RSS
piątek, 31 sierpnia 2012

Niemoc trwa. Zarówno intelektualna jak i fizyczna. Uciekłam w gotowanie, tylko na to po robocie ostatnio starcza siły. W piekarniku pstrąg świeży i makrela świeża dochodzą do siebie. Zmusiłam się, choć tak bardzo mi się nic nie chce robić. W robocie ciężko było wysiedzieć, a teraz nawet nad morze nie można pójść bo pogoda nijaka, wiadomo weekend. Pamiętasz tych przyjaciół dawnych, którzy się przyjaciółmi po Twoim odejściu okazali nie być? Ci co mi powiedzieli, że mój dom wcale nie jest moim domem i że sama mam sobie radzić? Nie widziałam ich od roku, nie tęsknię, wręcz unikam. M mówił, że mu dziadek zmarł. Śmierć mnie przytłacza, zasmuca, nie mam dystansu. I tak zasmucona zastanawiam się czy napisać mu smsa że mi przykro z powodu jego straty. Nie skłamałabym, bo rzeczywiście jest mi przykro jak ktoś umiera. Wybaczanie to bardzo trudna sprawa. Od roku próbuję i nawet jeśli przez moment pomyślę, że mogłabym jakoś, kiedyś to za chwilę znowu przed oczami mam tamten dzień i słyszę tamte słowa. Z drugiej strony jeden sms nie będzie oznaczał, że chcę aby wszystko było jak dawniej. Nie chcę i mam pewność że tak jak było nie będzie już nigdy. Pewnie spotkamy się przy grobach, już czuję jak bardzo niezręczna będzie ta sytuacja. Mam dosyć robienia czegoś bo wypada kosztem swojego zdrowia psychicznego, ale to jest tak delikatna sprawa. Ty byś wiedziała jak postąpić. Zawsze potrafiłaś spojrzeć na sytuację z boku i doradzić. Tęsknię tak bardzo, że serce mi pęka. Czuwaj nad A, bo coraz gorzej z jej sercem. Nie chciała jechać do szpitala, skąd my to znamy co? Dodaj mi sił.

17:04, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 sierpnia 2012

Droga M,

Umęczyłam się wczoraj z tą cholerną farbą na krześle a ledwo różnicę widać. Zdenerwowałam się dzisiaj i na łatwiznę poszłam, zakupiłam w budowlanym taki magiczny żel co się smaruję a farba cyk, niemalże sama odchodzi. Tak było tylko na ulotce, ale i tak jest lepiej. Tylko jakoś mnie ten smród zamroczył, naćpana jakaś. Nerwa mam takiego że mnie nosi. Mów mi frustracja. I fasolka się gotuje i ugotować nie może, pralka nie chce skończyć, a już bym chciała w łóżku z książką zalec.

20:39, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 sierpnia 2012

 

Droga M,

Dzisiaj siedziałam w pracy i wymyśliłam że ta praca mnie frustruje. Może nie sama praca ale pewna jednostka, która niestety jest nie do ruszenia. Czytam maile i oczy przecieram ze zdumienia. Godzina za godziną i frustracja coraz większa. Zbuntowałam się sama w sobie i gdy minęło 8 godzin wstałam, podziękowałam i stukając szpileczkami, wymachując paznokciami pomalowanymi na oliwkowo opuściłam "fabrykę". Do końca miesiąca nie zostanę tam ani minuty dłużej niż wymaga ode mnie podpisana z nimi umowa. Muszę siebie chronić. Wróciłam, obżarłam się szczawiowej. Nerw nie minął nawet gdy wrzuciłam do talerza trzecie jajko. Pyszne było, ale nie pomogło. Wymyśliłam sobie, że się odmóżdżę. Włączyłam pudla. Nowego nerwa dostałam. Co druga pani gwiazda wygląda jakby wstrzymywała bąka, nic mądrego nie piszą, a kaska im leci. Nie żebym zazdrościła. Cóż mi pozostało. Idę ściągać starą farbę i lakier z krzesła przytarganego ze śmietnika. Wiem, wstyd mi oczy pali, że śmieci do domu znoszę. Ale za ten śmieć jeszcze kasiorkę dostanę. Całe szczęście że ludzie pozbywają się starych krzeseł. Resztę otrzymałam w prezencie od zaprzyjaźnionych i tak to w kolejce na odrestaurowanie czeka pięć sztuk. Niedługo w piwnicy przestaną się mieścić. Będę co miała robić jesienią, tym bardziej że mnie to relaksuje. Gdybyś tu była zrobiła bym dla Ciebie najładniejsze na świecie. Zobacz jak wyszło mi ostatnie. Poznajesz? To to samo co u A na strychu było, umazane farbą po kilku remontach. Tęsknie za naszymi rozmowami. Naleję sobie lampkę wina, może potem łatwiej zasnę. A jutro fasolkę po bretońsku zrobię, fasola już się moczy. Zrobię tak jak mnie uczyłaś.

 

krzeslo1



niedziela, 26 sierpnia 2012

Trzy dni przesiedziałam samotnie. Za dużo czasu na myślenie. Nazbierało się we mnie mnóstwo złych emocji. Wczoraj koło 16 kiedy zastanawiałam się czy wyjść z łóżka zadzwonił brat, że za 5 minut będzie. Nieczęsto dzwoni, nieczęsto bywa, raczej to ja bywam tam. I tak sobie pogadałam w końcu z nimi o tym co mnie trapi. W końcu!!! Całe szczęście że to nie pierwszy lepszy który chciał słuchać. Nie lubię oficjalnie rzucać słów gdzie popadnie. Tu je rzucam nieoficjalnie, tak jest znacznie prościej. Rozmawialiśmy między innymi o Tobie, przyznałam że tęsknota wyżera mnie od środka, poryczałam się. Wtedy Młody spojrzał na mnie przestraszony i powiedział że ciocia znowu ma takie oczy kiedy umarła Babcia. Wtedy ciocia otarła łzy i uspokoiła dziecko, że to nie tak naprawdę, że nic się nie stało. Nadal nie wiem co się ze mną dzieje, od kilku dni mam ochotę ryczeć i nie wstawać z łóżka ale dziś wstałam i zrobiłam na jutro zupę szczawiową, Twoją ulubioną. Pogubiłam się, sama nie wiem już czego chce. Dlatego czekam zgodnie z twierdzeniem że jak nie wiesz co zrobić, nie rób nic.

20:47, rozmowyzm
Link Komentarze (2) »
środa, 22 sierpnia 2012

Droga M,

Nie wiem czy jest sens opowiadania Tobie jak minął mi dzień skoro i tak pewnie wszystko widzisz, choć szczerze mam nadzieję że w sytuacjach dla mnie intymnych odwracasz głowę. Nie mogę już zadzwonić więc chociaż napiszę. Ciężko jednoznacznie stwierdzić czy dzień był typowym mówiąc dosadnie dniem z dupy. W robocie sama widzisz, odwaliło im. Ktoś tam chyba ma niezłe kompleksy. Jutro dzień zacznę od melisy i będę praktykowała wewnętrzny tumiwisizm. Nie dam się sprowokować. Mam nadzieję że obejdzie się bez kolejnego spotkania z derektorem bo miałam ochotę wstać i powiedzieć że znudziła mnie ta opowieść albowiem nie była o mnie. Naładowana negatywną energią wracałam śmierdzącym tramwajem i coraz gorzej mi było. Do domu dojechałam z gorączką. Ale że uparta koza ze mnie zebrałam się w sobie i pojechałam się relaksować nad wodę. Nie pomogło. Czuję się gorzej fizycznie i tak samo nijak psychicznie. Ale pamiętam jak bardzo złe dni mogą być, dlatego pokornie łyknę teraz prochy i jutro wstanę znowu mając nadzieję na miły dzień. Takie problemy to nie problemy, przecież obie to wiemy. Szkoda że czasem zapominam i ciśnienie wzrasta.

21:28, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 sierpnia 2012

Zawiało smutkiem, choć pogoda piękna. Powietrze pachnie słońcem, morzem, wakacjami. Dla mnie powietrze pachnie smutkiem. Byłam dzisiaj u Ciebie, trochę posiedziałam. Słońce poparzyło mi skórę, nic nie szkodzi. Pamiętam jak wracałam z plaży spalona na machoń a potem wieczorem cierpiałam mając gorączkę i dreszcze. Pamiętam jak się denerwowałaś że nierozsądna jestem bo przecież tyle razy powtarzałaś. Leżałam i czekałam aż pojawisz się ze zsiadłym mlekiem i poczuję ulgę. Teraz takim kompresem jest jak mi się przyśnisz zdrowa i zadowolona. Ostatnio nieczęsto odwiedzasz mnie we śnie a jak odwiedzasz to jakaś taka zmęczona jesteś i chyba chora. Łyżki dzisiaj dostałam Twoje i inne przyrządy kuchenne. Zatrzymałam te, które pamiętam z dzieciństwa. Teraz ja będę przewracać mięso w piekarniku nabijając je na ten duży widelec z czerwoną rączką, trochę zniszczoną. Byłaś dzisiaj blisko i żal ogarnął i smutek i zapłakałam. Nie wstydziłam się łez, zalewały mi twarz a mówienie o Tobie przyniosło ulgę, krótko trwałą ale ulgę. Tak nieczęsto układam w słowa ból który mi towarzyszy każdego dnia. Kocham Cię i kochać nie przestanę.

22:26, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »