RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2014

Droga M,

Coś mi tu nie gra. Od 20 dni chodzę na fitnes i siłownię i zgubiłam tylko kilogram!!! Może ćwiczę za często? bo 4-5 razy w tygodniu chodzę, z czego dwa razy w tygodniu rano na fitmame a wieczorem na spalanie :) Niby ciało bardziej "zbite" i mogę dopiąć się już w spodnie sprzed ciąży, choć jeszcze potrzebuję trochę więcej w nich luzu abym czuła się komfortowo. Pewnie mi mięśni przybyło i stąd tak mały spadek wagi. Dodam, że nie podjadam między posiłkami i nie jem słodyczy, czy budyń wliczyć jako słodycz? :) 

Tak z innej beczki to jakoś tak straciłam zapał do bloga. Chyba czas na zawieszenie działalności. Nie chodzi o to, że nie mam nic do powiedzenia. Zawsze mam coś do powiedzenia, chyba że akurat mam ochotę pomilczeć. 

23:02, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
niedziela, 22 czerwca 2014

Droga M,

Jakoś tak mnie wzięło na rozmyślania. Siedzę i myślę sobie o drugiej ciąży. Nie wiem czy dam radę temu sprostać. Teraz jak wiem jak to wszystko wygląda to mam poważne wątpliwości :( Nie chodzi mi nawet o te nieprzespane noce. Raczej mam na myśli jeden wielki nieustający lęk. W ciąży z Erykiem miałam dużo zmartwień. Nie była to lekka ciąża a i poród mimo że szybki nie odbył się bez komplikacji. Aż mi się płakać chce ze szczęścia że wszystko dobrze się skończyło. Tyle złych rzeczy dzieje się dookoła. Tylu dzieciom się nie udaje. Czasem wystarczy zła decyzja lekarza i .... aż boję się o tym myśleć. Wiem jak było u nas. Wybrałam szpital bo nie zwlekają w nim z cesarskimi cięciami. Ale jednak mimo wszystko... przecież nie rozpoznali że rodzę. Usłyszałam że jestem słabą jednostką bo zachowuję się jakbym rodziła. Na ktg nic nie było widać a niedługo później Eryk był na świecie. I nikt mnie nie słuchał. I pamiętam ten strach jak tętno zaczęło spadać, to wyciskanie z brzucha i lęk czy się uda. Mieliśmy dużo szczęścia. Boję się, bo teraz jestem o wiele bardziej świadoma jak to wszystko wygląda i boję się że tym razem ignorancja personelu który się mną zajmował na izbie przyjęć mógłby doprowadzić do tragedii. Tym razem byłabym trudniejszą pacjentką- to pewne. Boję się i dzisiaj ten lęk mnie sparaliżował. 40 tygodni lęku o nowe życie, to bardzo długo.

21:33, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
środa, 18 czerwca 2014

Droga M,

Ostatnio jak się za coś wezmę to bardzo się w to wkręcam i wieczorami padam na twarz. Niedawno wzięłam się za przetwory na zimę dla Synka. Po przeczytaniu kilku artykułów na temat napojów dla dzieci i zapoznaniem się z ich składem zakupiłam pełno słoików i truskawek i w mojej piwnicy stoi już niezła kolekcja kompotów. Póki co Eryś na szczęście nauczył się pić wodę. Mój upór i konsekwencja przyniosły rezultat- pije wodę z butelki :) Jak będę chciała jesienią lub zimą przejść na kompociki będzie trzeba tylko zejść do piwnicy. Moja przygoda z przetworami się jeszcze nie skończyła- dzisiaj dokupiłam słoików :) Ale na razie mam ochotę wieczorem posiedzieć i porobić nic. Tym bardziej, że wkręciłam się w chodzenie na fitnes. Jakoś ćwiczenie w domu z Chodakowską nie przyniosło rezultatu. Zbyt często potrafiłam się przekonać, że jestem zmęczona albo że mi się nie chce. Niedaleko mojego miejsca zamieszkania otworzono siłownię z szeroką ofertą fitnes, tańcami i innymi takimi wynalazkami. Żeby sprawdzić na co warto chodzić częściej trzeba choć raz się na zajęcia wybrać no i jakoś tak wychodzi że chodzę prawie codziennie. Z początku najbardziej podobały mi się zajęcia dla mam z dziećmi gdzie ćwiczy i mama i dziecko. Na te chodzę regularnie. Wczorajsze zajęcia bardzo dały mi się odczuć w udach. Ledwo się podniosłam jak musiałam się po coś schylić. A dzisiaj poprawiłam sobie ćwiczeniami na brzuch i pośladki i słowo daje ale jutro to chyba z łóżka nie wstanę. Teraz trochę wyluzuje i pójdę tylko w piątek i niedzielę :) I taką dziwną przypadłość zauważyłam, że zawsze jak poćwiczę to mam ochotę na coś niezdrowego i kalorycznego. Chyba organizm się broni przed utratą tego co zmagazynował :) I kto by pomyślał, że taka wykradziona godzinka każdego dnia przyniesie tyle radości a żeby była jasność taka godzinka mamie się należy :) No i towarzysko odżyłam... :)

23:00, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 czerwca 2014

Droga M,

U nas trochę nowości. Młody wyzdrowiał więc pojechaliśmy na ten planowany od zeszłego roku weekend. Tak! W końcu się udało, ale przyznam że miałam chwilę wątpliwości czy się uda, czy Młodziak wyzdrowieje. No i nasz pierwszy wspólny wyjazd. Ileż to emocji było :) W związku z tymi emocjami i nowym miejscem pierwsza noc była prawie nieprzespana. Wzięliśmy łóżeczko turystyczne ale tak często popłakiwał że w rezultacie spał z nami. Młody zaliczył kilka swoich pierwszych razy :) Pierwszy raz "chodził" w nosidełku. Pierwszy raz weszliśmy do stajni, Bolek strasznie mu się spodobał :) I pierwszy raz zabraliśmy Eryka do hotelowego basenu. Tak był zadowolony, że nie chciał wyjść. Matka też miała swój pierwszy raz- Mąż zrobił mi niespodziankę i wykupił masaż relaksacyjny. No to poszłam i się zrelaksowałam, żeby zaraz potem się spiąć :) Poskarżyłam się trochę na ból miednicy i kręgosłupa to mi wzięła i nastawiła. Coś tam strzeliło, zabolało jak cholera. Uprzedziła niby że może trochę bardziej boleć przez kilka dni ale zaczęłam się zastanawiać czy mnie przypadkiem nie uszkodziła mocniej niż byłam uszkodzona. Wczoraj Młody albo przetrawiał wszystkie weekendowe emocje albo zaliczył jakiś skok rozwojowy bo marudził niemiłosiernie. W takie dni jak wczorajszy powątpiewam czy chcę drugiej ciąży. Dzisiaj na szczęście było dużo lepiej. Całe szczęście bo mieliśmy kolejny pierwszy raz :) Poszliśmy z synem na zajęcia fitmamę i fitbobasa. Było super! Ćwiczenia z tylu kilogramowym obciążeniem były wyzwaniem :) Trochę żałowałam że klub nie był dostosowany do tego typu zajęć bo nie było ani jednego przewijaka, pod prysznic też nie ma jak pójść bo wózkiem tam nie wjadę. No ale nie będę marudzić, bo tak naprawdę od dawna szukałam takich zajęć i nikt nie wpadł na to, że jest zapotrzebowanie. Będziemy z Erysiem chodzić, bo był zachwycony towarzystwem innych bobasów, tym bardziej że wszystkie dzieci były w zbliżonym wieku. Czy ja wspominałam już że Eryk skończył już 7 miesięcy? Kiedy to zleciało to nie wiem... AAA i jeszcze jedno mnie zdziwiło.  Każda z uczestniczących kobiet przedstawiła się i powiedziała w jaki sposób rodziła. Na 10 kobiet tylko ja i jeszcze jedna dziewczyna rodziłyśmy naturalnie. Aż się zdziwiłam, że tak nas było mało. 

No i właśnie tak uroczo minęły nam ostatnie dni. A teraz koniec tego dobrego, czas przygotować kąpiel dla Młodzieży :) Miłego wieczoru.

18:44, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 02 czerwca 2014

Droga M,

Wczoraj prawie wszystko się udało. Najważniejsze że ceremonia w kościele była bardzo indywidualna i wzruszająca. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się ochrzcić E. u naszego kolegi księdza. Teściowa się aż popłakała. Niestety wszyscy bardzo w kościele zmarźliśmy i martwiłam się, że stan zdrowia Eryka dzisiaj może się pogorszyć. Niestety miałam rację. Mam wrażenie, że ten katar nigdy się nie skończy :/ Jakże się cieszyłam, że nie zdecydowałam się na przygotowywanie obiadu dla rodziny w domu. Urobiłabym się po łokcie i chyba nocami bym to musiała robić, bo zostałam z synkiem sama na placu boju bo Mąż pracował. Mam wrażenie, że nie wszystkim dogodziliśmy ale jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził. Ja byłam zadowolona i wieczorem (bardzo późnym) kładłam się spać z takim spokojem, że w końcu udało się wszystko dogadać i jest już po chrzcie. Gdzieś mi to ciążyło że jeszcze tego nie zrobiliśmy. No i tak sobie spokojnie zasypiałam, było mi już tak dobrze do czasu jak E. postanowił się budzić kilkanaście razy. W końcu wykończona koło 4 obudziłam Męża żeby teraz on trochę powstawał. No i skończyło się tak, że połowę nocy budził mnie Syn a drugą Mąż, bo to albo coś trzeba podać, a to przy przewijaniu się dziecko zasikało, a to tysiąc powodów było dla których nie mogłam spać, więc wstałam zła, bardzo niewyspana z bólem głowy :/ Dzisiaj będzie lepiej, czuję to :) 

20:44, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »