RSS
sobota, 31 stycznia 2015

Droga M,

Fiksuje ostatnio w domu, brakuje mi spontanicznych wypadów na pizzę czy wyjścia do kina. Dzisiaj postanowiłam się zbuntować i wyszliśmy na obiad na miasto. Młody pospał trochę dłużej niż zwykle ale my byliśmy zwarci i trochę się obawiałam jakiegoś wielkiego marudzenia małego głodomora zanim dojedziemy na miejsce. Jest przyzwyczajony, że wstaje z popołudniowej drzemki i od razu siada do obiadu. My gotowi czekaliśmy tylko na śpiącego królewicza :) Wybraliśmy knajpę, która jest zrobiona pod rodziny z dziećmi. Menu przeglądałam w internecie i wydawało mi się ok. Spodobał mi się też specjalny pokój zabaw dla dzieci a na sali restauracyjnej wielki telewizor na którym można było dzieci podglądać. Zamówiliśmy dla E zupę pomidorową z lanymi kluskami i z menu dziecięcego również kotlecik drobiowy, z marchewką ale zamiast frytek wybraliśmy ziemniaki z wody. W mojej głowie kotlecik drobiowy to był delikatny indyczek bez panierki- dostaliśmy kawałek fileta piersi z kurczaka w jakiejś okropnej panierce smażony na głębokim tłuszczu. Byłam też przekonana że dostanę gotowaną marchewkę- nic z tego. Zupa bardzo przypadła naszemu pierworodnemu do gustu. Filecik w sumie też, uprzednio mu zdjęłam całą panierkę bo jakoś nie jestem zwolenniczką tego typu atrakcji dla małych dzieci. Zwłaszcza w tłuszczu niewiadomego pochodzenia. Tak, wiem- być może przesadzam. W domu dostanie kawałek kotleta z panierką ale po 1 wiem co to za panierka po 2 smażę na klarowanym maśle. Zawsze to lepsze niż frytownica... No i się zaczęło E zauważył pokój zabaw. Nie spędził tam za dużo czasu bo od razu usłyszałam jak jednemu z dzieci zadudniło w oskrzelach. Kaszel miał dzieciak taki, że dziwiłam się z nim szlajają po mieście. No i tu pojawia się problem. Po ostatnich 2 miesiącach chorób ale w sumie nie tylko aż zastygłam. Miałam ochotę od razu uciec. Patrząc jak często E jest chory od urodzenia dostaje gęsiej skórki jak E wchodzi do tego typu pokoików. Walczę z tym uczuciem w sobie, tym bardziej że jeszcze 2 miesiace temu spotykał się na fitnesie dla mam z dziećmi i to dwa razy w tygodniu. Przyznam że szpital i pozostałe wizyty na sorze oraz wszystkie te choroby spowodowały, że panikuje na samą myśl o zarazkach. Być może kiedyś wyjaśnię dlaczego też jestem przewrażliwiona w tej kwestii ale to temat na innego posta... No i tylko E usłyszał tego chłopca kaszlącego sam zaczął kaszleć. Co prawda jest teraz na etapie papugowania i jak jakiś przechodzeń zakaszle to on tez od razu zaczyna ale nie mam pewności czy mu się nic nie zaczyna dziać w oskrzelach a we wtorek mamy zaplanowaną szczepionkę MMR i musi być całkowicie zdrowy. Obserwacja nadal trwa, oby to było tylko naśladowanie różnych odgłosów. A nam rośnie mały restaurator. Grzecznie zjadł połowę zupy i fileta z ziemniaczkami i kelnerki rozpływały się nad naszym słodziakiem. A on był w swoim żywiole :)

21:36, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 stycznia 2015

Droga M,

Byłam na kontroli z Fasoliną. Ma się całkiem dobrze, waży już 455 gram :) Kawał Fasoliny :) Rozpycha się wciąż niemiłosiernie a to dopiero początek... Skurcze mają się trochę uspokoić za 2-3 tygodnie jak się obróci w którąś ze stron bo póki co nadal leży w poprzek. Tak się jej przyjrzałam i wcale się nie dziwię, że mnie boli jak się gimnastykuje. Nóżki zgięte w kolankach bo rozprostowane się już nie mieszczą a dno macicy jest zaledwie na wysokości pępka a ja jako osoba bardzo szczupła nie mam tak za dużo miejsca. Fasolina nadal jest w pomiarach większa o jakieś dwa tygodnie i wciąż termin porodu wyliczany jest koło 10 czerwca a nie 25 jak wynika z miesiączki. Ale kto to wie jak to będzie. Ja bym była szczęśliwa gdyby się udało donosić do 38 tygodnia. Wzruszyłam się na tym usg bo bardzo wyraźnie widziałam jej twarz. Mój lekarz nie ma usg nowej generacji a przy ruchliwym dziecku jeszcze trudniej o wyraźny obraz. Tym razem grzecznie sobie spała i pozwoliła mi się przyjrzeć :)Ciekawe czy jak się urodzi to będzie bardzo podobna do brata. E nadal nie rozumie że mama nosi w brzuchu dzidzię ale lubi wkładać paluszki w coraz bardziej widoczny pępek :) Humor nadal mam jakiś taki średniawy, mam nadzieję że mi to minie w najbliższych dniach. Wczoraj na dokładkę się podłamałam bo mój Tata się nagle zapytał kiedy będzie wiadomo jaka będzie płeć dziecka. Kopara mi opadła i byłam przekonana, że sobie żartuje bo przecież od połowy grudnia trąbimy, że będzie miał wnuczkę... No i wyszło jak mnie słuchał gdy dzieliłam się z nim swoją radością. Imię też już mamy wybrane i wszystkim obwieszczone, ale wolałam nie pytać czy tego też nie odnotował.... Życie... Tęsknie za Tobą moja M, Ty byś nigdy nie zapomniała że będziesz miała wnuczkę :(

21:35, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
środa, 28 stycznia 2015

Droga M,

Taka sytuacja: Mąż dał żonie trochę pospać ale nadeszła godzina zero i wpuszcza dziecię do sypialni. Obudziłam się ale jeszcze nie chcę otwierać oczu, może jeszcze chociaż 5 sekund snu, może chociaż dwie. Czuję jak Młodociany wdrapuje się na łóżko siada obok mnie i gdy mam jeszcze zamknięte oczy daje mi buziaka prosto w usta :) Oniemiałam otwieram oczy, uśmiech sam się ciśnie na te dopiero co ucałowane usta i dostaje drugiego buziaka. A gdy już rozbudziłam się na dobre dostałam trzeciego buziaka. Wieczorem gdy wychodziłam do biblioteki był całus nr 4. To nic że biblioteka czynna dzisiaj do 15 :)I tak można każdy dzień zaczynać. Warto było rodzić, męczyć się choćby właśnie dla tej chwili :)

21:30, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
wtorek, 27 stycznia 2015

Droga M,

Ależ dzisiaj miałam pracowity dzień... Od samego rana sprzątanie, pranie, gotowanie. Czas na wyjście na sanki również znalazłam :) E czuje się zjeżdżając z górki coraz bardziej pewnie i takie cuda na kiju co on robi na sankach to czasem aż skóra cierpnie. Podczas jazdy stwierdza że chce pooglądać ślady jakie zostawiają sanki, albo prostuje się nagle aby zobaczyć jak śnieg wygląda pod sankami. No i się wywrotką dzisiaj skończyło :) Potem wróciliśmy do domu na mleczko i mogłam dokończyć obiad. Trochę roboty sobie narobiłam ale czego się nie zrobi jak jakaś potrawa "chodzi za człowiekiem" już kilka miesięcy :) Dzisiaj w menu była grochówka, na jutro też będzie :) E bardzo lubi zupy i już mi się też pomysły kończą, muszę wymyślać takie których nie jadłam wieki całe. Trochę się obawiałam, że będzie kręcił nosem, bo pierwszy raz to jadł ale na szczęście zasmakowała. Wersja oczywiście trochę bardziej dietetyczna na wędzonym udku i bez boczku a z chudą kiełbasą ale jak dla mnie wyszła super :) I czuję się dobrze... wiadomo o co chodzi :D 

A na deser odwiedzili nas teściowie. Byłam przygotowana psychicznie, miałam czas i nic mnie nie zaskoczyło :) Czy wspominałam kiedykolwiek, że nie rozumiem dlaczego ludzie sami dają sobie prawo do głaskania brzucha ciężarnych. Nienawidzę jak ktoś z partyzanta dotyka mój brzuch i pyta czy kopie. Mam ochotę odwdzięczyć się takim samym gestem :) Może jestem nietykalska ale mam to gdzieś :) Generalnie ostatnio jakiś humor słabszy, wykończą mnie te hormony... 

20:48, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
niedziela, 25 stycznia 2015

Droga M,

Ostatnio jakoś gorzej się czuję. Zgagę mam nieziemską, bóle głowy wróciły i o nerwa łatwo i szybciej kończy się cierpliwość. Twarda jestem i staram się na codzień Mężowi nie mazgaić ale mam takie chwile gdy po prostu mam ochotę usiąść sobie na kanapie z kubkiem herbaty i w spokoju zjeść sobie jabłko. Ale nie... bo od razu Małoletni leci krzycząc am i chce moczyć dzioba w mojej gorącej herbacie albo mały złodziejaszek zabiera matce jabłko. Dzisiaj to myślałam że sobie krzesło na klatkę schodową wyniosę i tam będę siedzieć bo tam więcej spokoju mogę mieć. Przyznaje że dzisiaj jestem wyjątkowo zmęczona, bo wczoraj kładłam się o 1 w nocy spać gdy z pokoju Młodego usłyszałam płacz. Płakał jakby mu kto krzywdę jakąś zrobił. Pewnie zły sen się przytrafił. Mąż chciał się nim zająć ale stwierdziłam że to pewnie tylko chwilę potrwa więc ja go uśpię. Przeniosłam się z nim na kanapę aby się obok niego położyć i utulić. Popłakiwał jeszcze przez 5 minut a zasypiał 40. Stopy mi zmarzły, pęcherz aż rozbolał ale w końcu się udało. Przenoszę Młodzież do łóżeczka i wracam do siebie- 1:46 sprawdzam czas. Przykrywam się i nagle słyszę, że Młodociany się obudził. Przychodzę, patrzę a ten stoi w łóżeczku i zadowolony wypatrzył kubek z wodą- am i am. Mąż się zlitował i aż szkoda mi chłopaka było bo E wyspany zadowolony padł dopiero o 4 nad ranem. Dlatego dzisiaj na otrzeźwienie umysłów wybraliśmy się na spacer na plażę, gdzie dawno nas nie było a szkoda bo E bardzo był zadowolony. Oczywiście najlepsza zabawa była podczas moczenia butów :) Mimo nerwów i zmęczenia to był dobry dzień :)

21:40, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
sobota, 24 stycznia 2015

Droga M,

Wczoraj jakoś mnie głowa bolała, byłam zmęczona i nic mi się nie chciało. Szukałam wymówki aby nie pójść po raz kolejny na spotkanie z koleżankami :) Postanowiłam jednak się wybrać. O 19 standardowo kąpiel E, mleczko, mycie zębów i spać. Zasnął od razu jak tylko przyłożył głowę do poduszki, może mu też zależało aby się matka zrelaksowała. No to wsiadłam w samochód i pojechałam, na głodniaka bo pierwsza część spotkania miała odbyć się w restauracji. Oblukałam wcześniej menu i wiedziałam co sobie zjem, nie mogłam się już doczekać :) Kiedyś bardziej lubiłam takie babskie spotkania. W sumie nadal lubię ale wolę spotykać się w mniejszym gronie bo przyznam że nie wszystkie z tych koleżanek należą do moich ulubionych. Poza tym ja się zmieniłam. Nie jestem tą samą dziewczyną co 5 lat temu, nie jestem nawet taka sama jak rok temu... A za rok będę jeszcze inna. Zmieniam się, dojrzewam.  I może podświadomie tego samego oczekuję od innych, że dojrzeją... kiedyś a tymczasem. Tylko 3 są po ślubie, tylko dwie z nas są matkami, obecnie tylko ja w ciąży z drugim mimo że każda z nas na liczniku już kilka lat po 30. No nie każdy musi... jasna sprawa. Było miło ale jeszcze chętniej wróciłam do domu do Synka i Męża. Są takie chwile gdy człowiek po prostu wie, że jest we właściwym miejscu. Nie bawi mnie upijanie się wódką i głośne pijackie rozmowy w restauracji. Do klubu nie poszłam bo uważam że to nie miejsce dla ciężarnej. Nie widzę też frajdy w spontanicznych wypadach samolotem do innego miasta aby poszlajać się w tamtejszych klubach. To nie mój świat i nie czuję z tego powodu żalu. Zamiast upijania się wódką w restauracji wolę wrócić do domu do rodziny. I to nie chodzi teraz o ciążę, bo przed ciążą też wolałam pojechać autem na takie spotkania i nie pić i wrócić bezpiecznie i szybko do domu. Przynajmniej teraz jak jestem w ciąży nie czepiają się, że znowu przyjechałam autem i nie pije.  Gdzie jest granica między dojrzewaniem a byciem zdziadziałym? :) Bo chyba zdziadziałam :)

23:18, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
środa, 21 stycznia 2015

Droga M,

Dzisiaj miałam zupełny spadek energii. Czułam się wręcz strasznie :/ Dwa razy zrobiło mi się słabo, raz niedobrze mimo że mdłości minęły kilka tygodni temu. Niestety na odpoczynek nie miałam co liczyć. E pełen energii chciał się cały czas bawić, albo czytać razem książeczki, albo na ręcę albo jeść, albo trzeba było przebrać pieluchę. Staram się jak mogę aby nie był poszkodowany z powodu Fasoliny. Musiałam dokupić kilka produktów do obiadu i postanowiłam że jak wezmę sanki będzie mi łatwiej :) Sama nie wiem :) Trochę pozjeżdzaliśmy z górki a trochę pojeździliśmy, czasem szliśmy bo śniegu zwłaszcza na chodnikach już nie było a do sklepu jakoś musiałam dojść. No i zrobiła się z tego mała wyprawa. Na koniec E stwierdził że nie chce mu się samemu po schodach wchodzić, mimo że trzymany za ręce wchodzi już bez problemu. Dzisiaj się zbuntował więc musiałam go zanieść. Dzisiaj planuję położyć się przed 23, mam nadzieję że mi się uda :) Jutro zaczynam 19 tydzień a przecież dopiero dowiedziałam się o ciąży :)

21:39, rozmowyzm
Link Komentarze (10) »
wtorek, 20 stycznia 2015

Droga M,

Jestem zła, jestem wściekła. Przy pierwszej ciąży miałam paciorkowca. Stresowałam się czy antybiotyk podany podczas porodu wystarczy i czy E potem nic nie będzie. Dziecko na skutek wczesnego porodu, zaburzeń adaptacji i mój gbs dodatni dostał antybiotyk i nie chcieli mnie ze szpitala wypisać. W zeszłym tygodniu zrobiono mi wymaz aby wykluczyć że infekcja jest przyczyną moich skurczy. Patrze sobie na wyniki i oczom nie wierzę.... wynik jeszcze gorszy niż w pierwszej ciąży. Paciorkowiec na dobre zagościł się u mnie. To na cholerę był ten antybiotyk podczas porodu... A i tak gdzieś wyczytałam że należy go podać przynajmniej 4 godziny przed porodem, ja nie miałam aż tyle czasu bo stwierdzili że przecież jeszcze nie rodzę... Teraz nie wiem, dzwonić do gina czy czekać do przyszłego tygodnia na wizytę. Czy paciorkowiec może być przyczyną skurczy, czy to jest niebezpieczne tylko porodu? Myślałam że w drugiej ciąży będę miała z tym spokój a tu dupa :( Napiszę do lekarza jutro smsa czy muszę się pojawiać wcześniej ale na przyszłej wizycie nie odpuszczę- chce się tego pozbyć przed porodem, nie wiem jak ale ma mnie wyleczyć...

21:02, rozmowyzm
Link Komentarze (8) »

Droga M,

Trwa 18 tydzień ciąży, w sumie za chwilę się kończy ale 18 to 18 :) Fasolina jest silną babką bo wczoraj leżałam sobie na boku i dwa razy pod rząd mnie tak mocno kopnęła że aż byłam w szoku :) Poprosiłam Męża aby podstawił rękę i udało się :) Poczuł Fasolinę pierwszy raz :) Przy ciąży z E w tym tygodniu kopniaki nie były tak mocne aby Mąż mógł też się nimi delektować :) W drugiej ponoć szybciej to wszystko się pojawia a ja dodatkowo jestem osobą szczupłą, bo udało mi się wrócić do mojej drobnej postury po pierwszej ciąży, choć nie było łatwo. Wiele godzin na fitnesie i siłowni spędziłam aby osiągnąć swój cel i wiele przekąsek sobie odmówiłam.  A może to dlatego że Fasolina jest ponad dwa tygodnie większa z usg niż powinna, pewnie się to wyrówna z czasem. E też był z początku duży a potem przestał rosnąć nie wiadomo czemu i zaczęły się zastrzyki w brzuch. Delektuję się tymi ruchami póki jeszcze nie są na tyle silne aby przestawiać mi wnętrzności bo przecież już to przechodziłam i wiem jak będzie później :) Silna babka mi rośnie :)

10:23, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 19 stycznia 2015

Droga M,

W uszach mam stopery, otwieram jedno oko. Słyszę krzyk E. Jeszcze chwilę mogę pospać, dziecko drogie nie rób mi tego. Ojciec mimo starań nie powstrzymuje krzyku. Musi być ostro, skoro słyszę go przez stopery. Ocho... młodzież z fochem wstała, będzie ciekawy dzień. Poddaje się i wstaje i tak już nie zasnę. Wychodzę z sypialni a tam dziecię na mój widok od razu wyciąga chętnie ręce. Uroczo :) Pytam się go grzecznie, co się tak drzesz z rana a on się tylko uśmiecha jakby sytuacja sprzed chwili wcale nie miała miejsca. Ojciec wychodzi idzie po chleb na śniadanie ja zostaje sama na placu boju. Wstawiam wodę na herbatę, Młodociany tupta za mną uczepiony spodni, spodnie coraz niżej... on coraz głośniej. Wyciągam jajko ugotowane wczoraj na twardo przed snem. Młody zobaczył jajko więc drze się już całkiem na serio krzycząc "am" jakby przed chwilą nie jadł mleka... Obieram więc to jajko i wsadzam go do fotelika. Młody chwilowo zadowolony. Żółtko nadal nie smakuje więc zostaje rozmazane po foteliku i szafki które jest w stanie dosięgnąć. Wraca ojciec, Młody dostaje swoją ukochaną bułkę maślaną która w połowie ląduje na ziemi. Robię kanapki, jedną dla Młodego bo i tak będzie się darł jak zauważy moje kanapki. Kanapki gotowe, herbata gotowa, kuchnia zamieciona- idę jeść. Słyszę kota w kuwecie- idę posprzątać kocie siku i zamieść łazienkę zanim Kotosław rozniesie to po całej chacie. Siadam i już sięgam po kanapkę gdy słyszę stękanie Młodego cisnącego dwójkę... W oparach kupy coraz bardziej apetyt mi mija na pyszne kanapeczki z jajkiem. Młody oporządzony, idę umyć do łazienki ręce a tam w kuwecie kocia dwójka i smród straszeczny. Mam wrażenie że wracają mi mdłości pierwszego trymestru. Sprzątam, zamiatam, myje ręce, siadam do kanapek, Młody krzyczy am. jemy razem. Jajko jest wszędzie. Kończymy, idę po jakąś ścierę zanim jajko definitywnie zostaje wdeptane w dywan. Cisza jakaś, coś jest nie tak. Wystarczyła minuta aby E zerwał kawał tapety w dużym pokoju w bardzo widocznym miejscu. 50 minut jestem na nogach a mam dosyć. Młodociany idzie na drzemkę więc i ja poleżę chwilę. Potem się zbieram, ziemniaki i brokuła ugotuję bo później będę miała bardziej ochotę na drzemkę niż teraz. Robię część obiadu, kawka zaparzona, siadam do komputera kubek z pierwszym łykiem pachnącej kawy już prawie w mych ustach gdy nagle w dużym pokoju pojawia się On- wyspany E :) 120 minuta na nogach a ja jestem zmęczona :) Ale nie zamieniłabym tego poranka na poranek w korporacji. Z własnej woli- NIGDY :) 

10:32, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2