RSS
poniedziałek, 30 marca 2015

Droga M,

Święta idą... i nie jestem z tego faktu zadowolona. Z T nie gadam więc będzie bardzo stresująco i milcząco. Niestety będę odliczać czas do wyjścia, czyli na obiad i drzemkę E jedziemy do domu. W drugi dzień też się zapowiada że będę się gryzła w język. Matko córko, jak ja to przetrwam. Zastanawiam się na poważnie czy się pierwszy raz nie zbuntować i zostać w domu. Nie przeszkadzało by mi to. Nie musiałabym tego potem "odchorowywać" a przecież nie powinnam się stresować a tymczasem na samą myśl o świętach kiszki mi się przewracają. Całą radość mi odebrano. Generalnie jakoś dzisiaj trudno mi wykrzesać z siebie optymizm i bardzo  żałuję. Paciorkowiec mi humor popsuł, znowu dość obficie się zadomowił wiadomo gdzie. Bez sensu był ten antybiotyk... Podziałało na całe dwa tygodnie :/ Nawet nie mam już siły się tym martwić. Będzie co ma być. Szkoda tylko że je w naszym szpitalu dłużej zostawiają na obserwacji przez to :/ Niech już wiosna przyjdzie i powieje optymizmem. Nie wiem czy to kwestia pogody czy trzeciego trymestru ale czuję się dzisiaj fatalnie :/

20:57, rozmowyzm
Link Komentarze (13) »
sobota, 28 marca 2015

Droga M,

Nie mogłam się doczekać ostatniej wizyty kontrolnej Fasoliny bo czułam że coś jest inaczej. Po ostatniej sytuacji stresowej zaczęła mi masakrować krok a w całej reszcie brzucha słabo wyczuwałam ruchy. Okazało się, że zdecydowała się odwrócić głową do góry... Lekarz mnie uspakajał, że nie da mi rodzić nikt dużego dziecka ułożonego miednicowo bo na dużą dziewczynę się zapowiada. Gorzej jak trafię na innego lekarza, który stwierdzi że jednak dam radę. U nas takie ułożenie w przypadku drugiego dziecka nie zawsze jest zaleceniem do cesarskiego cięcia, zależy to od decyzji ordynatora... Wspaniale :/ Pomijam fakt, że sam temat cesarki mnie przeraża. Nie będę ryzykować zdrowia Fasoliny ale wolałabym aby się odwróciła i dała mi szansę. Fasolina ma prawie 1,5 kg ale jest jeszcze duża szansa że przyjmie pozycję na nietoperza. Przecież nawet zdarza się, że dzieci odwracają się w ostatnim tygodniu. Tylko nigdy nie wiadomo kiedy dla nas ten ostatni tydzień będzie. Jeszcze 10 do donoszonej. Fakt, że lepiej jak się dziecko od razu ustawi jak należy ale pozostaje mi wierzyć że będzie wszystko ok. Z E nie było takich dylematów. Grzecznie ustawił się w pozycji wyjściowej i czekał ile mógł. 

A co u E? Rozpiera go energia! Ostatnio wykombinował, że można po szufladach w komodzie wejść na parapet!!!! Prawie nie zemdlałam. Jeszcze tego samego dnia przestawialiśmy meble ale o jakimkolwiek leżeniu w trakcie dnia mogę zapomnieć. Nie można go z oka spuścić. A poza tym jakiś taki maminy się zrobił i nie odstępuje mnie na krok. Nauczył się też wyrzucać do śmieci zużyte pieluszki. Za każdym razem bije sobie brawo :) Dopiero po jakimś czasie zorientowaliśmy się że należy sprawdzać kosz przed wyrzuceniem. Trochę rzeczy nam poginęło, domyślam się że znajdują się na wysypisku. Niestety zginęła też pieczątka... Czasem wymiękam :) To dziecko wyprzedza moją wyobraźnię, mądry jest że ho ho :) 

21:56, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
sobota, 21 marca 2015

