RSS
niedziela, 13 września 2015

Droga M,

To były trudne 2 tygodnie... były trudne bo temat żłobka na dobre zawitał w naszym domu. Trudne 2 tygodnie ze względu na łzy dziecka które musiałam oglądać uśmiechając się i ostatkiem sił zachowując pewność siebie. Siły starczało tylko tyle aby zamknąć za sobą drzwi. Potem każda z nas matek siadała tuż obok w szatni i rozpadała się na kawałki. Żadna nie udawała twardzielki. Te które już wróciły do pracy i nie mają wyboru wolały wyjść i nie słyszeć krzyków. A dziewczyny w takiej sytuacji jak ja siedziały i biły się z myślami czy to na pewno dobre rozwiązanie, bo przecież jeszcze rok możemy sobie dać. Wcale nie musi tam być. Mąż w domu z początku nie wykazywał zrozumienia. Czułam się osamotniona bo słyszałam że przesadzam, że to dla niego dobre. Ciężko było myśleć w tamtej chwili o tym w ten sposób. W końcu nie wytrzymałam psychicznie i pewnego dnia zaprowadził Go do żłobka Mąż. Pierwszy telefon jaki odebrałam od niego był z przeprosinami. Dopiero jak zobaczył to na własne oczy tatusiowe serce "załkało". Mąż kilka razy dzwonił tego dnia i wiele razy słyszałam że przeprasza, że nie okazał mi zrozumienia, że nie może przestać myśleć o ich pożegnaniu. Tak mijały nam pierwsze dwa tygodnie, raz było lepiej raz gorzej. Przy rozstaniu zdarzało się tylko skrzywienie ale póki co dominuje jeszcze płacz. Na szczęście chwilowy. Miałam okazję nawet podpatrzeć go jak bawi się z innymi dziećmi w ogrodzie. Wiem, że nie ja pierwsza, nie ostatnia ale wszyscy bardzo przeżyliśmy te pierwsze dni. E wybudza się z płaczem w nocy, w domu po powrocie odreagowuje emocje. Cały czas chce być na rękach, albo kolanach, wszystko wymusza krzykiem, mycie rąk- zapomnij, wchodzenie po schodach- hahaha- wnoś mnie a jak nie to się położę i tak będę leżał. Co z tego że masz jeszcze siatki i siostrzyczkę- wnoś mnie i koniec! Tak właśnie było. Jednego dnia nie wytrzymałam i poszłam po poradę do Pani psycholog która w żłobku udziela porad. Nie miałam serca na niego krzyczeć bo i tak duże zmiany zaszły w jego życiu i ewidentnie sobie z tym nie radził a z drugiej strony bałam się że te złe zachowania utrwalą się. Jak reagować? Po rozmowie poczułam sie trochę pewniej. Taką samą rozmowę odbyła prawie każda mama z naszej grupy- tak dzieciaki w jeden dzień zmieniły zachowanie.

No i te dwa tygodnie wystarczyły aby pojawiły się gile do pasa. I tak się dziwię, że nie odpadł jako pierwszy. Dzisiaj dołączył kaszel i gile u siostry więc mamy już przerwę w adaptacji a ja zwariuję... bo i bez tego nie było lekko. 

20:49, rozmowyzm
Link Komentarze (12) »