RSS
piątek, 24 lipca 2015

Droga M,

Cud nad Wisłą się stał... Obiad zrobiony, Młody śpi a ja mam chwile dla siebie bo Młoda z kolei po spacerze najedzona ani myśli pójść spać no i własnie na tym ten cud polega bo leży sobie grzecznie sama i nie krzyczy! :) Oj pochwaliłam się za szybko... będę się więc streszczać :) L wczoraj skończyła 6 tygodni i jest coraz bardziej komunikatywna, uśmiecha się pięknie jak tylko nie stęka i jęczy z powodu bólu brzucha. Miłość braterska do siostry nadal kwitnie a sam brat... rośnie i dokazuje. Ma już 86 cm i mówi coraz więcej i co ciekawe zaczął mieć swoje zdanie nawet w kwestii w kwestii ubioru. Potrafi sobie zdjąć tenisówki które mu zakładam na dwór i założyć sobie sandały jego ulubione. Coraz częściej potrafi dopasować prawego buta do prawej stopy :) Zakładam mu czapkę z daszkiem taką modną wypasioną to tylko zejdzie mi z oczu już czapka zerwana z głowy i zamiast niej jego ulubiona z f&f z batmanem. A tak poza tym to czy wspominałam już że jedno dziecko to wręcz wakacje? :) Koniec mojego czasu wolnego :)

16:27, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 lipca 2015

Droga M,

Oj mało mnie wszędzie, mało... Kolejny tydzień walczymy z bólami brzucha u Młodej. Królewna niestety przez nie jest niedkładalna, choć i tak na rękach wcale nie ma mniej bólu :/ Niestety sprawdziły się moje obawy i badania wykazały nietolerancję laktozy, delicol póki co nie przynosi chyba ulgi... Wiedziałam, że czasu dla siebie mieć nie będę ale żeby tydzień czasu czaić się aby włączyć komputer i wysłać maila do pracy to chyba trochę przesada. Ba! Wczoraj siedząc na fotelu u dentysty podczas leczenia kanałowego pomyślałam sobie że w końcu mam chwile dla siebie, w końcu nikt nic ode mnie nie chce :) Koniec świata. L wczoraj skończyła 4 tygodnie, potrafi cały dzień nie spać i w przerwach w bólach brzuszka obserwować mamusię, tatusia trochę mniej bo on nie ma piersi i potrafi się wymiksować. A E.. rojber pełną gębą ale siostrę kocha to pewne, gdy płacze podchodzi i głaszcze po główce i ją całuje albo buja w leżaczku. Dostępu mu nie bronię ale sam na sam ich nie zostawiam. 

21:53, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
czwartek, 02 lipca 2015

Droga M,

Nie mam kiedy się po tyłku podrapać- dosłownie. Nie ma czasu na nic. Postanowiłam się w końcu tu pojawić kosztem oczywiście nieposkładanego prania. Dzisiaj Córa kończy 3 tygodnie, nie do wiary że ten czas tak szybko mija. Od 3 dni borykamy się z bólami brzucha u Młodej, już sama nie wiem czy to coś co zjadłam jej tak zaszkodziło czy nietolerancja laktozy jak u E. Jutro oddajemy do badania kupę i będzie wiadomo co i jak. Póki co herbata koperkowa poszła w ruch. Skoro się pojawiałam to może wspomnę o porodzie bo czas tak szybko mija a pamięć bywa zawodna a nie chcę aby mi to umknęło.

Przypomnę tylko że termin miałam na 25 czerwca. Byłam z siebie dumna że dotrwałam do 38 tygodnia, nastawiałam się w końcu na poród w tym tygodniu, więc gdy mijał czwartek 11 czerwca byłam już rozdrażniona bo ten tydzień właśnie się kończył. Tego dnia miałam wizytę kontrolną u ginekologa. Najpierw siedzieliśmy z Młodym i Mężem na placu zabaw, przed 19 poprosiłam Męża abyśmy się już zbierali bo mówiąc bez ogródek zachciało mi się bardzo skorzystać z toalety. No i przeczyściło mnie z dwa razy. Pomyślałam sobie że może poród niedługo bo przed porodem z E było dokładnie tak samo. Wzięłam prysznic, wykąpaliśmy Młodego, Mąż kładł go spać a ja pojechałam na 20 do lekarza. Oczywiście się spóźniłam bo natknęłam się na aresztowanie jakiegoś kolesia i nie mogłam przejechać samochodem, potem cała w emocjach zapomniałam pójść do bankomatu i musiałam się wracać. W gabinecie byłam o 20:20 i mówię lekarzowi że dziś to nie mój dzień bo czuję się tak sobie. Poprosił o udanie się na fotel aby sprawdzić co tak słychać- nie zapomnę nigdy tej miny jak mnie badał i się okazało że do pełnego rozwarcia brakuje jedynie 2 cm. Zestresowałam się straszecznie bo nie byłam na to przygotowana. Byłam sama, nie miałam ze sobą torby więc tym bardziej zastanawiałam się jak to wszystko zorganizować. W pierwszej chwili miałam wracać do domu po torbę ale lekarz poprosił abym pojechała lepiej do szpitala a Mąż mi torbę dowiezie. Jeszcze w gabinecie zadzwoniłam do teściowej aby zbierała się bo rodzę. Wychodząc z gabinetu lekarz powiedział już na korytarzu żebym napisała do niego smsa jak poszło nawet jeśli to będzie w nocy, choć podejrzewa że do 23 będzie po sprawie. Powiedziałam że ok, to to idę sobie urodzić J W poczekalni kilka osób zaczęło się śmiać, ja ze stresu też się śmiałam. Na izbie przyjęć oczywiście kazano mi czekać ale gdy tylko babsko zobaczyła co lekarz napisał na skierowaniu w biegu wypełniała ankietę i poproszono mnie o przebranie w ichnie ubrano i zawieziono mnie na wózku na porodówkę. Potem zrobiono mi usg, przywitałam się z położną która miała przyjmować poród. Jakże się ucieszyłam gdy się okazało że to ta sama która odbierała poród E. Pogadałyśmy sobie co mi przeszkadzało za pierwszym razem, co mnie bardzo bolało i czego chciałabym uniknąć, oraz poprosiłam aby w razie czego pozwoliła mi urodzić w innej pozycji niż na leżąco. Okazało się że nie ma problemu. A na ktg jakoś takich wielkich skurczy nie odnotowano, poczekałam jeszcze z pół godziny i zgodziłam się na podłączenie mnie do pompy oksytocynowej. Gdy skurcze przybrały na sile wypróbowałam gaz rozweselający. Byłam niepocieszona że kazali mi się położyć jeśli chce korzystać z gazu, a tak fajnie się skakało na piłce. Bardzo szybko zrozumiałam dlaczego trzeba leżeć, czułam się jak po dobrze zakrapianej imprezie ale do śmiechu mi nie było. W między czasie przyjechał mój Mąż który był chyba w większym szoku niż ja. Po 23 akcja rozkręciła się na dobre. Miałam wrażenie że boli bardziej niż za pierwszym razem. Ponoć tak jest, zwłaszcza przy szybko rozkręcającej się akcji bo wszystko w organizmie dzieje się na raz. Na szczęście męczyłam się dużo krócej niż za pierwszym razem bo o 23:40 moja długo wyczekiwana córka była na  świecie. I było tak jak powinno być. Było w miarę spokojnie, szybko i z pięknym rezultatem- dostałam moją kruszynkę na pierś i od tej chwili jesteśmy już razem. Czułam się osłabiona ale nie wstawałam 9 godzin jak po pierwszym porodzie, tylko po 2 godzinach z pomocą męża normalnie skorzystałam z toalety. Gdy sobie trochę odpoczęłam wstałam i ubrałam córeczkę choć położna powiedziała że przyjdzie to zrobić. Okazało się, że moje serce bez problemu dysponuje miłością dla dwójki dzieci. Jak mogłam mieć jakiekolwiek wątpliwości :)

22:32, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »