RSS
sobota, 27 lipca 2013

Droga M,

Leżę tak sobie sama i czarne myśli mnie nachodzą. Próbuję z nimi walczyć ale nie jest to proste. Staram się nie czytać nic na forach o dolegliwościach związanych z ciążą bo zaraz się dowiem, że urodzę przedwcześnie. Natknęłam się w necie na zdjęcia 22 tygodniowego maleństwa. Pomyślałam tylko, że syn tak właśnie by wyglądał gdyby się teraz urodził. Przestraszyłam się, bo było pewne, że takie dziecko o ile ma szanse na przeżycie spędzi w szpitalu mnóstwo czasu i jest narażone na szereg chorób. Miałam dzisiaj wybrać się  na darmowy koncert organizowany na starym mieście ale jak sobie poczytałam to wszystko odechciało mi się rozrywki. Poza tym syn jest wrażliwy na głośne dźwięki i ponoć nie jest wskazane męczyć go takowymi. Tak sobie wytłumaczyłam to, że znowu będę siedzieć w domu. Chciałam sobie jakoś umilić czas, bo szału dostanę od tego siedzenia na tyłku a mąż znowu na zlecenie pojechał. Prawda taka, że jakoś mi dzisiaj na mózg padło i strach mnie ogarnął, że niechcący doprowadzę do przedwczesnego porodu. Pomijam fakt, że porodu póki co strasznie się boję. Nie będę ściemniać i robić z siebie bohaterki- mam niski próg bólu. Mam nadzieję, że jak za jakiś czas pójdę do szkoły rodzenia i  trochę mnie oswoją z tematem, bo nie jest dobrze :) Młody od kilku dni kopie mnie na dole macicy jakby u jej wejścia, jest to mega nieprzyjemne ale mam nadzieję, że nie pcha się tam aby już wyjść. Leżę w takim razie spokojnie i daję synowi czas na rozwój. Moje rozrywki poczekają. Póki co poprawiłam sobie humor przepysznymi plackami z cukinii :) Palce lizać. Młody chyba pojadł i śpi bo przestał skakać i się rozpychać. Widać to jest jego godzina na drzemkę. 

17:36, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 lipca 2013

Droga M,

Trochę zwolniłam, wyciszam się. Hormony potrafią mnie nieźle ponieść, tak bardzo wtedy tęsknię za papierosem. Nie palę od 2 kwietnia a mimo to cały czas marzę o małym dymku. Mam nadzieję, że uodpornię się przez ten pozostały czas ciąży i nie będę chciała nigdy już sięgnąć po papierosa. Najbardziej dokuczają mi hormony, jakoś tak mi nijak ostatnio. Większość dni spędzam w domu, albo jest za ciepło na spacery, albo samej mi się nie chce. Mój cały czas ma masę zajęć ale staram się być wyrozumiała. W czwartek byliśmy na usg połówkowym. Pani lekarz pokazała nam młodego w 4d. Leżałam tam i łzy same leciały mi ze wzruszenia. Piękny chłopczyk, mój, nasz. Pierwszy raz usłyszałam bicie jego serca. Rozczuliło mnie to maksymalnie. Ciężko mi uwierzyć, że dzieciaki wkoło mnie ostatnio denerwują a ten maluch spowodował, że w sekundę poczułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Najszczęśliwsza bo za 4 miesiące nasz syn będzie z nami. Ciężko w to uwierzyć. Do tej pory byliśmy tylko we dwoje i kot. Za 4 miesiące dołączy do nas ktoś kto całkowicie zmieni nasze życie. Z Młodym na szczęście wszystko ok, dzisiaj dokazywał i trochę mnie pokopał, ale mogę tak właśnie spędzać dzień. Obserwuje swój brzuch i patrze jak kopie. Już go kocham i staram się dzielnie znosić niedogodności ciąży a jest ich trochę, nie jest lekko. 

21:51, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lipca 2013

Droga M,

No i po ślubie. Cały dzień był na granicy płaczu ze wzruszenia. Gdy szłam do ołtarza używałam nadludzkiej siły aby się nie poryczeć. Potem zrobiło mi się słabo a potem siedziałam i cieszyłam się że mam chwilę wytchnienia. Prawie spóźniliśmy się na ślub. Najpierw okazało się, że nie dogadałam się z makijażystką co do czasu jaki potrzebuje na wymalowanie mnie i mojej siostry. Potem rodzice się spóźniali a na 5 minut przed wyjściem okazało się że paska przy sukni nie pracuje się żelazkiem- dziura na 10 cm. Pasek trzeba było ciachnąć nożyczkami i biegiem do samochodu. Jak to w piątek często bywa staliśmy w korku, ale po kilku minutach stwierdziliśmy że wpychamy się na cwaną gapę. Dotarliśmy. Ceremonia była piękna, zabawna. Ministranci w krótkich spodenkach i moje pytanie czy M zamknął mieszkanie. Przysięgi bałam się najbardziej. Byłam przekonana, że klucha w gardle i łzy wzruszenia nie pozwolą mi wydusić słowa. Starałam się myśleć o czymś innym i niestety zamyślona zaczęłam mówić i wzięłam go za żonę. Rozbawiłam wszystkich, będzie co dzieciom opowiadać. Tym bardziej że oficjalnie przed ołtarzem zaczęłam pukać się w głowę. Oj pośmialiśmy się trochę, nagadaliśmy się i ksiądz był na nas zły. Ale co tam. Nie chcieliśmy poważnych min na ślubie, no to nie mamy. Przyjęcie na świeżym powietrzu niezapomniane. Pogoda dopisała a tańce takie że dochodziłam do siebie kilka dni, bo zapominałam że jestem w piątym miesiącu ciąży. Ognisko też się okazało dobrym pomysłem aby się ogrzać. Dzik, tort, podziękowania dla rodziców. Kolejny moment wzruszeń. Dziękuję Ci M. Dziękuję Ci za życie, że dzięki Tobie mogę tu być. Emocje już opadły i teraz zajmuję się synkiem. Kopie strasznie i wierci się jak szalony. A ja martwię się jak to będzie, setki myśli w mojej głowie i spać nie mogę

23:27, rozmowyzm
Link Komentarze (1) »