RSS
niedziela, 30 września 2012

Droga M,

Utonęłam.  Utonęłam w smutku, żałobie, frustracji. Złość zaślepiła mnie do reszty. Nie widzę nic poza tym, że jest źle. Pojęcie szczęścia jest względne. Dla mnie szczęście to rodzina, wspólnie spędzany czas, wsparcie na które zawsze mogę liczyć i miłość. Mam tego tak niewiele. Odkąd Ciebie zabrakło nie mam domu. Tylko Ty mi mówiłaś, że jakby co zawsze mogę wrócić, bo to będzie zawsze moje miejsce. Już nie jest. Ostatnio próbowałam wybadać co będzie jeśli będę chciała wrócić. Powiedziałam im, że w moim odczuciu nie mam gdzie pójść. Nie powiedzieli nic. Cisza. Nie było słów na które tak bardzo czekałam. Nie padły słowa, które dały by mi namiastkę poczucia bezpieczeństwa. Nie było zaproszenia, bo to już nie mój dom. Tam nie mam domu, tutaj nie jest mój dom, a na kredyt na mój własny mnie nie stać. No i tak żyje z dnia na dzień, ukrywając w pracy problemy, a wieczorami płacząc w poduszkę.  Nadgodziny tłumaczę zaangażowaniem w pracę, tymczasem czuję że nie ma na dzisiaj miejsca gdzie czułabym się dobrze. Pogubiłam się, za bardzo za Tobą tęsknię, nie umiem poukładać sobie nowej rzeczywistości bez Ciebie. Leżałam dzisiaj wycierając łzę za łzą i zadzwoniła Ciocia, nie spodziewałam się. Jak odeszłaś powtarzała, że mogę zawsze, o każdej porze jak tylko będę potrzebowała. Skorzystałam może raz, od tamtej pory cisza. Od dawna nie wypowiadam na głos co mnie boli. Powiedziałam tylko tyle, że średnio sobie radzę, że zdrowie nawala. Jest lekarzem, więc rozmowa głowie przebiegła pod znakiem zdawania sprawozdania z wyników. Zaprosiła mnie. Tak wiele bym dała żeby mnie było stać na większą spontaniczność i chęć spędzenia 11 godzin w autobusie. Może bym mogła komuś realnemu, namacalnemu opowiedzieć o Tobie.

Ostatnio traciłam czas na oglądanie durnych seriali. Jedna pani dostała tam zawału na ulicy. Odratowali ją. Poryczałam się i pomyślałam że happy endy to tylko w serialach. Nadal serce mi staje na dźwięk karetki. Jak przejeżdża ulicą, chyba jestem pierwsza która zjeżdża na chodnik ułatwiając przejazd, bo może kogoś uda się uratować. Nienawidzę seriali, tam wszystko zawsze kończy się dobrze.

Dobranoc. Twoja na zawsze.

21:52, rozmowyzm
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 września 2012

Droga M,

Gotuję gulasz z wołowiny. Lekarz mówił, że ma mnie uleczyć. Buraki do tego. Ciekawe czy pomoże, szczerze w to nie wierzę. Byłam na badaniach pracowniczych i w końcu rozwiązała się zagadka skąd zawroty i wieczne zmęczenie i wiele innych dolegliwości. Niedokrwistość. Wiem, była byś zła że doprowadziłam się do takiego stanu. Schudłam do tego, niedługo mnie nie będzie. Z jednej strony poczułam ulgę jak się dowiedziałam, bo byłam przekonana że leniwa jestem, że wolę leżeć zamiast pójść na rower albo robić cokolwiek. Wyrzuty sumienia mnie dręczyły i myślałam o sobie źle. Z drugiej strony to nie jest śmieszne, lekarz mnie postraszył i muszę podjęć dalszą diagnostykę. Jak zapytała o ogólne samopoczucie w stali od bardzo dobrej do złej skłamałam bo się bałam że nie wystawi mi zezwolenia na pracę. Okulista też mnie nie pocieszył. Jakąś specyficzną wadę w jednym oku mam i plus i minus i coś tam jeszcze, dlatego ponoć nie widzę. na koniec stwierdził tylko że się starzeje. No nic odkrywczego, ludzie raczej nie młodnieją. Tak więc leżę legalnie w końcu na kanapie, obiad się robi, zaraz wstanę zamieszać. Nie mam co czytać, chyba wybiorę się do empiku, to przecież blisko.

17:03, rozmowyzm
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 września 2012

Droga M,

Miałam dzisiaj plan wyjść o normalnej porze z pracy, pojechać szybko do domu, zrobić obiad, trochę ogarnąć mieszkanie. Postanowiłam mimo wszystko zająć się zupełnie przyziemnymi rzeczami. No i wyszło jak zwykle. Pogoda brzydka, więc musiałam skorzystać z wycieraczek w samochodzie. Szurnęły tylko na górę i to by było na tyle ich aktywności. Zatrzymałam się przy przychodni, bo nic nie widziałam. Szybki telefon z poradą do mechanika, potem do Mojego, w końcu do Ojca że zaraz będę bo samochód odmawia posłuszeństwa. R przyjechał, poratował i wymienił bezpiecznik. Przemarzłam bo zaczęłam ubierać się jak panisko odkąd zakupiłam tego grata. Zadowolona kilka metrów przejechałam i niestety znów potrzebowałam wycieraczek. Tym razem zatrzymały się na lini mojego wzroku. Na pierwszych czerwonych siłowałam się aby chociaż kilka centymetrów je przesunąć. Wracałam z pracy 2 godziny, zamiast 40-50 minut tramwajem. Zła byłam i spóźniona. Obiad nie gotowy. Na szybko makaron chiński z grzybami mun, bambusem, pędami fasoli, marchewką, cebulą w dwóch kolorach, czosnkiem, sosem ostrygowym, sojowym i innymi dodatkami. Kolejna wycieczka bo bezpieczniki nic nie dała. Coś jest nie tak. Ani nie posprzątane, ani nie pozmywane,ale gdzieś to mam. Pogodę tylko wpadłam sprawdzić, czy padać będzie. Jakoś tak nerwowo dzisiaj. Kot nawet jakiś rozdrażniony. Rozpieściłam drania, mam za swoje. Droga M, zmęczona bardzo dzisiaj jestem i przeokrutnie tęsknię. U taty chyba wszystko ok, często się widujemy i chyba nawet ucieszył się  z niezapowiedzianej wizyty. Odkąd Ciebie nie ma jest jeszcze bardziej skryty. Nie uśmiecha się już jak kiedyś. Nikt się nie uśmiecha tak jak kiedyś. Dobranoc.

21:44, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 września 2012

Droga M,

Boję się. Tak zwyczajnie boję się o swoją przyszłość. Wszystko takie niepewne. Nie śpię spokojnie. Marzę o rodzinie. Po prostu, gdzie mąż i żona, dziecko albo dwoje. Marzę o tym wszystkim o czym czytam w książkach, internecie, słucham od znajomych. Pocieszają mnie, że jeszcze nie wszystko stracone. Pocieszają zazwyczaj te, które dzieci już mają od dawna, którym po prostu się przytrafiło czy chcieli czy nie. Wiem, że najlepszy czas na rodzenie minął. Wyglądam bardzo młodo, z resztą wiesz. Ale co z tego skoro w środku pochrapuje emerytka. Jakby organizm sam się bronił przed takim obciążeniem. A ja jestem gotowa, choć wmawiałam sobie że nie, bo nawet pierścionka na palcu nie mam. Łatwiej się żyje jak sobie człowiek wmówi że czegoś nie potrzebuje, ale to działa tylko przez chwilę. Wraca z większą mocą ta tęsknota, ten lęk jak to będzie. A on tylko pracuje, on ma czas. Ja coraz mniej. A on jakoś tak działa pół mnie weź, pół mnie zostaw. Cieszę się że zaczęłam myśleć o życiu, bo jak Ciebie zabrakło nie chciałam nic, nie czułam nic. Robię małe postępy. Ale co z tego, skoro nie ma jeszcze mojego dziecka w konkretnych planach. Odzywa się u mnie desperacja. Może dzisiaj będę miała spokojniejszą noc. Dobranoc

21:40, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 września 2012

Droga M,

Po dziewięciu godzinach pracy podczas których dowiedziałam się, że kupa zawsze spada na dół zamknęłam za sobą drzwi. Wsiadłam do samochodu i pojechałam nad morze. Kolejny dzień, który spędzam sama. Codziennie obiecuje, że mam wytrzymać kilka tygodni, ale ja wiem że to nie jest przejściowe. Pojechałam tam, gdzie chciałam być. Szybka zmiana garderoby w samochodzie, kocyk w rękę i byłam tam. Słońce grzało mimo popołudniowej pory, piach cudowny, choć trochę brudny. Wszędzie wypalone papierosy, kapsle. Nie zwracałam na to uwagi. Leżałam czułam piach na twarzy, czytałam książkę i słuchałam śmiechu dzieci i szumu fal. Cudownie było. Przykre że nie potrafiłam się w zupełności zrelaksować, bo wiem, że jeszcze zakupy, jeszcze obiad, jeszcze zmywanie. Odganiałam od siebie te myśli. Coraz mniej boję się prowadzić auto, ale muszę jeśli chcę spędzać czas po pracy jakoś inaczej. Wróciłam. Ugotowałam pulpety w sosie koperkowym. Stres mi nie służy, rozstraja całkowicie mój organizm. Samotność też mi nie służy. Znowu o niczym. Dobranoc.

21:12, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 września 2012

Droga M,

Mam kryzys. Jest mi tak źle że nie chce mi się z nikim gadać, z nikim widzieć. Nie wiem czy na chwilę nie zniknę aby dojść do siebie. Czytam potem to co do Ciebie piszę i żal mi samej siebie. Jęczy dupa ze mnie. Się porobiło, z resztą sama widzisz jak jest. Nie mam kompletnie nic wesołego do przekazania. Moje życie jest nudne, smutne, ostatnio nawet zapomniałam się śmiać. Gorszy czas dla mnie nastał, że po kolei wszystko mi się wali. Nie wiem co robić, pogubiłam się. Przestałam gotować, niech się on trochę postara. Ja mam dość. Nie lubię nikogo i nikt nie lubi mnie. Dobranoc.

20:17, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
wtorek, 04 września 2012

Droga M,

Tak sobie dzisiaj pomyślałam, że już chyba zawsze będę smutna.  Nawet jak zdarzają się dobre dni to i tak smutek mam tuż pod skórą. W robocie coraz gorzej. Szczerze mówiąc mam większe problemy niż te siksy i ten siks. Po tym co przeszłam nie powinnam zaprzątać sobie głowy czymś takim ale jednak pewien ciężar to jest dla mojej psychiki. Mam wrażenie że moje siły witalne są na wykończeniu. Wystarczy impuls aby wybuchnąć, wystarczy pierdoła aby doprowadzić mnie do łez. Napisała dzisiaj Pani J i zapytała czy będę kontynuowała wizyty w hospicjum. Zbierałam się od tygodnia aby do niej napisać, wyprzedziła mnie. Napisałam że przyjdę w październiku. Teraz nie dam rady. Hospicjum pozwoliło oswoić się ze śmiercią, ale ja chyba za bardzo wsiąknęłam w ten temat, choć hospicjum to też życie. Przytłacza mnie to, chce uciec od tematu ale wiem że się nie da. Ludzie w moim wieku myślą o dzieciach, przedszkolach, kupach, kaszkach. To nie sprawiedliwe że zamiast beztrosko cieszyć się życiem muszę od nowa się tego uczyć. Wczoraj myślałam że to pewnie gorszy dzień ale dziś już wiem, że to będzie gorszy tydzień. Jaki poniedziałek .... i tak dalej. To tak jak przepowiednia Ojca, która towarzyszy mi od dziecka. Zawsze jak rozrabiałam i byłam zbyt rozbawiona groził palcem i mówił, że będę płakać. W końcu ograniczałam śmiech bo nie chciałam płakać, bo przerażało mnie to że przepowiednia się sprawdzała. Dopiero mając lat tyle co mam wiem że to gówno prawda jest. Jak mam ochotę się śmiać, to śmiać się będę, bo później może nigdy nie nadejść. Tak jak wtedy dla Ciebie Kochana. Smutno jakoś, nawet widok dźwigów stoczniowych nie poprawił mi humoru. Nadal nie chce mi się nic robić. W gotowaniu też poszłam na łatwiznę. 15 minut i papryka faszerowana mięsem mielonym robi się w piekarniku. A miało być tak pięknie. Dobranoc

21:44, rozmowyzm
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 września 2012

Droga M,

Nie mam ochoty być dzisiaj damą wersalową, co najwyżej będę damą wersalkową. Do 17 dzień był z dupy. Się miało ale się zesrało. Doprowadzili do tego że ja doprowadziłam do rozmowy poważnej w domu. Usiadłam przy stole i poryczałam się i żal wypływał że pracę nawet lubię ale z tym człowiekiem pracować nie będę. Wykańcza mnie psychicznie, więc oficjalnie zostało powiedziane, że zadecydować musimy, że albo mnie zapłodnić trzeba i robię sobie przerwę w mojej pożal się Boże karierze albo szukam nowej pracy. Nawet gotować mi się dzisiaj odechciało. Gdzieś wszystko mam. I leżeć tak będę, bo mogę, bo gdzieś mam co sobie ktoś pomyśli. Póki co pomaluje paznokcie na czerwono, co by środkowy palec widoczny był z daleka. Najukochańsza M, ciężko mi bez Ciebie. Dobranoc.

21:40, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
niedziela, 02 września 2012

Droga M,

Sama widzisz. Wyszło jak zwykle. Pierwszy wspólny dzień spędzony od miesiąca i musieliśmy pojechać na wieś. Było znośnie i poprawnie. Uczę się tam asertywności. Nie ,dziękuję Pani za wycieczkę do lasu, nie mam ochoty od ostatniego kleszcza (co przypomniało mi że trzeba zrealizować skierowanie na badanie czy boleriozy nie mam) Boczuś? Nie dziękuję za boczuć. Znam to już na pamięć, że mięso musi być "upodlone" tłuste znaczy się. Moje nie musi, moje nie powinno. Wydziwiam tam zawsze, różnię się od nich. Dużo mnie kosztuje obrona tego w co wierzę. A dzisiaj? Wkurzyłam się, bo nerwus ze mnie. Próbowałam szybko uciec do drugiego pokoju ale niefortunnie drzwi zamknęłam nie usuwając stamtąd ręki. Zbity nadgarstek doprawiłam u ojca. Nigdy nie lubiłam tej lampki co pod oknem stoi i nie wiem jakim cudem piznęłam  w nią łokciem. Finalnie boli mnie cała prawa ręka od łokcia w dół, może L4? :) Wiem, wiem, nie wypada. Na obiad mnie dzisiaj zaprosił, żeby wynagrodzić że wczoraj zamiast tylko ze mną to z nimi wszystkimi byliśmy. Najpierw uroczy spacer. Uwielbiam plażę. Siedzę sobie i się relaksuję, przesypując piach z jednej dłoni do drugiej. Słońce grzeje w plecy. Patrzę na ludzi. Kąpali się sami mężczyźni i dzieci. Mężczyźni 60+, niektórzy w lepszej kondycji fizycznej niż ja. Wstyd oczy pali. Z pół godziny pływał w tą i z powrotem. Nieprzyjemny widok wychodzącego z wody mężczyzny 60 + spowodował że odechciało mi się jeść. Mam chyba zły charakter. Bo w knajpie też się wkurzałam. Knajpa amerykańska, gdzie super steki, gdzie super hamburery. Na przystawkę czekaliśmy pół godziny, po godzinie dostaliśmy danie główne, choć ludzie tylko przy czterech stolikach siedzieli. Tłumów ani widu ani słychu. Nawet słowa nie powiedziałam, że wolałam tą włoską knajpę, ale tylko dlatego że wczoraj na wsi jedliśmy po włosku. I tak jakoś dzień mijał. Najprzyjemniej było u Ciebie. Widziałaś?  Wcale się nie umawialiśmy a był R z dziećmi i A z dziećmi no i ja bez dzieci bo nie mam. Tylko ojca brakowało. Dziwnie się ostatnio zachowuje. Odkąd Ciebie nie ma czuję się jakaś taka bezdomna. Słucham cały dzień tej piosenki. Tęsknie straszliwie, mimo że dzień znośny jakoś mi z tej tęsknoty na płacz mi się zbiera. Jutro robię grzybową, bo grzyby znowu dostałam. Oby jadalne.

Dobranoc.

http://www.youtube.com/watch?v=WJRniifmlDg

21:43, rozmowyzm
Link Komentarze (2) »