Droga M,

Dzisiaj odkopywałam stare wpisy na blogu aby przypomnieć sobie pierwszą ciąże. Przyznam że nie mam pojęcia jak się czułam na jakim etapie. Najbardziej mnie interesowało czy w tym tygodniu miałam aż tak silne skurcze przepowiadające. No i trochę się zmartwiłam, bo na tym etapie czułam się znacznie lepiej. Mieliśmy remont a ja potrafiłam stać w kuchni i gotować za jednym razem 5 obiadów na prawie cały tydzień, myłam naczynia w wannie, biegałam na szkołę rodzenia dwa razy w tygodniu i dzielnie ćwiczyłam. Czasem coś mnie bolało, nie powiem że nie. Na tym etapie z kolei miałam nawrót wrzodów dwunastnicy. Domyślam się, że właśnie z tego powodu ważyłam te dwa kilo mniej niż teraz :) Przypomniały mi się te wszystkie nerwy gdy dowiedziałam się, że szyjka się rozwiera a potem przestaje przybierać na wadze. Oby tym razem takie atrakcje nas ominęły... No nic. Przekonuje mnie to tylko w tym aby trochę wcześniej niż w 35 spakować torbę do szpitala, choć z drugiej strony boję się nieracjonalnie że będąc wcześniej przygotowaną sprowokuję że coś się wcześniej zacznie dziać. Staram się podchodzić do tego tak, że skoro teraz czuję się słabo to później będzie jeszcze gorzej i najnormalniej w świecie nie będę miała siły. Już wiem że nie będę się porywać na prasowanie ubranek jak to było w ciąży z E. Jakoś wszyscy prasowali to i ja prasowałam. Teraz się już o to nie pokuszę :) Muszę też wysłać Męża do Siostry po walizkę, bo nie mam w co się nawet spakować do szpitala. Nawet bym miała gdyby na polu namiotowym w Toskani mój Mąż nie przejechał samochodem po mojej walizce :) Pamiętam jak krzyczał do mnie przerażony" po czym przejechałem, po czym przejechałem" Ja będąc w szoku nie mogłam słowa wydusić a on był pewny że przejechał po swoim sprzęcie fotograficznym. Tak więc przygotowania czas zacząć aby jak najmniej zostało na tygodnie jak już się pojawi 3 z przodu. Choć to teraz nie takie proste bo cała nasza trójka jest chora. W czwartek Młodemu się pogorszyło ale na szczęście płuca czyste. Mąż czuje się lepiej a ja się rozkładam na łopatki. Jak nie skurcze to gile do pasa... 

23:00, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
wtorek, 17 marca 2015

Droga M,

Taka oto sytuacja: wczoraj poczułam się źle i przestraszyłam się że coś się dzieje nie tak z ciążą. Był moment gdy zastanawiałam się nad wizytą na sorze ale jakoś przetrwałam. Wiedziałam jednak, że organizm domaga się odpoczynku, Mąż wziął więc dzień wolny. Spałam dzisiaj do 9:30!!! Fakt że od jakiejś 4 nad ranem bo tak się teraz kulam kilka godzin zanim zasnę ale nie musiałam wstawać wcześnie rano. No i ślubny zajmował się dzisiaj tym wszystkim czym ja się zajmowałam zanim zaczęłam niedomagać w ciązy, czyli karmił dziecko, gotował, sprzątał, był na spacerze i zakupach. Potem ja poszłam się zrelaksować do koleżanki na jej kanapie, niedaleko ale zawsze jakieś wyjście. Plan był taki że E miał iść ze mną bo spotykałyśmy się z dziećmi ale niestety w ciągu dnia gile zaczęły lecieć mu z nosa więc zdecydowaliśmy że ja sama podjadę i chwilę z nimi pogadam. Gdy wybiła 19 Mąż dziecko wykąpał, zrobił mleko i wtedy mamunia wróciła akurat na mycie zębów. Położyłam Synulę spać bo stęskniłam się za nim. Mąż padł niedługo po dziecku, wstał na chwilę i powiedział" Wymęczył mnie jakoś ten dzień" Ten dzień! Nie to dziecko, tylko ten dzień! :D hehehe A mamusia tak codziennie miała zanim pojawiła się Fasolina w moim brzuchu :) Ale nie przyzna, że to ciężka robota, nie przyzna :)

22:29, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »

Droga M,

No to wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy urodzin dziecka :) Tak jestem o rok starsza. Dzięki teściowej urodziny obchodzę od niedzieli, bo jak to powiedziała " załatwię od razu dwie imprezy urodzinowe"... Zapytała się mnie jeszcze ile mam lat :) usłyszałam " o to dużo" :) No i dostałam prezent. Nigdy nie było dla mnie ważne ile wart jest prezent ale od czasu gdy na jej urodziny dostajemy telefon z zamówieniem pt chcę to i to i nie zawsze jest to tanie trochę mi przykro gdy dostaję DEZODONANT za 8 zł...Dla porównania kilka tygodni temu mąż dostał prezent za 200 :D Chyba mnie mocno nie lubi :)  Któregoś roku trochę zdrażniła mnie ta jej lista życzeń i zamiast książki którą sobie zamówiła dostała fajną apaszkę. Usłyszałam " łeee a gdzie książka??? " Tak! Tak własnie czasem uroczo spędzam dni :D W tym roku czuję całkowicie zwolniona z kupna prezentu, no chyba że kupię szampon za dychę. Mam nadzieję że Mąż się nie sprzeciwi gdy dojdzie co do czego. Przyznam że przykro mi że nie złożyła mi życzeń jego babcia, siostra mimo że my jesteśmy u nich co roku. Tym bardziej że babcia ma urodziny dzień przede mną. Na szczęście moja rodzina stanęła na wysokości zadania :) Mimo że lamentowałam siostrze do słuchawki że po takim wstępie do urodzin to ja nie chcę żadnego świętowania i gości przyszli wszyscy :D I życzenia złożyli :) i od tych co nie mogli więcej dostałam róże i są piękne bo szczere. Wiem że wśród swoich nie muszę udawać i tak leżałam sobie na kanapie patrzyłam na nich i było mi dobrze. Nie przyszedł tylko T ale wiedziałam że między nami jest już tak źle że nie ma co udawać że kiedykolwiek się dogadamy. Psychicznie było mi dobrze- dom pełen ludzi, wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni tylko te skurcze które zaczęły się pojawiać jeden za drugim i słabo się zrobiło i niedobrze. Już w ciągu dnia poczułam się źle w sklepie. Przestraszyłam sie nie na żarty. Zapodałam 3 nospy znodnie z zaleceniem lekarza i dwa magnezy i leżałam plackiem. Mąż dzisiaj wziął dzień wolny i mi pomaga a ja odpoczywam i oboje zgodziliśmy się że do porodu muszę unikać teściowej która na do widzenia powiedziała że w wakacje bierze moje dziecko na tresurę... Nie spodobało jej się że dziecko zmęczone krzyczało podczas ubierania. Tresuje się psy proszę pani!!!  I niestety T też muszę unikać. Za dużo mnie to wszystko kosztuje a za dużo mam do stracenia. To stres tak naprawdę chyba najbardziej mi szkodzi. Mimo złego wstępu to były fajne urodziny :) Ale i tak czuję się że że zwróciłam w tym roku na wartość prezentu od niej bo Ty M inne wartości mi przekazywałaś. Ale mam je w sobie cały czas, mam i pamiętam.

12:51, rozmowyzm
Link Komentarze (11) »
sobota, 14 marca 2015

Droga M,

Relacja z ostatnich dni.

- wyczerpanie fizyczne plus 10

- wyczerpanie psychiczne plus pierdylion

- wyjazdów  Mężowych w minionym tygodniu 1. 

- przespanych całych nocy 0 !!!! 

- nowe umiejętności E które powodują, że kilka razy prawie serce mi wyskakuje - kilka. Oczy dookoła głowy i jedno w tyłku to stanowczo za mało...

Dni wyciskają ze mnie ostatnie soki. Czasem nie wiem jak się nazywam ze zmęczenia a mimo to zasnąć nie mogę. Dramat jakiś. Mąż obiecał że już do porodu nie będzie wyjeżdżał, choć poprzedni już miał być ostatni więc pewności nie mam. Rozumiem że są klienci, których nie warto tracić ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Trzymam kciuki. 

Fasolina ma się dobrze. Z ostatnich pomiarów wynika że ma 1290, choć w to do końca nie wierzę. E też niby miał być duży a przestał w pewnym momencie rosnąć więc się nie podniecam. Z tego powodu lekarz baczniej przygląda się moim dedimerom czy nie trzeba mi krwi już rozrzedzać. Mam nadzieję, że tym razem zastrzyki w brzuch mnie ominął. 

Poza tym cały czas próbuję sobie poradzić z główną przyczyną mojego złego stanu psychicznego a mianowicie ze słowami osoby w rodzinie która powinna mnie wspierać i być przy mnie w trudnych chwilach. Mówiąc wprost odwrócił się ode mnie ktoś kto tego robić nie powinien. Na ten moment zdecydowałam, że stało się za dużo i za dużo mnie to wszystko kosztuje. Do porodu kontakty ucinam. Ja się na imieniny nie wybieram i mam nadzieję, że moje urodziny też spędzimy osobno. Tak, zbliżają się moje urodziny a ja straciłam wszelką ochotę na świętowanie. Zapowiedziałam całej reszcie że nie obchodzę. Pewnie znowu wstanę po 3 godzinach snu, dzień będzie wyglądał jak każdy inny ale i tak będzie miło. W swoje urodziny zawsze wspominam moją M. Zawsze jej też życzenia składałam bo uważałam że to było również jej święto. Rocznica urodzin dziecka :) Postanowiłam że nawet jeśli spędzimy ten dzień w trójkę to i tak będzie miło. Najważniejsze że jesteśmy zdrowi i z tego mam zamiar się szczerze cieszyć. 

AAA, nie wspomniałam o mojej stabilności emocjonalnej która jest u mnie na poziomie - 10. Dzisiaj jak zobaczyłam że Ślubny zjadł mi pół pączka autentycznie popłakałam się i ryczałam z 15 minut, po czym płacz przeszedł w śmiech gdy zdałam sobie sprawę z absurdalności powodu płaczu. Mężowi też ulżyło, bo trudno mu było ukrywać śmiech w momencie gdy ja ryczałam starszecznie rozmazując na twarzy tusz do rzęs... Ta ciąża mnie wykończy.

A na zakończenie kawałek fotki z sesji ciążowej którą zrobiliśmy w zeszłym tygodniu. Czyli przedstawiam brzuchol z początku tygodnia 25.

21:21, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
środa, 04 marca 2015

Droga M,

Od kilku dni siedzę w domu. Nie wychodzę na spacer z E w ciągu dnia, nie odkurzam, nie sprzątam, raz tylko ugotowałam rosół, ślubny mnie wyręcza ostatnio. Ja głównie zajmuje się Synulem, który jest bardzo absorbujący. Na spacer zabiera go Mąż jak wróci z pracy. Dzisiaj wybrali się nawet na przejażdżkę tramwajem, bo E szaleje na ich punkcie. Niestety to, że w ciągu dnia nie ma spaceru wpływa na bardzo słabą chęć drzemki popołudniowej bo nie jest wystarczająco wymęczony a do tego roznosi chatę. Dzisiaj przeszedł samego siebie. Wyszłam na chwilę do kuchni, wracam a tam widzę jak E wdrapuje się na krzesło a z krzesła w sekundę znalazł się na parapecie. Gorąco mi się zrobiło!!! Wyobraźnię mam wybujałą i wszędzie widzę zagrożenia w domu ale on zawsze potrafi moją wyobraźnię wyprzedzić. Bo przecież jeszcze wczoraj dała bym sobie rękę uciąć że nie wdrapie się na to wysokie krzesło... I jakoś tak siedzenie w domu odbiło się negatywnie na mojej psychice. Codziennie mam lęki, że urodzę wcześniej, że coś pójdzie nie tak a wiem przecież że pozytywne nastawienie to podstawa ale mi to nie wychodzi. I te lęki pochłaniają mnie całą. Może gdyby ktoś częściej zadzwonił, może gdyby ktoś chociaż raz na tydzień odwiedził. Brakuje mi zwykłej rozmowy. Wszyscy wokół zajęci swoim życiem. Trochę podupadłam i potrzeba mi czegoś albo kogoś kto pozwoli uwierzyć. Może rzeczywiście porwałam się z tą drugą ciążą jak z motyką na słońce bo czuję się jak więzień w domu i w swoim ciele.... Niby wiedziałam że może się zdarzyć że trzeba będzie poleżeć ale liczyłam na to, że tym razem będzie inaczej. Muszę wytrzymać i dać radę ale są dni, zwłaszcza wtedy kiedy jestem uziemiona i czuję że to mnie najnormalniej w świecie przerasta i czuję się taka słaba. Słabizna straszna. Tak sobie patrzę na tego mojego słodkiego ukochanego E i myślę sobie że kiedyś nie będę pamiętać jak było ciężko, będę miała takie kochane dziecię razy dwa. 

21:37, rozmowyzm
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 02 marca 2015

Droga M,

Chyba muszę przestać oglądać telewizję... Właśnie jednym okiem obejrzałam na wspólnej i żałuję bo jedna z bohaterek wcześniaka urodziła i już mi się udzieliło i myśli negatywne kiełkują w głowie. Myśli takie a nie inne bo od wczoraj jakoś tak skurcze znowu na sile przybrały i brzuch boli... Generalnie ostatnio moje zmęczenie przybrało na sile, może dlatego że co wieczór jak tylko Młodzież zasnęła rozkładałam manatki na podłodze i wycinałam i potem szyłam na maszynie aż na oczy nie widziałam albo brzuch domagał się odpoczynku. Miałam się pochwalić moimi nowymi nabytkami ale nie mam siły wstać z kanapy i podzielę się tylko tą fotką którą mam na kompie a mianowicie kocyk z polaru minky. Zależało mi na połączeniu żółtego i szarego bo ostatnio jestem zwariowana na punkcie tych kolorów razem :) Miejscami nie wyszło mi zbyt prosto, póki co ten koc szyło mi się najtrudniej. Każdy materiał robił sobie podczas szycia co chciał a o wypełnieniu już nie wspomnę. Ale jak na pierwszy raz to wyszło super. Uszyłam jeszcze trzy pary spodenek do sesji i zrobiłam 3 opaski. W planie jeszcze są czapeczki do kompletów, zasłonka do sypialni i ochraniacz na łóżeczko. Czy wspominałam, że jestem bardzo zmęczona? Ja się budzę już zmęczona... A to dopiero 24 tydzień. Ten tydzień raczej będzie luźniejszy i chyba podaruję sobie jakiekolwiek dodatkowe czynności, poleżę na kanapie i poczekam na pozytywne myśli. Musi być dobrze, po prostu musi...

21:07, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »