RSS
wtorek, 31 grudnia 2013

Droga M,

Szczerze mogę rzec, że to był dobry rok. Tyle dobrego się w tym czasie wydarzyło. Udało się zajść w ciąże,wziąć  ślub i narodził się  Eryk. Życzę sobie i Wam aby następny rok nie był gorszy. W naszym przypadku rok 2013 wysoko podniósł poprzeczkę :) Nie mam żalu że zostajemy w domu dzisiaj. Od 3 lat nigdzie nie wychodziliśmy, bo dla nas to impreza jak każda inna tylko więcej się na nią wydaje i ludzie więcej piją. My mamy swoją tradycję- romantyczną kolację- krewetki na maśle i w cieście naleśnikowym w piwie oraz krążki cebulowe z sosem czosnkowym. W tym roku musieliśmy trochę ten zestaw zmodyfikować. 

W sumie to nie wiadomo czy do północy dotrwamy bo oboje z mężem prawie nie spaliśmy w nocy. Młodego chyba brzuch bolał. Różne myśli w nocy przychodziły do głowy ze zmęczenia, np taka że już rodzeństwa dla Eryka nie będzie. Jestem za stara na takie nie przesypianie nocy. Czasem jest ciężko ale jakże wynagrodził mi to syn rano jak się do mnie uśmiechał, nie raz, nie dwa ale kilka razy !!!!!! Już wcześniej się to zdarzało ale miałam dużo wątpliwości czy to było świadome. Tym razem nie mam żadnych wątpliwości. Mój syn odwzajemnił uśmiech!!! Tak swoją drogą zaczął być jeszcze bardziej absorbujący- nakarmiony, przewinięty, wyspany i się nudzi. Nie ma czasu na nic. Trzeba zabawiać :)

17:59, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 23 grudnia 2013

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę samych szczęśliwości. Aby dzieci rodziły się zdrowe i zdrowo się chowały. Tego oczywiście sobie i Wam życzę. Oraz coroczne pragnienie aby nikogo ważnego nie zabrakło przy wigilijnym stole a jeśli się zdarzy- wspomnienia nieobecnych. 

09:41, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 grudnia 2013

Droga M,

Ostatnio dużo o Tobie myślę. Zastanawiam się co byś mi powiedziała gdybym Ci powiedziała że jestem na porodówce. Pewnie byś przyszła do szpitala tak jak do A mimo że nie chciała odwiedzin. Bardzo mi Ciebie brakuje, zwłaszcza w czasie świątecznym gdy rodzina powinna być razem. Rano jak patrzyłam na Małego aż się popłakałam że Ciebie nie ma kiedy w moim życiu tyle dobrych rzeczy się w tym roku wydarzyło. Jakoś to będzie. 

Dzisiaj pojechaliśmy z Erykiem nad morze aby trochę świeżego powietrza nawdychał. Kolki znowu nie dają nam spokoju więc musimy się sporo nagimnastykować aby pospał. W wózku śpi jak aniołek. Morze wyjątkowo spokojne. Cudownie było ruszyć się gdzieś poza osiedle. Nad morzem pustki, wszyscy chyba w centrach handlowych. Miałam wrażenie że tylko tatusiowie z dziećmi w wózkach spacerują. A gdzie panie? Moja teoria była taka, że wysłały mężów nad morze a same w domu odsypiają. Mój mąż uśmiechnął się tylko i powiedział- święta idą, w kuchni siedzą. Nas przygotowania świąteczne w tym roku raczej omijają a i tak padamy na twarze. Musimy tylko przygotować coś dla mnie do jedzenia bo raczej ze świątecznego stołu niewiele będzie dla matki karmiącej. Trudno. Dobrze że prezenty prawie wszystkie kupione.  A na spacerze było tak :)
 

19:05, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
czwartek, 19 grudnia 2013

Droga M,

Dzisiaj po raz kolejny poczułam bezsilność. Temat nie będzie smaczny, ale cóż...Ostatnio zwiększyła się częstotliwość robienia kup przez Syna. Zeszliśmy z jednej na trzy dni do jednej na dzień. Satysfakcjonowało mnie takie rozwiązanie. Miałam wrażenie że Eryk dużo lepiej zaczął się czuć. Od wczoraj sytuacja  się zmieniła i nie wiem czemu. Kupa pojawiała się prawie po każdym karmieniu. Wyguglałam oczywiście jak to powinno wyglądać ale były tylko informacje o dzieciach karmionych albo tylko piersią albo tylko mlekiem modyfikowanym. Ja karmię i piersią i podaję butelkę zgodnie z zaleceniem pediatry. Nad ranem zauważyłam że kupa zrobiła się luźniejsza i pojawia się zarówno przed karmieniem jak i po. Zaniepokoiłam się, bo nasłuchałam się o skutkach doprowadzenia dziecka do odwodnienia i za nic w świecie nie chcę do tego dopuścić. Obserwowałam go do 15 zamartwiając się jednocześnie. No i nie było mowy o drzemce, za bardzo się martwiłam.  Siostra radziła wybrać się do przychodni. To jej z kolei radziła zaprzyjaźniona neonatolog- albo przychodnia albo izba przyjęć. I ważna informacja- w przychodni nie mogą odmówić przyjęcia niemowlaka z biegunką!  Kurcze, nie wiedziałam co robić. Ciężko mi było nawet stwierdzić czy to co lądowało w pieluszce to biegunka. Zadzwoniłam do przychodni i oczywiście baba w telefonie próbowała mnie zbyć i miała pretensje, że nie zadzwoniłam rano. Nie znoszę bab w rejestracji. Dobrze że wiedziałam że nie może mi odmówić i poinformowałam ją o tym i się wtedy zamknęła. Lekarka nie miała pojęcia skąd luźniejszy stolec. Przeanalizowała sytuację i stwierdziła że prawdopodobnie możemy go delikatnie mówiąc przekarmiać. Poprzednia lekarz kazała wybudzać co 3 godziny na karmienie. Ta z kolei stwierdziła że to za często, że jak śpi to nie budzić, bo inaczej nie ma szansy poczuć głodu. No i układ pokarmowy zaczął się buntować. W sumie bardziej mi odpowiada podejście pt- nie budzić, bo obudzę się zły :) Stwierdziła że wygląda na zdrowego chłopca, nic nie widzi złego, nic nie słyszy. Obejrzała nawet kleksika w pieluszce. Nie ma żadnych objawów odwodnienia, nie ma gorączki. Póki co obserwować i w razie czego jechać na izbę przyjęć jeśli się pogorszy albo przyjść jutro jeśli stan rzeczy nie ulegnie zmianie. U niektórych dzieci taka sytuacja może być całkiem normalna ale w naszym przypadku jest to co najmniej dziwne. No i rzeczywiście waga imponująca 4200. Może rzeczywiście go przekarmialiśmy. Po wizycie u lekarza daliśmy mu trochę mniej w butelce i kupy nie było. Dopiero przy odgazowaniu Windi troszkę się pojawiło. No, koniec tego śmierdzącego tematu. Prosimy o trzymanie kciuków.   

środa, 18 grudnia 2013

Droga M,

Nie mamy kablówki, bo póki co jakoś się nie złożyło. Jak byłam w ciąży kupiliśmy telewizor bo myślałam że będę z niego korzystać. Najwięcej korzystam jak karmię w średnio wygodnej pozycji i aby jakoś oderwać myśli od tego, że coś mnie gdzieś w boku łupie klikam "power" na pilocie. Jest jedna stacja, która mnie zasmuca, taka z niebiesko żółtym logo. W każdej przerwie reklamowej, w każdym programie porannym pokazują i mówią o chorych dzieciach. Stwierdziłam że mam zły charakter, bo nie jestem w stanie już tego oglądać. Wiem że zbierają pieniądze na ważny cel ale odkąd mam dziecko i nadal rozchwiane hormony po prostu za bardzo sobie to do głowy biorę. Budzą się we mnie wtedy lęki co ja bym zrobiła gdyby.. ło matko córko, nie chcę w sumie o tym ani pisać ani mówić, ani myśleć. No i tak siedziałam dzisiaj sobie i stwierdziłam, że z całą pewnością mam zły charakter skoro odwracam od tego głowę, ale jakoś mam wrażenie że na tej stacji jest tego wyjątkowo dużo, za dużo :( A potem zasnąć nie mogę bo się boję, że coś takiego nam się przytrafi. A jak człowiek zmęczony i cały czas w czterech ścianach poza godzinnym spacerem to łatwo uprawiać czarno widztwo. A ja nie chcę widzieć czarno, chcę cieszyć się każdym dniem i moją rodziną. 

22:44, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
piątek, 13 grudnia 2013

Droga M,

Ostatnio szukałam sposobu jak siebie troszkę odciążyć, bo przyznam że przez chorobę Męża cała opieka spadła na mnie. A jak gazy w jelitach Malca grasują bywa że trzeba go godzinami lulać i podgrzewać suszarką, która przynosi mu ukojenie. No i tak szukałam tego sposobu. I ogłaszam, że znalazłam!!!!! :) Przejrzałam ogłoszenia i nabyliśmy używaną huśtawkę z wkładką dla noworodków. Geniusz jakiś to wymyślił!!! Mogłam zjeść kanapkę na kolację i nawet popić ją CIEPŁĄ herbatą :) 60 zł zapłaciliśmy za taki luksus. Nie wiem nawet ile taka kosztowała by nowa, ale chyba nie tyle. Wystarczyło tylko ją wyprać bo w domu w którym była wcześniej ewidentnie palono papierosy i to chyba dużo papierosów bo cuchnęło z daleka :/

21:05, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
środa, 11 grudnia 2013

Droga M,

Czy ja już wspominałam, że ledwo żyję? Dokładnie tak- ledwo ledwo. Kolki nas nie opuszczają. Jeśli trochę odpuszczą to tylko na chwilę i po dwóch dniach znowu mam to samo. Serce mi pęka widząc jak się Syn zwija z bólu. Z początku tylko się prężył, teraz potrafi tak krzyknąć że nie słyszę swoich myśli. Największy problem występuje od razu po jedzeniu jak czekamy na odbicie, potem mam wrażenie że zmęczony zasypia czasem na chwilę, czasem na godzinę i znowu krzyk. Spróbowaliśmy już chyba z pięciu kropli i każdy po kilka dni. Nic nie pomogło. Zmieniłam również mleko najpierw na bebilon comfort, teraz na bebilon pepti, póki co nic. Diety pilnuję od samego porodu. Język mi za przeproszeniem ucieka do tyłka jak widzę czekoladę ale jakoś daje radę. Doszło do tego, że boję się jeść cokolwiek co jest z jakąś przyprawą i nie jest gotowanym chudym mięsem. Chyba niedługo zwariuję. Na dodatek Mąż chory i w związku z tym nie może mi pomagać przy dziecku, więc jestem na wykończeniu. Zakupiłam mu ostatnio maseczki ochronne na twarz aby nie rozsiewał w domu zarazków ale pani doktor dzisiaj stwierdziła że to wirus i mu się tylko pogorszy jak będzie ją nosił a syna nie zarazi jeśli nie będzie bardzo blisko. Doprawdy nie wiedziałam, że wirusem tak ciężko się zarazić.... Co za pinda. Jak jakiegoś wirusa w ciąży złapałam to 2 tygodnie leżałam odłogiem. Teraz niestety też czuję, że "coś mnie bierze". Wracając do kolek na szczęście bywają chwilę gdy Syn nie cierpi i nie śpi i odzyskuję wówczas na moment mojego synka, to są te radosne chwilę, bo mam szanse zaobserwować jak zmienia się jego zachowanie. Gdy go cisnął gazy słychać tylko płacz i krzyk :( I teraz pytania do mam. Co pomogło waszym dzieciom zwalczyć kolkę? W którym tygodniu życia kolki mijają? Jaką temperaturą niemowlaka powinnam być zaniepokojona? Czy ze środków na przeziębienie jest coś czego nie mogłam brać w ciąży a mogę jako matka karmiąca? Póki co zostają mi witaminy, imbir i prenalen ale to trochę mało :( No i takie pytanie kończące jak nie zwariować? Droga M, tak bardzo brakuje mi teraz Twoich rad i doświadczenia :(

piątek, 06 grudnia 2013

Droga M,

Hoł, hoł hoł. Dzisiaj jest dzień na kiedy miałam wyliczony termin porodu a nasz Elfik jest z nami już miesiąc :) Rośnie jak na drożdżach i już się nawet dorobił etatu- został małym pomocnikiem świętego Mikołaja :))))

14:56, rozmowyzm
Link Komentarze (10) »
środa, 04 grudnia 2013

Droga M,

Ledwo żyje. Mam wrażenie że nie pociągnę tak długo. Kolki to znikają, to się pojawiają. Marzę aby przespać nieprzerwanie choćby 3 godziny. Niestety przez brak snu zaczęły się w domu kłótnie. Pierwsze zachwyty minęły i mąż walczy o swój czas jak o niepodległość. Poczytałam sobie w necie, że nie jesteśmy jedyną parą która na skutek zmęczenia poddaje się nerwowej atmosferze. Jestem ciekawa jak tam będzie u blogowych koleżanek, które ostatnio jedna po drugiej rodzi :) Przez 2 tygodnie było u mnie wręcz sielankowo, jeszcze bardziej się zbliżyliśmy do siebie z Mężem. Teraz mam ochotę czasem środkowy palec pokazać. Nie będę się wdawać w szczegóły ale generalnie czuję się niedoceniona a książe północy przecenia swoją pomoc. Szkoda że nie ma Ciebie droga M, bo wiem że byś mi pomogła, poprosiłabym Cię. A tak w ogóle to mam nadzieję, że mnie widzisz i jesteś dumna, tak bardzo się staram być najlepszą matką jaką tylko kobieta może być. Nie wiem czy mi wychodzi.

Tak poza tym odkąd zaczęłam dźwigać Młodego w gondoli po schodach w jedną i drugą stronę zaczęło mnie boleć bardzo krocze, jakby mnie w środku szwy ciągnęły. Jeszcze dwa tygodnie do kontroli ginekologicznej ale nie wiem czy nie będę zmuszona pojawić się tam szybciej. A może to normalne, że tak boli.  AAAA i bym zapomniała- Eryk rośnie i ładnie przybiera. Wczoraj ważył 3200. Problem mamy z neurologiem dziecięcym. Pediatra nie zaszczepi mi dziecka bez konsultacji z neurologiem a z funduszu wizytę byśmy mieli pod koniec lutego, prywatnie w połowie stycznia. Masakra jakaś. Szczepienie powinno się odbyć jeszcze w grudniu. Kontroli wagi też pediatra nie chce nam odpuścić. Jak lekarze widzą w książeczce zdrowia "zaburzenia adaptacji przy porodzie" to jakoś częściej chcą nas widywać. Może to i lepiej, sama nie wiem. Trochę mnie martwi, że chcą nas co tydzień oglądać. Może wypatrzyła coś niepokojącego a nie chce mi powiedzieć. Oby nie. W sumie dopiero za dwa dni powinien się rodzić a jest z nami już miesiąc. Spieszył się poznać mamę. Do tej pory mam żal do losu, że to nie ja jako pierwsza wzięłam go na ręce, tylko jakaś obca baba. Strasznie się bałam, że mnie nie rozpozna, że to ją weźmie za matkę. 

18:45, rozmowyzm
Link Komentarze (12) »