RSS
sobota, 29 listopada 2014

Droga M,

Udało mi się w końcu dojechać na kontrolę z Fasolką. Lekarz twierdzi, że wszystko jest ok i w  czwartek mierzyła 4,5 cm. Kawał Fasoli :) Ponoć przyzierność karkowa jest u nas żadna ale i tak zapisałam się na usg genetyczne na 18 grudnia. W pierwszej ciąży nie wykonywałam tego usg zgodnie z poradą lekarza ale teraz potrzebuję dodatkowych argumentów, że wszystko jest ok więc z niego skorzystam. Poza tym hormony szaleją, jesień wcale mi nie pomaga. Ostatnio mogę liczyć tylko na siebie więc nie jest lekko. Trochę ciążył mi fakt, że w zakładzie pracy nie wiedzieli jeszcze o ciąży i cały czas czekali na informacje czy wracam. W końcu uległam namowom lekarza i wzięłam L4 i zawiozłam je kierownikowi. Niby się cieszył, bo on taki prorodzinny ale nie omieszkał skomentować mojej drugiej ciąży. Otwarcie powiedział mi, że jest w szoku bo nie sądził, że będę chciała mieć więcej dzieci. No cóż... wiele rzeczy o mnie jeszcze nie wie i nigdy się nie dowie a sądzić sobie może co sobie chce :) W każdym bądź razie L4 zostało już złożone w kadrach a i pensja w końcu trochę wyższa przyszła odkąd byłam na urlopie wypoczynkowym. Przy 80 % macierzyńskiego szału nie było :)

12:46, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 listopada 2014

Droga M,

Rozmyślam sobie o tym jak to będzie jak pojawi się na świecie Fasolka. W skrócie widzę to jako jazdę bez trzymanki, oj będzie się działo :) Grzebię w necie i przygotowuję się psychicznie i rozglądam się za gadżetami, które mogą ułatwić mi życie. Póki co do moich must have mogę wliczyć dostawkę do łóżka. To takie troszkę mniejsze łóżeczko z opuszczanym jednym bokiem który dostawia się do łóżka rodzica. Znalazłam takie za 200 zł ale może uda się pożyczyć takie cudo od znajomych bo przyda się nam gdzieś tylko na pół roku, do czasu jak E będzie już wystarczająco duży aby przejść na większe łóżko i zwolni Fasolce swoje :) A Fasolka i tak będzie spała w naszej sypialni a nie z E. Drugim must have jest chusta tkana. Myślę, że tym razem będzie to jeden z lepszych zakupów, choć wiązanie chust póki co to dla mnie jakaś abra kadabra. Z zakupem wózka wstrzymamy się aż Fasolka się urodzi i zobaczymy czy E jeszcze będzie chciał z wózka korzystać. Rozpatrujemy jeszcze opcję dostawki do wózka dla E ale to też idzie załatwić po narodzinach. Pierwsze spacery i tak pewnie będą kilka metrów od domu więc E bez problemu pójdzie sobie na własnych nóżkach. Przeglądałam wózki dla dzieci rok po roku i jak dla mnie wyglądają jak tramwaj. Nie zmieściłabym się chyba do żadnej windy i nie wykręciłabym między regałami w żadnym osiedlowym sklepie. Najlepszy póki co jest mutsy duo seat z takim specjalnym śpiworkiem który sprawia że jedno siedzisko jest całkiem na płasko ale cholerka wie czy E będzie chciał w wózku siedzieć. To akurat wyjdzie w praniu. Najwyżej będzie jedno w chuście a E w spacerówce : Dużo jest plusów tak małej różnicy wieku ale jest też mnóstwo rzeczy które spowodują że będę chciała uciec w bieszczady i zaszyć się w jakiejś leśnej chatce :) Dobrze że połóg nie będzie w listopadzie i grudniu jak  z E bo bym się mówiąc wprost zachlastała :)

21:13, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
niedziela, 23 listopada 2014

Droga M,

Dzisiaj moja przyjaciółka z dzieciństwa straciła swoją M. Człowiek bierze telefon na dźwięk smsa i myśli sobie, o napisała, pewnie chce zapytać co u nas i umówić się na wyjście z dzieciakami. Niestety :( Biorę ten telefon, czytam i nie wiem co powiedzieć. Szok, niedowierzanie, przecież dopiero co na spotkaniu opowiadała jak to z M na zakupy razem chodzą, jak dużo jej z dziećmi pomaga, jak dobry mają kontakt. Ani słowa aby się źle czuła. Nie wiem co się stało ale cokolwiek się stało było to nagłe i niespodziewane. Cały dzień myślę o niej, jak bardzo musi być jej ciężko. Moje wspomnienia ożyły, jakby moja M odeszła w nocy a nie ona. Smutne to strasznie. Pamiętam jako dziecko sporo czasu spędzałam z przyjaciółką i jej M. Zabierała mnie ze sobą na spacery po parku gdzie zbierałyśmy leszczynę. To u niej pierwszy raz jadłam brukselkę, choć wtedy były to dla mnie małe kapustki. To u niej często przesiadywałam po szkole. Jeszcze niedawno się widziałyśmy, poznała mojego synka. Jakie to życie dziwne jest i przewrotne. Wczoraj ja, dzisiaj ktoś inny ale każdego dnia ktoś kogoś traci. Doceniajmy więc każdy dzień i nie wstydźmy się mówić "kocham" póki ta osoba jest na wyciągnięcie ręki bo potem zostaną nam tylko wspomnienia a pamięć lubi być zawodna :( Odpoczywaj w pokoju Pani B. :(

17:52, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 listopada 2014

Droga M,

Powoli dochodzimy do siebie, zarówno ja jak i syn. Mnie już wieczorem w poniedziałek gorączka ścięła z nóg i trzymała do środy. W czwartek z kolei mimo, że bez gorączki nie miałam siły wstać z łóżka. Energii zero i mdłości kilkunastogodzinne nie pozwoliły mi wstać na wizytę kontrolną u ginekologa :( Byłam zła, bo oczywiście jak mi nagadali lekarze, że coś złapię w szpitalu i zaszkodzę swojemu dziecku to tym bardziej zależało mi aby zobaczyć Fasolkę. Trudno, nie udało się, muszę jakoś wytrzymać do przyszłego tygodnia. Ale chyba wszystko jest ok, ciąża rośnie i brzuch już też :) Zaczynam tracić talię. Mimo że bardzo intensywnie ćwiczyłam mięśnie chyba jednak są słabsze bo w pierwszej ciąży w 10 tygodniu chyba jeszcze nic nie było widać. Teraz co prawda wyglądam jakbym się solidnie fasoli najadła ale jednak mój piękny wysportowany brzuch poszedł w niepamięć :) 

Dzisiaj byliśmy na wizycie kontrolnej u lekarza z E. Oczywiście wcale mnie nie uspokoiła... Lekarz osłuchał synka i stwierdził, że jest ok. Tłumaczyłam mu, że w szpitalu kilku lekarzy go osłuchiwało i każdy twierdził, że w słuchawkach zapalenia ani śladu a na rtg było. Skąd ma więc pewność, że zdrowieje? Zaśmiał się tylko głupkowato i powiedział aby kontynuować antybiotyk do poniedziałku. Nie dałam za wygraną i dopytywałam. Pozostaje nam jedynie obserwacja dziecka, bo rentgenu mu nie zrobimy. Póki co E kaszle mam wrażenie coraz bardziej, zwłaszcza jak śpi. Kaszel przyszedł dopiero prawie tydzień od pierwszej gorączki. To macierzyństwo mnie wykończy, to pewne :) Ale za to jak miło było dzisiaj razem bawić się i tulić :) Jestem już zdrowa i wytęskniona za nim bardzo, bo nie mogłam zbyt blisko się do niego zbliżać żeby go nie zarazić. Dzisiaj oglądaliśmy sobie książeczkę i pytam tego mojego geniusza" A gdzie jest słoneczko" Porozglądał się po stronie i wskazał paluszkiem prosto na żółte słońce na niebie :) Pewnie każde roczne dziecko to już potrafi ale prawie pękłam dzisiaj z dumy. Codziennie mnie czymś zaskakuje. Jest po prostu idealny :)

21:18, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 17 listopada 2014

Droga M,

Ja tu tylko na chwilę. Spieszę powiedzieć że od godziny 15 jesteśmy w domu. E od razu po uprzednim przebraniu z ciuchów które nosił w szpitalu poszedł od razu do swojego namiotu z kulkami który dostał na rok, stęsknił się za swoimi zabawkami :) Cały pobyt mówili nam że rtg i usg płuc są czyste, że to jakaś infekcja bo podwyższone było tylko rtg. poza tym nic... Na obchodzie babka dosyć ogarnięta się wydawała być, odpowiadała na każde pytanie poza tym infekcja czego dotyczy mojego syna. Stwierdzili tylko, że sytuacja jest opanowana, gorączka spadła i można kontynuować leczenie w domu i zależy im aby czegoś dodatkowego nie złapał i ja w ciąży nie powinnam tam być.  Uspokoiłam się trochę, że mogliśmy wyjść dopiero gdy wyniki krwi będą dobre. Mąż przyjechał i czekaliśmy z niecierpliwością. Poszłam w końcu po dwóch godzinach zapytać co i jak- wyniki dobre, szykują wypis. Łzy szczęścia normalnie. Dom! Swoje łóżko! może nawet więcej snu niż trzy godziny na dobę. No to nie ma na co czekać, torby w aucie, my przygotowani i przychodzi Pani doktor poinformować nas, że jednak sytuacja nie wygląda tak jak nam przedstawiano. Przeanalizowano ponownie zdjęcie rtg płuc i zauważono stan zapalny który wcześniej ktoś ominął. Słabo mi się zrobiło, bo byłam przekonana, że torby wracają z auta na oddział... Jak to? Zapalenie płuc? Jednak to zadławienie????Ale nie wypis gotowy. Ponoć stan zapalny umiejscowiony był za sercem i z tego powodu nie było to łatwe do odczytania. Zastanawiam się jak to jest do cholery jasnej możliwe, ufasz ludziom a tu taki numer. Mogli nam to powiedzieć to już w piątek. Mimo wszystko byłabym spokojniejsza, bo martwiłam się że diagnoza nie została postawiona. Tak bym wiedziała, że sytuacja jest jasne, leczenie i do domu a tak tylko człowiek głupio wypytywał na tych weekendowych obchodach lekarzy którzy nie mieli pojęcia o niczym bo oni nie z tego oddziału. I człowiek czeka jak na zbawienie do poniedziałku bo w weekend w szpitalach czas się zatrzymuje. I na koniec hicior... po powrocie do domu zaczęłam się czuć coraz gorzej, poleżałam dwie godziny pod dwoma kołdrami i poczułam się jakby czołg po mnie przejechał. Ledwo wstałam zająć się E jak Mąż pojechał do apteki wykupić antybiotyk. Pomoc na jutro zamówiona bo czuję się wycieńczona i chora. Niech mi termofor tyłek wygrzeje. Ostatnie dni były ciężkie i teraz musi być już tylko lepiej. Powiem tylko, że ten pobyt w szpitalu zmienił mnie. Jeszcze bardziej doceniłam zwykłą szarą codzienność, najważniejsze jest zdrowie. Biedne te dzieciaczki w szpitalach, serce pęka :(

20:29, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 listopada 2014

Droga M,

Z czwartku na piątek czułam wyraźnie w domu Twoją obecność. Czy to możliwe??? Może przeczuwałaś, że Eryk jest chory :( Tak właśnie. O 22 obudził mnie straszny płacz E. Od razu poczułam że jest gorący. Nie wierzyłam własnym oczom, gdy termometr wskazywał 40 stopni. Podałam paracetamol i po jakimś czasie było 39,6 i tak spadało by po 3 godzinach znowu wzrosło prawie do 40. Od razu przyszło mi do głowy, że to może mieć związek z tym zadławieniem. W razie gorączki mieliśmy pojechać do szpitala. Poczekaliśmy do rana ale nie było poprawy. Zapakowaliśmy się i pojechaliśmy. Byłam przekonana, że zrobią nam rentgen i wypuszczą do domu ale już na dzień dobry usłyszałam że zostajemy. Weekend to nie najlepszy czas aby być w szpitalu ale to inna para kaloszy. Ja oczywiście cały piątek przepłakałam tak jak E. pobieranie krwi, welfron, cewnikowanie to nie na moje nerwy. Na rentgen nie pozwolono mi pójść bo powiedziałam że jestem w ciąży. Na usg płuc poszłam z nim już ja. Dziwne to wszystko, rentgen czysty, usg ok a i tak kazali na poniedziałek go na czczo trzymać w razie zabiegu. Jakiego zabiegu dopytuje... Otóż na poniedziałek zaplanowano narkozę i dostanie się do płuca aby usunąć jabłko które mogło pozostać... What the f... Ale przecież nie wiedzą czy tam jest. W końcu pojawił się jakiś starszy pan specjalista od zadławień i trochę mnie uspokoił. Ale dopiero wczoraj wieczorem widmo nieszczęsnego zabiegu poszło w niepamięć. Tak szczerze mówiąc i tak byśmy na niego nie wyrazili zgony gdyż każdy lekarz który go badał i widział wyniki twierdził że to jakaś infekcja niezależna od zadławienia. No i tak sobie od piątku jesteśmy w szpitalu, ja już schudłam kilogram. Co prawda powiedzieli mi że to Mąż ma z nim tam siedzieć ze względu na moją ciąże ale nie byłam w stanie go tam zostawić. Wczoraj mieliśmy z Mężem się zamienić na noc ale gdy przyszłam do tego pustego domu ryk straszeczny mnie opętał i wróciłam do szpitala. Łatwiej mi się to znosi gdy z nim tam jestem. Znowu proszę o trzymanie kciuków aby jutrzejsze wyniki krwi pozwoliły nam wyjść do domu bo gorączka już została opanowana. Lecę się dalej ogarniać i wracam do życia szpitalnego. p.s trudno znosi się pierwszy trymestr ciąży mając dziecko w szpitalu, oj ciężko... 

13:45, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
środa, 12 listopada 2014

Droga M,

Miewam słabsze dni. Modlę się wtedy aby nie zasnąć na siedząco. Czasem marzę aby się po prostu położyć i przez chwilę poleżeć i aby nikt nic ode mnie nie chciał. Niestety takich chwil nie ma :) Nie ma czasu na odpoczynek w ciągu dnia, na leżenie na kanapie z pilotem w ręku. Jest dyskutowanie z Małoletnim który nienawidzi się ubierać, jest histeria przy wyjściu z domu i nie raz wnoszenie go na śpiocha wraz z zakupami do domu. Brzuch boli nadal i są dni, że trochę mnie to martwi ale jakoś nie potrafię odpuścić spaceru, proszę wtedy chociaż o zrobienie zakupów Męża. Staram się funkcjonować jak do tej pory mimo że jest trudniej. Mam mnóstwo lęków i marzeń. Marzę aby E nadal rozwijał się tak wspaniale i był zdrowiutki. A Fasolka aby była zdrowa oczywiście i sobie w spokoju rosła i doczekała do terminu, żeby się nie pchała wcześniej na świat jak braciszek w 32 tygodniu. Wtedy dostałam fenoterol który pozwolił donosić do tego pełnego 36 tygodnia. Niech każdy mówi co chce na temat fenoterolu, ja wiem że nam pomógł. Modlę się aby tym razem nie był potrzebny. Póki co zwolniłam trochę tępo życia na tyle na ile jest to możliwe przy małym energicznym roczniaku :) Trzymajcie kciuki :) Moja kondycja fizyczna jest o wiele lepsza teraz niż wtedy kiedy zaszłam w ciąże pierwszy raz i po cichu mam nadzieję, że to ma znaczenie. 

20:47, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
niedziela, 09 listopada 2014

Droga M,

Minął pierwszy Erysiowy rok. Był to rok wspaniały, trudny, najweselszy, najbardziej podszyty lękiem. Patrzę na niego i nadziwić się nie mogę, że jest tak wspaniały. Jest chłopcem energicznym, radosnym, mądrym i jak dla mnie najpiękniejszym :) Impreza roczkowa się udała, choć nie wszystkim udało się na nią dotrzeć. Gości naliczyłam 17. Było wzruszająco, wesoło, rodzinne. Młody już przejdzie całe mieszkanie na nóżkach i wszyscy się nadziwić nie mogli a ja z dumy pękałam. Wspominałam sobie z boku obserwując całe zamieszanie jak to było rok temu. Poszłam do szpitala bez stresu w wyśmienitym humorze. Robiliśmy nawet sweet focie, by po kilku godzinach myśleć, że chyba tego nie przeżyję :) Nie zapomniałam tego bólu ale patrzę na synka i twierdzę, że było warto. I muszę trzymać się tej myśli bo w drugiej połowie czerwca będę rodzić po raz drugi!!!!! :) Udało się :) Droga M- znowu będziesz Babcią :) Noszę pod sercem 8 tygodniową Fasolkę. Rodzina poinformowana, więc reszta świata również może się dowiedzieć :) Póki co jest mega ciężko. Opieka nad E i pierwszy trymestr ciąży to szkoła przetrwania... Jedno serduszko bije dla mnie już od roku a drugie serduszko w zeszłym tygodniu widziałam jedynie na ekranie. Niech Bóg ma nas w swojej opiece. 

20:21, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »