RSS
piątek, 25 lipca 2014

Droga M,

Od początku tygodnia żyję w stresie. Problemy rodzinne dają się we znaki. Wczoraj już myślałam, że choć na chwilę uwolnię głowę od złych myśli ale los chciał inaczej. W sumie nie mam co zwalać na los. Ja jestem winna, durna matka żeby się czegoś musiała nauczyć dziecko musiało cierpieć :( Sytuacja wyglądała następująco. Młody zasnął na naszym łóżku, pewnie nie tylko nam się to zdarza. Obudowałam go więc z jednej i z drugiej strony i myślę sobie- nie przejdzie mojego zabezpieczenia. I tak sobie spał smacznie a matka się domem zajęła. Przymknęłam w końcu drzwi od kuchni i blendowałam zupę dla E. Wyłączam blender i jakiś płacz słyszę. Lecę a tam moje dziecię zapłakane na podłodze leży :( Myślałam że mi serce pęknie!!!! Tuliłam i starałam się uspokoić dziecko, choć samej mi łzy ciekły jak głupie. W końcu Synek się uspokoił i nie chciał się ode mnie odkleić, nawet na moment. Jeszcze nigdy się tak mocno i długo nie przytulał, bo zawsze albo to za włosy trzeba było pociągnąć, a to uszczypnąć a teraz przytulony i pociągający nosem. Nie wiedziałam co zrobić. Przyszło mi tylko do głowy wyciągnięcie kawałka zamrożonego mięsa na zupę dla dziecka i przyłożenie mu do głowy bo ta wielka gula od razu mi się w oczy rzuciła. I znowu zaczął się płacz. Gdy już trochę się uspokoił przejrzałam czy nic więcej mu się nie stało, zadzwoniłam po Męża i poprosiłam żeby przyjechał do domu, poinformowałam co się stało i że chcę pojechać do szpitala żeby ktoś mi go zbadał. W końcu pół metra nasze łóżko wysokości ma i wolę sprawdzić i dmuchać na zimne. Stwierdziłam że w sumie Młody jest głodny więc Mąż dał mu zupę tą nieszczęsną przez którą nie słyszałam że dziecko się już obudziło a ja szykowałam nas do wyjścia. Zajechaliśmy do szpitala dziecięcego ale tam się okazało, że nie mają chirurga i musimy jechać gdzie indziej. Ale z racji tego, że już nas przyjęła nie może wziąć na siebie odpowiedzialności, żeby wypuścić dziecko z urazem głowy więc wezwała karetkę żeby nas zawiozła do innego szpitala. No i czekaliśmy pół godziny. W karetce znowu przeraźliwy płacz bo było głośno a do tego sanitariusze stwierdzili że pojedziemy na sygnale żeby było szybciej. Dobrze, że uparłam się aby przypiął fotelik pasami, bo nie bardzo miał na to ochotę. E uspokoił się dopiero po kilku kilometrach ale nagadać to się musiałam co nie miara. W szpitalu docelowym spędziliśmy jeszcze 3 godziny. Zrobiono  usg ciemiączkowe i wypuszczono do domu ale nie pozwolono nam pojechać następnego dnia na zaplanowany wyjazd. Wyjazd jakoś mi się zupełnie przestał podobać. Dostaliśmy zalecenia na co zwrócić uwagę, co powinno nas  zaniepokoić. Dzisiaj gula wielkości nektarynki już zeszła, zostały siniaki które w każdej minucie przypominają mi o mojej głupocie. Nawet lekarka mnie upomniała, że E jest bardzo silny i charakterny i musimy jeszcze więcej wyobraźni przy nim mieć. E prawie nie powyrywał kabli z usg tak mu się spodobały...Reprymendy przyjęłam, choć przykro mi było tego słuchać. Gdy zapytałam czy mogę go przewinąć na łóżku powiedziała, że owszem ale tylko żeby mi nie spadł i że hahaha taki żart. No mi do śmiechu nie było. Mąż dzisiaj się śmieje, że nasz E. to panisko i że go z guzem na sygnale wieźli ale mi może dopiero za kilka dni dobry humor wróci. Wiem że to początek urazów, rozglądałam się po izbie przyjęć i skóra mi na ciele cierpła jakie to rzeczy dzieci potrafią wymyśleć. Ale my mogliśmy tego uniknąć, wystarczyło tylko więcej wyobraźni. Dziś już E nie zostaje sam na łóżku. Jeśli potrzebuje usypiania na naszym łóżku jest po chwili przenoszony do swojego łóżeczka które zaraz po powrocie zostało obniżone profilaktycznie na sam dół. Mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy krytykować mnie bo szczerze nie mam na to najmniejszej ochoty. Najgorszą karą jest dla mnie cierpienie mojego dziecka. Nauczkę mam a i może ktoś na moich błędach się nauczy zanim zdarzy się coś złego. Drogie mamy dziś to wiem i chcę przekazać tą wiedzę dalej... nie ma zabezpieczenia które dziecko by nie ominęło :( 

Dobranoc

23:36, rozmowyzm
Link Komentarze (8) »
niedziela, 20 lipca 2014

Droga M,

No i się wyjaśniło dlaczego E ostatnio a zwłaszcza w sobotę (gdy zmęczona matka sama na placu boju była) był straszną, że tak brzydko się wyrażę jęczydupką. No dramat normalny był. W domu siedzieć- nie, na spacer- nie, zakupy- nie, bawić się- nie, przytulać- nie, spać- nie, jeść- nie, pić- tak :) A matka próbująca się uporać ze swoim pms, który po porodzie jakoś przybrał na sile ledwo dawała radę. Był moment, że ryczał on i ryczałam ja z bezsilności. Oj bardzo dawno nie było tak ciężko zapanować na emocjami. A jak zasnął to kręcił się i wiercił. Jeszcze po 1 w nocy nie spałam jak Mąż wrócił. Trochę nieprzytomna byłam jak mi mówił, że jakiś psychopata po Monciaku jeździł i rozjeżdżał ludzi. Dopiero rano do mnie dotarło :/ Miejsca tak dobrze znane i pozornie bezpieczne. Nie mieści mi się to w głowie. Jakaś taka rozbita byłam dzisiaj przez tą informacje ale gdy zobaczyłam dzisiaj u Synka prawą dolną jedyneczkę to uśmiech z gęby nie schodził. Jechaliśmy na wieś ząbka nie było, bo sprawdzałam. Kilka godzin później wracamy i ząbek jest!!!!! No i wszystko się wyjaśniło. To był dzień wielkich przemian bo właśnie dzisiaj po raz pierdylionowy poprosiłam synka aby powiedział mama i pierwszy raz się zlitował :) Pewnie nie rozumie, że mama to ja, a może rozumie, tylko mi się wydaje że nie. Tego się nie dowiem. W każdym razie tata powtarzał już tysiąc razy a mama ani razu nie powiedział, ani razu akurat tej sylaby. Tak więc 20 lipca był dla mnie pełnym wzruszeń i tych pozytywnych i tych mniej.

22:48, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
piątek, 18 lipca 2014

Droga M,

No i się porobiło... Jakiś czas temu mając w wspomnieniach dość wyraźnie poród myślałam o drugiej ciąży raczej z musu, a bo wiek, a bo praca, a bo fajnie jak różnica nieduża. Coś się jednak we mnie zmienia. Mimo że wspomnienia porodu wcale się nie zatarły i na myśl o drugim porodzie cierpnie mi skóra to zachciało mi się drugiego dziecka. Macierzyństwo mimo że kosztuje mnie wiele energii to jest to najlepsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Trochę się boję, bo tylko głupi by się nie bał tym bardziej że przy obecnym ząbkowaniu mam wrażenie że śpię porównywalnie tyle samo co przy jego kolkach. W skrócie- czasem budzę się zła że już trzeba wstać i padam na twarz. Z E w ciąży cały pierwszy trymestr przespałam. Ledwo mogłam usiedzieć w pracy, potem się modliłam żeby nie zasnąć za kierownicą i jak już zobaczyłam kanapę tak zastawał mnie ranek. Teraz bym nie miała takiego luksusu drzemania kiedy się duszy zapragnie ale biorąc pod uwagę że nie będzie żadnych komplikacji a muszę myśleć pozytywnie to druga ciąża zleci mi strasznie szybko przy opiece nad synkiem. Pozostaje tylko jeszcze zdecydować kiedy. Ale dam jeszcze sobie chwilkę. Najważniejsze że się chce :) A potem zostaje tylko móc. Tylko i aż ale tak jak już wspomniałam myślę pozytywnie.

14:49, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
sobota, 05 lipca 2014

Droga M,

Normalnie muszę się pochwalić bo pękam z dumy :) Z początku mi się wydawało, że to zbieg okoliczności ale nie, teraz za każdym razem jak go poproszę to robi "papa" :) Tak! Mój prawie 8 miesięczny Synek jak się mu powie zrób papa to papa zrobi :D Taka bzdurka a mnie duma roznosi :D Każdemu w rodzinie prezentujemy nową umiejętność :) No to papa :)

22:41, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
wtorek, 01 lipca 2014

Droga M,

W sumie dobrze, że jeszcze bloga nie skasowałam bo akurat dzisiaj jest jak znalazł. Normalnie muszę dalej w eter puścić wpis bloga który obserwuję a obserwuję bo lubię. W związku z tym, że zostałam dzisiaj przez inną mamę skrytykowana za to, że nie podaję swojemu dziecku biszkoptów. Ano nie podaję, bo tak z mężem zdecydowaliśmy że jeszcze na cukier będzie miał czas. No i nasze święte prawo. Jakoś nie wydaje mi się, że moje dziecko jest z tego powodu specjalnie nieszczęśliwe. Ma dopiero 8 miesięcy i mnóstwo czasu na takie rzeczy. Nie wypowiadam się jak inne mamy podają cukier dzieciom. Póki ktoś dziecka nie bije, nie zamyka na czas zakupów w samochodzie, generalnie nie robi krzywdy to nie reaguje bo każdy ma prawo po swojemu dziecko wychować. I nikomu nic do tego. Tak samo jak nie krytykuję podawania dzieciom dań ze słoiczków mimo że sama dziecku gotuję. A nie krytykuję z bardzo prostego powodu- bo to nie moja sprawa... Byłam już krytykowana za różne rzeczy i myślałam że się uodporniłam ale nie... jakoś dzisiaj się wkurzyłam,  bo po to innym daje spokój żeby samej też spokoju doświadczać. Wspomnę na koniec tylko za co między innymi  byłam krytykowana

- za podawanie smoczka( bo to przecież największy grzech)

- za niechęć do korzystania z siatki do podawania owoców- najnormalniej w świecie wolę tego owoca przygotować i dziecku łyżeczką podać. 

- za zbyt ścisłe trzymanie się czasu kąpieli ( przecież się tak fajnie gada. nie idźcie jeszcze, nic mu się nie stanie jak się umyje godzinę później)

- i moje ulubione- że nie mam potrzeby zostawiać dziecka pod opieką innych a samej rzucić się w wir zakupów

Więcej teraz nie pamiętam ale gdybym się dłużej zastanowiła to by się dużo tego zebrało.

Drogie Panie, tak jak każdy jest inny, każda ciąża jest inna, każde dziecko jest inne i nie ma jednego słusznego sposobu postępowania . I moje dziecko nie jest nieszczęśliwe bo wieku prawie 8 miesięcy nie zna smaku biszkopta... A najsmutniejsze jest to, że matka innej matce takie coś serwuje. A przecież inna matka powinna rozumieć mnie najlepiej, bo przecież też nie raz "dobra" rada ciśnienie jej podniosła...

A oto wspomniany wcześniej wpis z bloga pod którym podpisuję się rękami i nogami :)

http://krystyno-nie-denerwuj-matki.blog.pl/2014/07/01/dlaczego-nie-wchodze-w-dyskusje-a-fora-omijam-z-daleka/

15:24, rozmowyzm
Link Komentarze (12) »