RSS
wtorek, 26 listopada 2013

Droga M,

Byliśmy wczoraj u lekarza i ku wielkiej radości Młody zaczął przybierać na wadze. Po raz kolejny okazało się, że karmienie piersią nie jest takie proste. Tak zwyczajnie nie byłam w stanie wykarmić swojego syna. Nie wiem co kiedyś kobiety robiły jak nie było tych mieszanek. Pewnie było co innego, tylko ja akurat tego nie pamiętam. Niestety problem kolek nadal nas dotyczy, wczoraj suszarka poszła w ruch. Pomogło ale tylko na chwilę. Dzisiaj też cały dzień z dzieckiem na rękach. Dopiero po ostatnim karmieniu padł ze zmęczenia i śpi bez jęknięcia drugą godzinę. Ja już z przyzwyczajenia w stanie gotowości i nie mogę zmrużyć oka. Teraz i tak mi się nie opłaca bo za pół godziny kolejne karmienie. W każdym razie Młody zaczął przybierać i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Kolejna kontrola wagi za tydzień. Pani doktor wystawiła skierowanie do poradni preluksacyjnej na badanie bioderek i do neurologa. Według Pani doktor neurolog powinien zbadać Małego jeszcze w szpitalu ze względu na to, że jest wcześniakiem. Nic mi o takim badaniu nie było wiadomo. Być może ktoś go badał podczas tej doby gdy był beze mnie ale w wypisie była by o tym wzmianka. No nic, w sumie nie jestem zdziwiona że znowu nas olali. Gdy wróciłam do domu próbowałam umówić nas do poradni na sprawdzenie bioderek i przemiła pani w telefonie poinformowała mnie że w tym roku to im się już limity skończyły i nie ma szans na wizytę. Obdzwoniłam wczoraj większość przychodni ale udało mi się umówić dopiero dzisiaj. Z tego wszystkiego zapomniałam zupełnie o neurologu i jutro czeka mnie kolejne długie oczekiwanie na słuchawce. Służba zdrowia mnie wykończy. Muszę wpisać Syna na pakiet medyczny w pracy bo inaczej nerwowo nie wytrzymam. Dzisiaj generalnie jakoś tak wszystko mnie wkurza. Ja sobie flaki wypruwam a ten... aaa szkoda gadać. Była awantura :/ Idę szykować mleko dla Syna idealnego aczkolwiek bardzo marudnego.

18:38, rozmowyzm
Link Komentarze (10) »
niedziela, 24 listopada 2013

Droga M,

Nadal czuję się słabo. Od wczoraj biorę żelazo i mam nadzieję że wkrótce poczuję się lepiej. Wszyscy wokół mają jakieś infekcje albo grypy żołądkowe i w sumie siedzimy sami i nikt nas nie odwiedza. Trochę liczyłam że w tym tygodniu będzie bardziej towarzysko bo już szału dostaje od siedzenia wśród czterech ścian. Człowiek jest jednak zwierzęciem stadnym. Dobrze że chociaż sobie taryfę zmieniłam w telefonie i mogę sobie gadać i gadać nie bankrutując przy tym. Aż tak z tego nie korzystam bo w sumie wolę spać.

Wczoraj Eryś wyszedł z rodzicami na swój pierwszy spacer :) Dotleniony spał całe trzy godziny bez żadnego jęknięcia. Dzisiaj nigdzie się nie ruszaliśmy bo zaczęło padać i wiatr przebrzydki się zerwał- prawdziwa jesień. To że siedzieliśmy w domu nie oznacza, że marnowaliśmy czas. Dzisiaj odbyła się pierwsza sesja zdjęciowa Syna, którą planowałam od miesięcy :-))) Zapas czapeczek sesyjnych i gadżetów nie został w pełni wykorzystany więc jeszcze nie jedną sesję zrobimy. Eryś spisał się na szóstkę z plusem, tylko przez moment pomarudził ale się potem okazało że się zlał i leżał na mokrym :) Teraz czekam z niecierpliwością jak  mąż zgra zdjęcia i oczywiście nie omieszkam się nimi pochwalić, mam nadzieję że jeszcze dzisiaj :) Ja jestem sesją zachwycona ale nie jestem obiektywna bo jestem zakochana w Eryku i dla mnie zawsze wygląda przecudnie. 

Z informacji kolkowych pomogły nam pierwsze kropelki po które sięgnęłam- biogaia które wspomagają pracę jelit. Pani doktor dała nam jak najbardziej błogosławieństwo do stosowania. 5 kropelek z rana i piardy Syna lecą bez opamiętania :) I jemu ulżyło i nam również. 

Edit: Uwaga uwaga :) Taki słodki przedsmak :) Część pozostanie tajemnicą do 6 grudnia :) 

piątek, 22 listopada 2013

Droga M, 

Padam na twarz, dosłownie. Ryję nosem o podłogę. Jak się uda pospać dwie godzinki to cud normalnie. Przez moment jak karmiłam tylko piersią było jeszcze znośnie. Budziłam Młodego co 3 godziny i z przewijaniem, przebieraniem i karmieniem i beknięciem zmieściliśmy się w godzinie. Jeśli nie marudził zostawały całe dwie godziny na sen. Teraz to dupa blada. Wróciliśmy zgodnie z zaleceniem lekarza do dokarmiania i cała akcja z przygotowaniem mleka, wyparzeniem butelek, zajmuje mi prawie 1,5 godziny. Mąż wraca z pracy to przygotowuje obiad, ogarnie mieszkanie, zrobi zakupy i musi siadać  do obrabiania zdjęć bo nie wyrobił się przed porodem a nowe zlecenia już doszły. O północy i o 3 nad ranem trochę mnie odciąży i wstanie pierwszy i przygotuje mleko i przewinie Młodego ale nie ma opcji że mogę spać. Wstać trzeba. O 3 on się musi położyć bo rano wstaje do pracy. W nocy jest najgorzej, w czasie dnia chodzę jak zombie. Zaprosiłabym już tą położną do siebie ale jak sobie pomyślę że to może oznaczać rezygnację z półgodzinnej drzemki to mi się tej wizyty odechciewa. No i kawy raczej nie powinnam pić więc nie ma mnie co na nogi postawić :( Idzie zatęsknić za ciążą chociażby z tego względu że jak się chciało byczyć to się byczyło. Na szczęście jutro weekend i Mąż będzie mógł poświęcić nam trochę więcej czasu. SPPPAAAĆĆĆĆĆ!!!!! :)

12:06, rozmowyzm
Link Komentarze (12) »
czwartek, 21 listopada 2013

Droga M, 

Pierwszą wizytę kontrolną u pani doktor Eryk ma za sobą. No i było dokładnie tak jak myślałam... za mały przyrost wagi :( Wracamy do dokarmiania sztucznym mlekiem a w poniedziałek mam się z nim pojawić ponownie na ważeniu. Oczywiście ja, jak to ja trochę spanikowałam i czułam się winna że nie potrafię odpowiednio wykarmić swojego dziecka ale pani doktor trochę mnie uspokoiła. Mam nadzieję że jak będziemy stosować się do zaleceń szybko nadrobi nasz kurczaczek malutki. Mam nadzieję, że ten za mały przyrost wagi nie jest oznaką jakiś większych problemów. Ale chyba właśnie na tym to polega- będę się już do końca życia o niego martwiła. Jak dostałam Eryka w końcu po tej długiej dobie rozłąki po porodzie, pierwszy raz poczułam sens słów- oddać za kogoś życie. Zrobiłabym dla niego wszystko :) mimo że marudzi i spać matce nie daje :)))

14:18, rozmowyzm
Link Komentarze (11) »
środa, 20 listopada 2013

Droga M,

Niby jest lepiej bo się ssać z cyca nauczył, przez nakładkę ale ssie. Niby jest lepiej bo od wczoraj męczą nas chyba gazy. Eryk pręży się i widać że cierpi a mi serce pęka bo nie umiem mu pomóc. Masaż nie pomaga, odgazowanie nie wychodzi. Daliśmy mu kropelki które nam polecono Bio Gaia, niby jest lekka poprawa ale niepokoi mnie fakt że ostatnia kupa była w nocy. Jestem zmęczona i chce mi się wyć, bo nie potrafię ulżyć własnemu dziecku. A jeszcze sąsiad na dole uskutecznia od rana wiercenie. Wczoraj do nich zeszłam bo przez nich przez 1,5 godziny dziecka nie mogłam uspokoić, bo aż ściany drgały. Nagadałam im i trochę odpuścili. To nie są warunki dla kobiety po porodzie, która ma huśtawkę nastrojów i noworodka którego męczą gazy :((( A myślałam że było ciężko w ciąży. Nie mam czasu nawet zjeść i w takim tempie szybko zrzucę te 7 kilogramów które zostały nadplanowe po porodzie. Ale dobre to że brzucha już prawie nie ma, dosyć szybko się wsysnął biorąc pod uwagę że po porodzie wyglądałam jakbym nadal była w ciąży. Idę dalej walczyć z kolkami. W kwestii kolek przyjmę każdą radę, spróbuję chyba wszystkiego.

niedziela, 17 listopada 2013

Droga M,

Sukces! :) 10 dnia od narodzin Syn zaczął ssać cyca :) Teraz mamy zagadkę czy się najada, bo nie mamy pojęcia czy coś tam mu leci. Spał całe trzy godziny do następnego karmienia więc chyba jest ok. Póki co nie płacze i nie marudzi to chyba znaczy że nie jest głodny. Kupy też wali solidne, znaczy ma czym :) Problemy z karmieniem piersią bardzo mnie zaskoczyły w szpitalu, gdyż nawet przez myśl mi nie przeszło że coś będzie w tej materii nie tak. Dobrze trafiłam na super babki w szpitalu z poradni laktacyjnej, które poświęciły mi trochę czasu, uspokoiły. Pomogły gdy walczyłam z nawałem. No i problem z sutkami miałam, bo ponoć były za płaskie dlatego uważam że najlepszym, na świecie jest wynalazek pt silikonowa nakładka na sutki :-)))))) Strasznie się cieszę, że Eryk w końcu się nauczył, a nastawiałam się na miesiąc :))

sobota, 16 listopada 2013

Droga M, 

Kilka słów na szybko przed kolejnym karmieniem. Usiadłam sobie do komputera i wspominam poród oglądam zdjęcia i filmiki. Teraz stwierdzam że chwilami było nawet zabawnie, zrobiliśmy kilka sweet foci z porodówki. Potem uśmiech mi z buzi zszedł. Generalnie szpital nieomal wykończył mnie psychicznie. Najpierw na izbie przyjęć stwierdzili że jestem słaba jednostka bo zachowuje się jakbym rodziła a przecież nie rodzę. Jednak coś im spokoju nie dawało i trzymali mnie tam od 5:30 do 9 kiedy została podjęta decyzja zatrzymania mnie na patologii ciąży z rozpoznaniem asymetria płodu. Wystraszyli mnie tak bardzo że nie mogłam zdania wypowiedzieć bez rozpłakania się. Zadecydowali że to nie poród, że rozwarcie które miałam pewnie było już zanim zaczęłam przyjmować fenoterol. Po obchodzie na patologii ciąży zostałam poproszona na kolejne nieprzyjemne badanie, podano mi dwie luteiny. Męża odesłałam do domu bo nie spał razem ze mną całą noc. Ja już nie wiedziałam o co chodzi bo bolało mnie coraz częściej i coraz mocniej ale nikt mnie nie słuchał. Lekarz po badaniu stwierdził, że na cito mają mnie wieźć na porodówkę na siedząco aby mi wody nie odeszły bo rozwarcie było już na 4 palce. Poprosiłam tylko o telefon aby powiedzieć mężowi że przewidują że urodzę w pół godziny do godziny, że ma wracać. Na porodówce byłam o 11. Z początku ból był znośny, zwłaszcza pod prysznicem. O 13 zaczął się kosmos, a gdzieś koło 13:30 miałam wrażenie że straciłam kontakt z rzeczywistością :) Przy każdym skurczu strasznie bolało mnie serce i żałowałam że nie wyrobiłam się na wizytę kontrolną do kardiologa. Zaproponowano mi gaz rozweselający ale byłam przerażona tym jak na niego zareaguje moje serce i podziękowałam. Musiał wystarczyć tylko czopek. No i zaczęło się, syn zaczął się pchać na świat a matka zamiast mu ułatwiać to mu utrudniała. Nikt w szkole rodzenia nie mówił jak ważne jest ułożenie nóg podczas porodu. Organizm się bronił przed pozycjami których ode mnie wymagali i zaczęło Erykowi spadać tętno. Nie wiem czy to kwestia podanej wcześniej luteiny ale skurcze zaczęły się w punkcie kulminacyjnym pojawiać co 4 minuty, a to było dla niego za długo. Niestety przyszło mi sprawdzić na własnej skórze z jakim bólem musi mierzyć się kobieta której wyciskają dziecko z brzucha łokciem- trzykrotnie. Wtedy myślałam że nie wytrzymam. Dopiero jak to nie pomogło podali oksytocynę. Wcześniej ze względu na fakt że rodziłam wcześniaka naturalnie a nie przez cesarskie cięcie stwierdzili że nie mogą mi w żaden sposób pomagać. Ale w końcu  pomogli, oksytocyna skróciła czas oczekiwania na kolejny skurcz a pani Ewa potrafiła jak nikt inny zmotywować do znalezienia ostatnich sił. Już nie chodziło o mnie tylko o syna któremu spadał puls a na cesarkę pewnie już czasu nie było. Młody pojawił się na świecie o 14:05 i od razu został ode mnie zabrany decyzją neonatologa. Widziałam go tylko przez chwilę. Nie liczyło się już nic poza synem. Udało mi się do niego dotrzeć dopiero o 23 w nocy po dwóch kroplówkach i dwóch próbach przejścia całego korytarza. To był mój cel, serce mi pękało na samą myśl że jest tam sam. Poprosiłam więc o kroplówki wzmacniające, bo zawieźć tam mnie nikt nie mógł, nieważne ile się krwi straciło podczas łyżeczkowania. Dojść doszłam za trzecim razem o własnych siłach ale wiozły mnie z powrotem na wózku :) Przerwałam paniom nocne pogaduchy :) Przez cały pobyt w szpitalu od każdego słyszałam inną wersję stanu zdrowia syna, wykończyli mnie tym, ostatnie dwa dni pobytu przepłakałam bo już sama nie wiedziałam co mam myśleć.  Dzisiaj wszystko jest w porządku, Eryk jest idealny :)  Mimo całego bólu i niedogodności 07.11.2013 był najszczęśliwszym dniem mojego życia. Jestem totalnie zakochana. Tak naprawdę rodzić powinnam najwcześniej w tym tygodniu, ale wiadomo odstawienie fenoterolu ma swoje skutki. Urodziłam w dwa dni od odstawienia. Zbieg okoliczności??? Nie sądzę. Trzymam kciuki za wszystkie oczekujące mamy które są na tym leku aby doczekały wprowadzenia zamiennika. Ja miałam dużo szczęścia bo poród odbył się w 36 i drugim dniu. Eryk nie potrafi przez to jeść z piersi, przez co muszę spędzać mnóstwo czasu na odciąganiu pokarmu i uczeniu go tego co powinien już umieć pojawiając się na świecie. Ale z tym sobie poradzimy, najważniejsze że wszystko skończyło się dobrze. Z takich ostatnich spostrzeżeń- dla dziecka najlepszymi skarpetkami okazały się najzwyklejsze robione na drutach butki- po innych ma zimne stopy :) Moje 50 cm szczęścia :)

17:41, rozmowyzm
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 11 listopada 2013

Droga M,

Przedstawiam Ci mojego syna idealnego urodzonego 07.11.2013 o godzinie 14:05. Nikt mi nie wierzył, że rodzę aż wieźli mnie na porodówkę o godzinie 11 w dresie i na wózku na cito  po przyjęciu na patologię ciąży i podaniu luteiny... Syn idealny Eryk urodzony przedwcześnie z wagą 2540 i 50 cm. Dzisiaj krótko bo padam na twarz,musieliśmy trochę dłużej zostać w szpitalu ale o tym innym razem. Spójrzcie jaki jestem piękny :))))) Jestem dumna i szczęśliwa i zmęczona jak nigdy dotąd :) 

19:01, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
środa, 06 listopada 2013

Droga M,

No i wiedziałam. Od 16 jakoś zaczęłam odczuwać skurcze. Z początku bardzo nieregularne, potem co 5 minut. Poszłam pomoczyć się w wannie koło 19 bo kurczyłam się już co 3 minuty. Nie wiem jakim cudem ale zachowuje spokój. Postanowiłam się jeszcze na chwile położyć i poczekać jak się sytuacja rozwinie. Sama nie wiem czy się sytuacja rozwija czy zwija, bo teraz częstotliwość skurczu to 5 minut. Zmęczona już jestem i bym sobie przysnęła ale za dużo emocji mną targa, nie mogę zasnąć. Wszyscy mi mówili że jak już się poród rozpocznie to na bank będę wiedziała że to to. Ja nadal nie wiem. Cieszę się że chodziłam do szkoły rodzenia, bo gdyby nie to już dawno bym spanikowała i była na porodówce ale strasznie boję się sytuacji że to jednak nie poród a mnie tam zatrzymają i będę czekać w szpitalu kilka dni. Póki co czekamy. Z mniej apetycznych informacji to przeczyszczało mnie cały dzień, brzuch bolał jak na solidną miesiączkę i prawie nie zwymiotowałam. Jeśli to fałszywy alarm to co się będzie działo w godzinie 0 ???? Trzymajcie kciuki, może to organizm po prostu tak reaguje na brak fenoterolu a ja niepotrzebnie myślę że z tego się rozwinie akcja porodowa. 

22:24, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
wtorek, 05 listopada 2013

Droga M,

No i się porobiło. Dzisiaj o 20 miałam wziąć kolejną dawkę Fenoterolu, leku który zapobiega skracaniu szyjki macicy. Lek mi się kończył więc wsiadłam w samochód i pojechałam do apteki jednej, drugiej i trzeciej i dupa. W między czasie poprosiłam przez telefon G aby sprawdziła aptekę w innej dzielnicy. Mają ale nie wydadzą. What the f...? o co chodzi? Wróciłam do domu aby obdzwonić apteki bo nie powinnam za dużo łazić. No i się dowiedziałam w czym problem. Jedna z pań farmaceutek poinformowała mnie że mogę sobie dzwonić po aptekach a i tak mi nikt tego leku nie wyda bo został wycofany... Jak to, pytam? No tak to. Ponoć ryzyko jego stosowania przewyższało zalety i GIF zadecydował o jego wycofaniu a zamiennika brak. No nie powiem, obleciał mnie strach bo brałam to już kilka tygodni a w życiu nie chciałabym czymkolwiek dziecku zaszkodzić. Zadzwoniłam więc do lekarza, który na chwilę obecną rozkłada ręce. W szpitalu ponoć afera, bo przecież mają dużo pacjentek na tym leku a zaraz będzie się im kończył zapas i niestety może się to skończyć falą przedwczesnych porodów. Lekarz uspokoił mnie. Ponoć przepisuje go od prawie 20 lat i nie spotkał się z tym lek wpłynął w negatywny sposób na płód. To był lek który ratował ciąże. A teraz co? Urząd wycofał lek a Ty ciężarna kobieto radź sobie teraz sama. Moja sytuacja jest o tyle dobra że jutro rozpoczynamy 37 tydzień. Masa dziecka jeszcze nie jest zbyt duża ale od 37 tygodnia lekarze w sumie mogą uznać dziecko za donoszone. Teraz tylko pozostaje leżeć i mieć nadzieję, że organizm da nam jeszcze trochę czasu. Z lekarzem kończyłam rozmowę mówiąc "do zobaczenia w czwartek" i oby tak było byle jeszcze nie na porodówce. Każdy dzień na wagę złota. 

http://pulsfarmacji.pl/3404363,89076,gif-wycofuje-z-obrotu-lek-zawierajacy-fenoterol

 
1 , 2