RSS
niedziela, 19 lutego 2012

Kolejny dzień, w którym tęsknota wychodzi ze mnie w każdy możliwy sposób. Bunt, złość, żal, bezsilność próbowały dzisiaj pokierować całym moim dniem. Nie udało się powstrzymać emocji, w końcu wszystko wybuchło. Nie umiem sobie poradzić z tym, że Ciebie droga M już nie ma. Staram się dla Ciebie, bo wiem ,że chciałabyś abym była szczęśliwa. Ale jak? Jak mam być szczęśliwa kiedy Ciebie mam już tylko na zdjęciach??Kolejny dzień żałoby, kolejny dzień, który jest wyzwaniem. Kolejny raz rzucam myśli w internetową otchłań. Dobranoc

21:23, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2012

Droga M

W ciągu ostatnich kilku miesięcy temat  śmierci jest w mojej głowie bardzo często. Nie wiem nawet czy zdarzył się choć jeden dzień od kiedy odeszłaś żebym o niej nie myślała. Nawet gdy zdarza się dobry dzień, wieczorem i tak robi głośne "a kuku" i znowu przed snem pojawia się w mojej głowie. Czasem staram się od tego uciec, ale wraca z większym hukiem. Ostatnio nawet sobie pomyślałam, że nie ma co uciekać. To naturalne że skoro próbuje się człowiek uporać z czyjąś nagłą stratą przez jakiś czas nie można się od tego uwolnić. Liczę, że z czasem przestaną mi przed oczami stawać obrazy jak biegnę, choć nogi odmawiają mi posłuszeństwa a Ty tam leżysz. Bywają dni bardziej beztroskie i chwilami czuję jakby nic się nie zmieniło. Ta beztroska odpływa jak przyłapuję się na tym, żeby do Ciebie zadzwonić. W ciągu kilku ostatnich dni gorzej sobie radziłam. Stwierdziłam, że już całkiem odizolowałam się od ludzi i temat śmierci pochłonął mnie bezpowrotnie. Boję się że już zawsze będę miała smutną duszę. No i przyszedł taki ranek, że pomyślałam aby spróbować podejść do życia bardziej z życiem. Włączam komputer a tam informacja  że Whitney nie żyje. Ciężko było uwierzyć, że nie nagra nic nowego. I znowu zrobiło mi się smutno. Temat wrócił. Obserwuje znajomych, którzy są wstrząśnięci jej śmiercią, rozprawiają na temat przyczyn. Okazało się, że można na ten temat pogadać, mają nawet swoje zdanie. To się pytam do cholery dlaczego tak łatwo się gada na temat śmierci kogoś kogo zna się z dorobku artystycznego i tabloidów a o śmierci, która się dzieje wśród najbliższego otoczenia nie. Nic. Wody w usta nabierają. Do narodzin dziecka można się przygotować, śmierć przychodzi nieoczekiwana. Co z tego, że to trudny temat. Rozmawiajmy i nie decydujmy za kogoś że chce zostać sam w tym czasie. Zapytajmy, dajmy wybór. Nie możemy patrzeć po sobie, że gdyby mi ktoś tak bliski umarł, chciałabym zostać sama. Też byłam przekonana, że tak właśnie by było. Stało się inaczej, potrzebowałam przyjaciół, którzy zdecydowali za mnie czego mi trzeba. Byłam sama, bo nie miałam wyboru, teraz jestem z tym sama już chyba z przyzwyczajenia. Współczuję rodzinie piosenkarki, nie sądzę aby szum w mediach im pomagał. Rodzinie jest najtrudniej. Niech modlą się o siłę, bo będą jej potrzebowali co niemiara.

sobota, 04 lutego 2012

Kochana M,

Takie ambitne plany na wieczór były wiesz?Miała być wspólna kąpiel z ukochanym, dużo piany, romantyzmu i seksu. Tak, mieliśmy się kochać.Mało czasu ostatnio ze sobą spędzamy, ja wiecznie zmęczona, on przed komputerem. No cóż. Wyszło, jak wyszło. Mam prawo się zmęczyć, wstaje w końcu po 5 i pracuje ponad 8 godzin dziennie. Zasnęłam. Obudziłam się po 22 z poczuciem jakby mnie kto w głowę trzasnął. Minęła północ, więc budzę go buziakiem i pierwsza składam życzenia urodzinowe. Mam dla niego perfum, taki jak lubi, bo żałował że mu się skończył. To tylko dodatek do prezentu, który sam sobie zamówił, za który ja mam zapłacić, tylko w części na szczęście. No i radosna jak skowronek życzę mu dużo seksu, satysfakcji z częstego doprowadzania swojej kobiety do orgazmu, ustatkowania się, zaręczyn i żeby był tatusiem. Żartem, nie żartem ale usłyszałam że to życzenia dla mnie, a kiedy będą  dla niego. No w mordę jeża, zmroziło mnie. Z trudem powstrzymałam przeciek w okolicy gałek ocznych, jakoś tak nastrój prysł. Powiedziałam dobranoc i wróciłam do czytania książki. A że w książce kochanek głównej bohaterki właśnie umarł na raka, nie poprawiało to sytuacji. Wyszłam się poryczeć i zjeść, bo głodna nie zasnę. No i stoję tak w tej kuchni i ryczę i mi źle, bo jak to tak. Ostatnio dużo myślałam, że od kilku lat stoję w miejscu. Jestem obserwatorką awansów, zaręczyn, ślubów, ciąż, narodzin. To u innych. U mnie od prawie 2 lat choroba w rodzinie, chwila spokoju i wiary, że zły czas minął i nagła Twoja śmierć z zupełnie innego powodu. To dla Ciebie staram się myśleć, że jeszcze mnie coś dobrego w życiu spotka. Marzę o założeniu rodziny. Znudziło mnie życie na kocią łapę, choć koty uwielbiam a zwłaszcza jednego. Chcę aby w końcu to moje życie ruszyło z miejsca. Może ja, choć na pozór twarda też pragnę aby ktoś patrząc mi w oczy powiedział że wybiera mnie na całe życie, że podpisze każdy papier, że zrobi wszystko byle mnie uszczęśliwić. Nie widzę szczęścia w rozpychaniu się łokciami w korporacji. Szczęście widzę we wspólnych śniadaniach, gdzie przy stole dziecko grymasi, że jeść nie będzie. Dzisiaj usłyszałam w pracy, że poprawiam ludziom humory, że jestem zabawna. A co ze mną do cholery, czy ktoś pomyśli choć przez chwilę aby takim poprawiaczem humoru być dla mnie?Pomyśli o tym co ja czuję, zapyta? Może i to moja wina, że za dobrze ukrywam, że w głębi duszy cierpię, ale na pewno to nie moja wina, że czasem nie daję rady i  że mi smutno. Mój wewnętrzny głos zaczyna się buntować, bo cały świat łącznie ze mną zapomniał o tym że ja też mogę czegoś pragnąć, że mam ochotę cieszyć się swoim szczęściem a nie wiecznie innych. To nie moja wina, że mi smutno.

01:16, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »