RSS
poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Droga M,

Właśnie odbywa się nasze podejście nr dwa do wyboru wózka. Z początku myśleliśmy że E na tym etapie nie będzie już korzystał z wózka ale niestety półtora roczne dziecko z wózka czasem nadal chce korzystać. A nawet jak nie będzie chciał to będzie zmuszony. Mam na myśli wypad dalej niż przed blok, bo inaczej najnormalniej w świecie nie ogarnę dwójki dzieci, bo E wcale grzecznie przy wózku maszerował nie będzie a przecież nie zostawię Fasoliny żeby gonić E. Oczywiście w ruch pójdzie również chusta zakupiona od jednej z blogowych mam :) Od kilku dni grzebię w necie, dziś postanowiliśmy wybrać się do sklepu i uzyskać odpowiedzi na pytania które urodziły się w mojej głowie. Niestety trafiliśmy na sprzedawcę który chyba był tam z przypadku, bo czasem miałam wrażenie że wiem na ich temat więcej od niego. Pod uwagę wzięłam 3 wózki

1. Phil&teds navigator. Takowego nie było ale był phil &teds clasic. Z tego co wyczytałam noworodek jest układany w miękkiej gondolce na rozłożonej na płasko spacerówce. Starsze dziecko jest na dolnym siedzisku. Moje pytanie to: czy starsze dziecko siedzące na dole nie ma górnego siedziska na czole w momencie gdy jest ono rozłożone. Generalnie niewypał straszny. Jest to wózek przewidziany dla dwójki siedzących dzieci. Dziecko na dole nie ma miejsca na głowę ani na resztę swojego ciałka... Kolejny minus- 3 koła ale po płaskim prowadzi się super. Plus jest taki że jest w miarę lekki i cena nie spowodowała wzrostu ciśnienia krwi

2. Baby Jogger city select- bardzo długo był to mój nr jeden do czasu gdy się okazało że siedzisko spacerowe jest przeraźliwie małe. Gdy wsadziliśmy do wózka E to prawie dotykał głową budy więc zimą w ubraniu mógłby się chyba nawet do tej spacerówki nie zmieścić. Wielka szkoda bo kupiłabym go od ręki mimo że nie należy do tanich i lekkich. 

3. iCandy Peach 2- 

Cztery koła więc w internecie zwrócił moją uwagę. Niestety nie w sklepie go nie mieli więc pokazać go mogłam jedynie w katalogu. I na tym się skończyło bo opcja z dwoma spacerówkami i gondolką kosztowała ok 6 tyś zł więc od razu zrezygnowaliśmy

Gdy tak łaziłam zainteresował mnie jeszcze 

4. Phil&teds verve. Większy niż clasic. Duża i obszerna spacerówka, cztery koła ale ciężki jak cholera. Tutaj ponoć istnieje opcja zamontowania miękkiej gondolki tylu kokon pod siedzisko spacerowe, niestety taka dodatkowa opcja kosztuje ponad 450 zł. Niestety nie mieli tej opcji na sklepie i nie mogł mi pan tego zademonstrować a w żadnym katalogu nie było pokazanej opcji montowania gondolki na dole, tylko na rozłożonej spacerówce więc sama nie wiem czy on g.. wiedział czy ja nie doczytałam. Znalazłam po powrocie do domu zdjęcie w necie ale muszę to zobaczyć na żywo. Wózek nie jest tani bo razem z tą gondolką wyniósł by nas 3500 zł ale jeśli spełnił by moje oczekiwania.... No chyba że udało by mi się kupić taki używany. Niestety ten wózek chyba był najcięższy ze wszystkich :/ Zobaczymy czy uda im się sprowadzić ten kokon żeby mi to zaprezentować bo od razu zaznaczyłam że tyle pieniędzy to ja w ciemno nie wydam. Póki co czekam na telefon ze sklepu ale coś mi się wydaje że zostaniemy bez wózka :) Wózki jeden obok drugiego nie wchodzą w grę bo nie wejdę do żadnego sklepu a mam być samodzielna i mobilna. A poza tym u nas nerwowo. Jakaś chmura zawisła nad nami, choć dzisiaj pierwsze promienie słońca zawitały a na złość za oknem pogoda się popsuła.

21:43, rozmowyzm
Link Komentarze (18) »
czwartek, 23 kwietnia 2015

Droga M,

Rozpoczynam 32 tydzień ciąży. Jest to dokładnie ten sam czas gdy w ciąży z E zaczęły się schody czyli skracanie szyjki i zahamowanie wzrostu. Znając siebie będę na pewno bardziej czujna i zestresowana przed każdą wizytą. Starałam się jak najwięcej przygotować na pojawienie się Fasoliny do tego czasu aby móc teraz więcej odpoczywać. Mam za sobą pracowity czas, ale wszystko oczywiście w ramach rozsądku choć przyznaję się bez bicia że ostatnie dni spędzam przy maszynie do szycia prawie do północy. Została mi jeszcze do uszycia poszewka do kompletu ale muszę dokupić bawełnę bo nie przewidziałam że będę chciała jeszcze to uszyć. Dziecko prez długi czas nie będzie używało poduszki ale chcę kupić chociaż materiał żeby potem nie było problemu jak mi go wykupią. Czeka więc mnie wyprawa do sklepu z materiałami. Kupię od razu trochę koronki na ubranko do sesji dla Fasoliny ale to mam zamiar uszyć na wymiar gdy Fasolina się pojawi. To nie zajmie raczej dużo czasu więc powinnam znaleźć pół godziny po porodzie choć pewnie nie znajdę nawet piętnastu przy dwójce dzieci :)

Zarówno E jak i Fasolina mają się dobrze. E dzielnie trenuje wchodzenie po schodach żebym mogła po porodzie swobodniej z nim wyjść na dwór. Nie ma już wnoszenia. Trwa to czasami bardzo długo, bo się rozmyśla i nie chce iść dalej, sfochowany kładzie się na klatce schodowej albo sobie usiądzie i ani myśli iść dalej. Ja ćwiczę w sobie cierpliwość i czekam aż mu się zachce, nie ulegam. Gorzej jak pilnie muszę do toalety ale jakoś dajemy radę. Dzisiaj pogoda piękna więc będziemy znowu trenować bo mam zamiar pójść z nim do piaskownicy. Fasolina z kolei rośnie jak na drożdżach i bardzo mnie to cieszy, dzisiejsze pomiary pokazały 2264 g. Lekarz twierdzi  że docelowo powinno być koło 3500- 600. To o cały kilogram więcej niż miał E. A na koniec przedstawiam moje ostatnie dzieło ochraniacz na łóżeczko z kocykiem. To własnie do tego kompletu chcę doszyć jeszcze poszewkę na poduszkę :)

10:07, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 kwietnia 2015

Droga M,

No i się doigrałam... Ostatnio u dentysty byłam  chyba przed ciążą z E więc to się musiało tak skończyć... Kilka dni temu zaczęłam odczuwać dyskomfort pijąc zimną wodę ale ból był chwilowy i dawał o sobie zapomnieć ale gdzieś z tyłu głowy miałam myśl aby umówić się na wizytę bo bałam się straszecznie że którejś nocy mnie ból złapie potem mnie nikt nie będzie chciał przyjąć i trafię nie do tego gabinetu do którego chcę tylko do tego który nie jest oblegany. Niektórzy wiedzą jak wyglądały moje podchody do tej wizyty :) No śmiechu warte, stara baba a się dentysty boi. Nie wstydzę się tego. Boję się dentysty, porodu, gastroskopii i jeszcze kilku zabiegów o których jeszcze pewnie nie wiem. Generalnie mam niski próg bólu a swoje u dentysty wycierpiałam i mam uraz. Uważam że dzisiaj nie powinno czuć się bólu przynajmniej u dentysty, bo na znieczulenie przy porodzie mają szanse tylko nieliczni a to też jakieś nieporozumienie... Wczoraj zęba nie poczułam ani razu więc zadowolona pomyślałam że po kryzysie i do porodu spokojnie dociągnę. Ale dzisiaj tak sobie siedzę i poczułam go a nie jadłam ani nie piłam więc zaczęło się dziać więcej. To był impuls- zadzwoniłam i na poniedziałek chciała mnie zapisać. Błagałam ją o dzisiejszą wizytę a bo ja w ciąży, a że co ja zrobię jak w weekend się ból rozkręci a że kilka dni się zbieram żeby zadzwonić a że do poniedziałku to ja się rozmyślę jeśli przestanie boleć... Ubłagałam :) Na szczęście nie miałam wielu godzin oczekiwania bo bym nerwowo nie wytrzymała. Ale meliskę sobie wypiłam, nie powiem :) Generalnie z wizyty jestem bardzo zadowolona, choć skończyło się tylko na jakimś lekarstwie i opatrunku i trzeba mieć nadzieję że wytrzyma do porodu i ból się nie rozkręci bo wówczas już tylko leczenie kanałowe. Powiem szczerze że byłaby to wątpliwa przyjemność zwłaszcza na tym znieczuleniu dla ciężarnych- to jakieś nieporozumienie było. Działało owszem ale jakże krótko! Przestało działać jeszcze podczas wiercenia ale na szczęście na samej końcówce. Tymczasem trzeba trzymać kciuki że lekarstwo pomoże. Zostałam nawet pochwalona że mimo strachu przyszłam zanim ból się rozkręcił bo wtedy już żaden opatrunek nie pomógł. A tymczasem Fasolina rozpoczęła 31 tydzień a z E zrobiliśmy postęp w kwestii bicia nas. Pogrzebałam w necie, wyciągnęłam wnioski i po 3 dniach konsekwentnego naszego zachowania zalecanego w takich sytuacjach jest poprawa :) Ufff :) 

21:09, rozmowyzm
Link Komentarze (11) »
czwartek, 09 kwietnia 2015

Droga M,

Jakże się cieszę, że święta mam już za sobą. Obawiałam się ich strasznie i musiałam swoje odchorować bo i fizycznie i psychicznie mnie wykończyły. Niestety mimo wzmożonych skurczy nie miałam jak poleżeć i trochę się obawiałam o szyjkę. W sumie nie trochę- chwilami odchodziłam od zmysłów że nie wiem co się tam w środku dzieje. Zapodałam sobie luteinę zgodnie z zaleceniem wcześniejszym w razie nasilenia skurczy. Dzisiejsza wizyta troszkę mnie uspokoiła ale tylko tak trochę bo ja nie potrafię przestać się martwić o Fasoline i poród. Lekarz włączył mi dzisiaj luteinę i mam nadzieję że trochę mi pomoże. Ponoć to że dzieć spory skurcze mogą być silniejsze ale mimo wszystko nie powinny być bolesne a bywają :/ 1866 g robi swoje :) Choć jestem przekonana że ta waga jest trochę zawyżona. AAAA no i zgodnie z moimi podejrzeniami zobaczyłam na usg córkę z główką na dole, ulżyło mi bo jest szansa że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

A E... ten chłopak jest niesamowity... Zaskakuje mnie każdego dnia. Jest już dość samodzielny. Mam wrażenie że rozumie wszystko co do niego mówię. Niestety zaczął nas bić gdy mu się coś podoba ale nie tylko. Bije nas dla zabawy. Jak się zdenerwuje to cwaniak  przychodzi dać buzi i nie mam serca się na niego gniewać. Mały kombinator nam rośnie. Dzisiaj dzień był bardzo aktywny, rano moja wizyta z Fasoliną, po południu zaległe szczepienie na pneumokoki a potem jeszcze wybraliśmy się kupić farbę bo w weekend będzie malowanie sypialni. Przy okazji E dostał prezent od rodziców- mega zestaw klocków duplo. Jest to u nas ostatnio hit. Próbowaliśmy zastąpić duplo tańszym odpowiednikiem firmą Jixin ale niestety E lokomotywą bawił się aż jeden wieczór zanim zepsuł ją całkowicie. Raz udało się ją naprawić ale chwilę potem lokomotywa nie wytrzymała niewielkiego ataku gniewu małego człowieka :)

20:57, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »