem jaki to ból ciąża nie śni mi się pozytywnie, bo wiadomo skoro weszło musi wyjść. Może gdybyśmy mieli ten czas po porodzie na wspólną wielką radość ból by się trochę zatarł. No niestety syna mi zabrali, mogłam go tylko przez  chwilkę dotknąć. Byliśmy w pokoju rodzinnym z mężem sami. Ja nie mogłam wstać, to mąż co chwilę zaglądał do syna i nakręcał filmy żebym też mogła go zobaczyć. Po jakimś czasie do pokoju przywieźli inną kobietę po porodzie z dzieckiem i mężem. Dziewczę było zupełnie bez empatii. Słyszała jak Mąż rozmawiał przez telefon że zabrali nam syna i że jest wcześniakiem. Mimo, że widziała że nie ma z nami dziecka usłyszałam że ten czas po porodzie kiedy można przytulać swoje dziecko, mieć go w swoim łóżku jest najlepszy w życiu kobiety i jest nie do odzyskania w czasie późniejszym. Odwróciłam tylko głowę a łzy poleciały same. Jej mąż z kolei postanowił być zabawny i zaczął się śmiać że na śmietniku było napisane wcześniaki to według niego oznaczało że to śmietnik na wcześniaki. Ubaw po pachy. Myślałam że mój Mąż mu przyfasoli. Ja się tylko modliłam po cichu żeby nie trafić z tą babą na salę. Mimo że od czasu porodu minęło już 2,5 miesiąca te wszystkie sceny mam przed oczami. Nie tak to wszystko sobie wyobrażałam. Chciałabym już o tym nie myśleć ale to silniejsze ode mnie. Nadal boję się drugiej ciąży i drugiego porodu. 

Teraz póki co cieszę się Erykiem, który z dnia na dzień coraz bardziej się zmienia. Jest z nim coraz większy kontakt. Jest wesoły i często się śmieje poza tymi momentami kiedy robi usteczka w podkówkę i zaczyna płakać. Teraz płacze z innych powodów niż jeszcze tydzień temu. Wcześniej płakał głównie z powodu bólu brzuszka, hałas mu np nie przeszkadzał. Dzisiaj się rozpłakał bo przestraszył się jak wydmuchiwałam nos w chusteczkę. Drugi płacz rozpoczął włączony odkurzacz. No i kolejna zmiana. Do tej pory miałam wrażenie, że mój Mąż oaza spokoju jest w stanie szybciej uspokoić dziecko niż ja. Może po prostu byłam zbyt zmęczona. Ja miałam jedyną broń- cyca :) On potrafił jakoś tak go ugłaskać a mi było przykro i byłam przekonana że mój syn mnie nie lubi. Za to teraz Eryk zasypia lepiej przy mnie. Przy mnie też przestaje marudzić. Okazuje się to też moim przekleństwem, bo Synuś jakoś wyjątkowo dużo potrzebuje kontaktu ze mną. Ale jest ok, bo trwa drugi tydzień urlopu ojcowskiego i dopiero teraz widzę, że we dwoje jest o wiele łatwiej. Już nie zasypiam na siedząco i mam więcej cierpliwości :) A ja każdego dnia patrzę na Eryka i nie mogę uwierzyć że jest taki idealny :) No i napiszę coś strasznego- minęło 2 i pół miesiąca a ja czasem mam tak silną potrzebę spędzania z nim czasu non stop że czasem nie mogę się doczekać gdy się obudzi :) Kilka godzin a ja już tęsknię. Wtedy siadam i na niego patrzę :) Dobra koniec wypocin na dziś- idę popatrzeć na Eryka :)

23:04, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 13 stycznia 2014

No dobra, obiecałam Starej kamienicy to słowa dotrzymuję :)

1. Jaki dobry uczynek zrobiłaś/-eś ostatnio?

Urodziłam syna i nie błagałam na kolanach o znieczulenie :)


2. Czy patriotyzm odgrywa w Twoim życiu ważną rolę?

Głównie patriotyzm lokalny, uwielbiam miasto w którym mieszkam.


3. Z jakim pisarzem/ aktorem/ znaną osobą chciałabyś/ chciałbyś porozmawiać i o czym?

Tak na szybko przychodzi mi do głowy Maria Skłodowska- Curie- o życiu, jak kobieta z kobietą. 

4. Najbardziej szalone danie, jakie ugotowałaś/-eś to?


Czas przeszły jest tu na miejscu bo odkąd pojawił się Syn pozostawiam to pole do popisu mężowi. Nie wiem jakie jest najbardziej szalone, wiem jakie jest najbardziej wytęsknione od czasu ciąży- krewetki w każdej postaci i sushi. Aż pociekła mi ślinka...

 

5. Najmniej przydatna rzecz w Twoim domu, której mimo to nie chcesz wyrzucić?

Stare garnki i przybory kuchenne które kiedyś dostałam od mojej M.jak się wyprowadzałam z domu. 


6. Najgłupszy pomysł, na który się zgodziłaś/-eś to?


Pojechać stopem z koleżankami- mały włos nie skończyło się dobrze.


7. Jaki ostatnio obejrzany film przypadł Ci szczególnie do gustu?

Nie pamiętam kiedy ostatnio obejrzałam jakikolwiek film w całości :)


8. W jakim innym kraju chciałabyś/ chciałbyś mieszkać i dlaczego?

Włochy- Toskania. Po prostu kocham Włochy.

 
9. Za co uwielbiasz swoją teściową?

Coś by się pewnie znalazło gdybym się dłużej zastanowiła. Bardziej lubię, niż uwielbiam :)


10. Coś (czynność, marzenie), co od dawna planujesz ale nigdy nie możesz się zmobilizować?

Nauka języka włoskiego, ciężko się zmobilizować do samodzielnej nauki.

11. Co ważnego wydarzyło się w Twoim życiu w 2013 roku? :) 

Ślub i narodziny Eryka

15:02, rozmowyzm
Link Komentarze (1) »
czwartek, 09 stycznia 2014

Chyba zaraziłam Młodego :((((( Pojawiły się gile :((( Ktoś może doradzi czy są jakieś krople dla niemowląt które mogą pomóc ale nie zaszkodzą? Na szczęście nie ma gorączki i mam nadzieję że się to nie zmieni. 

01:18, rozmowyzm
Link Komentarze (15) »
środa, 08 stycznia 2014

Droga M,

Zaczęło się wczoraj... Najpierw zimno, potem drapanie w gardle a godzinę później śliny przełknąć nie mogłam. W nocy nie byłam w stanie wstać do Młodego. Czułam się tak strasznie, że przeniosłam się spać do innego pokoju aby go nie narażać. Po raz kolejny mam refleksje na temat samotnych matek i po raz kolejny chylę czoła. Jak sobie radzą same samiutkie w takich sytuacjach to nie wiem. Palcem nie mogłam kiwnąć. Rano przywdziałam mało gustowną maseczkę na twarz i musiałam przejąć Syna bo Mąż musiał pojechać porobić kilka zdjęć. Niby miało być bez pracy i zleceń ale w sumie kasa się przyda, tym bardziej że mamy 80 % mojej pensji a utrzymanie dziecka kosztuje fortunę teraz a pewnie kolejne dwie fortuny jak będzie starsze. Na szczęście gorączki brak i jak znam swój organizm opanował mnie wirus a nie bakteria. Przekopałam apteczkę ale niewiele z tego mogłam użyć. Poprosiłam o kupienie prenalenu bo się właśnie kończył i tabletki na gardło i tyle.. Poza tym piję piję i jeszcze raz piję i psikam gardło tymsalem( wyczytałam że nie przenika do mleka matki karmiącej) Czuję się już troszkę lepiej ale jakże wielką karą jest dla mnie odizolowanie od syna. Zamiast leżeć wystawiam głowę z sypialni przy każdym jęknięciu Eryka, bo przecież kto się lepiej zajmie dzieckiem najlepiej? matka. No ale muszę przyznać, że ojciec radzi sobie dobrze i tak na dobrą sprawę potrzebują tylko moje cycki :(  Z tego całego nasłuchiwania co się dzieje w pokoju obok nie zdrzemnęłam się ani na chwilę a jeszcze niedawno dałabym się pokroić za chwilę drzemki. 

21:14, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
wtorek, 07 stycznia 2014

Droga M,

No i stało się w końcu :) Długo wyczekiwany urlop ojcowski. Mamy Go dla siebie przez całe 2 tygodnie, żadnej pracy, żadnych zleceń. Już to odczułam. Mimo że trzeba wstawać czasem w nocy, razem jest łatwiej, bez dwóch zdań. Ostatnio Eryk bardziej cierpiał po jedzeniu i wybraliśmy się do lekarza z dodatkowego pakietu medycznego, bo te nasze dwie panie w przychodni nie były w stanie nam pomóc. Lekarz od razu powiedział, że nasz chłopczyk wygląda na zdrowego i mamy już zapomnieć o tym, że był wcześniakiem bo dogonił rówieśników :) Baa, nawet za szybko rośnie ale tym się martwić nie mamy. Problemy z kolkami dla tego lekarza wyglądają na problemy z problemy na trawienie laktozy i polecił takie mleko. Nie rozumiem dlaczego każą przez miesiąc podawać specjalistyczne mleko a dopiero potem wykonują badania i wypisują receptę. No nic, mam nadzieję że nie zbankrutujemy. Mimo prawdopodobnego braku tolerancji laktozy nie mam mieć diety, tylko podawać synkowi delicol. Już właśnie miałam napisać, że jest duża poprawa gdy Eryk zaczął płakać tak jak jeszcze nie płakał. Serce mi chyba pękło i sama potem nie mogłam się uspokoić i łzy leciały z oczu. Mam nadzieję, że to tylko pierwsza kupa po nowym mleku taka bolesna i że teraz będzie już tylko lepiej. To doprawdy cud, że nie poleciałam do sklepu po papierosy. Może uda mi się nie wrócić do nałogu. 

Z takich wesołych informacji to Eryk zaczął gadać po swojemu, jest przesłodki i przekochany. Gdy coś mu się nie podoba robi "podkówkę" i to znak że zaraz będzie płacz i polecą łzy. Dzisiaj kończy dwa miesiące, uwielbiam patrzeć jak każdego dnia się zmienia. 

20:14, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »