RSS
piątek, 10 lipca 2015

Droga M,

Oj mało mnie wszędzie, mało... Kolejny tydzień walczymy z bólami brzucha u Młodej. Królewna niestety przez nie jest niedkładalna, choć i tak na rękach wcale nie ma mniej bólu :/ Niestety sprawdziły się moje obawy i badania wykazały nietolerancję laktozy, delicol póki co nie przynosi chyba ulgi... Wiedziałam, że czasu dla siebie mieć nie będę ale żeby tydzień czasu czaić się aby włączyć komputer i wysłać maila do pracy to chyba trochę przesada. Ba! Wczoraj siedząc na fotelu u dentysty podczas leczenia kanałowego pomyślałam sobie że w końcu mam chwile dla siebie, w końcu nikt nic ode mnie nie chce :) Koniec świata. L wczoraj skończyła 4 tygodnie, potrafi cały dzień nie spać i w przerwach w bólach brzuszka obserwować mamusię, tatusia trochę mniej bo on nie ma piersi i potrafi się wymiksować. A E.. rojber pełną gębą ale siostrę kocha to pewne, gdy płacze podchodzi i głaszcze po główce i ją całuje albo buja w leżaczku. Dostępu mu nie bronię ale sam na sam ich nie zostawiam. 

21:53, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
czwartek, 02 lipca 2015

Droga M,

Nie mam kiedy się po tyłku podrapać- dosłownie. Nie ma czasu na nic. Postanowiłam się w końcu tu pojawić kosztem oczywiście nieposkładanego prania. Dzisiaj Córa kończy 3 tygodnie, nie do wiary że ten czas tak szybko mija. Od 3 dni borykamy się z bólami brzucha u Młodej, już sama nie wiem czy to coś co zjadłam jej tak zaszkodziło czy nietolerancja laktozy jak u E. Jutro oddajemy do badania kupę i będzie wiadomo co i jak. Póki co herbata koperkowa poszła w ruch. Skoro się pojawiałam to może wspomnę o porodzie bo czas tak szybko mija a pamięć bywa zawodna a nie chcę aby mi to umknęło.

Przypomnę tylko że termin miałam na 25 czerwca. Byłam z siebie dumna że dotrwałam do 38 tygodnia, nastawiałam się w końcu na poród w tym tygodniu, więc gdy mijał czwartek 11 czerwca byłam już rozdrażniona bo ten tydzień właśnie się kończył. Tego dnia miałam wizytę kontrolną u ginekologa. Najpierw siedzieliśmy z Młodym i Mężem na placu zabaw, przed 19 poprosiłam Męża abyśmy się już zbierali bo mówiąc bez ogródek zachciało mi się bardzo skorzystać z toalety. No i przeczyściło mnie z dwa razy. Pomyślałam sobie że może poród niedługo bo przed porodem z E było dokładnie tak samo. Wzięłam prysznic, wykąpaliśmy Młodego, Mąż kładł go spać a ja pojechałam na 20 do lekarza. Oczywiście się spóźniłam bo natknęłam się na aresztowanie jakiegoś kolesia i nie mogłam przejechać samochodem, potem cała w emocjach zapomniałam pójść do bankomatu i musiałam się wracać. W gabinecie byłam o 20:20 i mówię lekarzowi że dziś to nie mój dzień bo czuję się tak sobie. Poprosił o udanie się na fotel aby sprawdzić co tak słychać- nie zapomnę nigdy tej miny jak mnie badał i się okazało że do pełnego rozwarcia brakuje jedynie 2 cm. Zestresowałam się straszecznie bo nie byłam na to przygotowana. Byłam sama, nie miałam ze sobą torby więc tym bardziej zastanawiałam się jak to wszystko zorganizować. W pierwszej chwili miałam wracać do domu po torbę ale lekarz poprosił abym pojechała lepiej do szpitala a Mąż mi torbę dowiezie. Jeszcze w gabinecie zadzwoniłam do teściowej aby zbierała się bo rodzę. Wychodząc z gabinetu lekarz powiedział już na korytarzu żebym napisała do niego smsa jak poszło nawet jeśli to będzie w nocy, choć podejrzewa że do 23 będzie po sprawie. Powiedziałam że ok, to to idę sobie urodzić J W poczekalni kilka osób zaczęło się śmiać, ja ze stresu też się śmiałam. Na izbie przyjęć oczywiście kazano mi czekać ale gdy tylko babsko zobaczyła co lekarz napisał na skierowaniu w biegu wypełniała ankietę i poproszono mnie o przebranie w ichnie ubrano i zawieziono mnie na wózku na porodówkę. Potem zrobiono mi usg, przywitałam się z położną która miała przyjmować poród. Jakże się ucieszyłam gdy się okazało że to ta sama która odbierała poród E. Pogadałyśmy sobie co mi przeszkadzało za pierwszym razem, co mnie bardzo bolało i czego chciałabym uniknąć, oraz poprosiłam aby w razie czego pozwoliła mi urodzić w innej pozycji niż na leżąco. Okazało się że nie ma problemu. A na ktg jakoś takich wielkich skurczy nie odnotowano, poczekałam jeszcze z pół godziny i zgodziłam się na podłączenie mnie do pompy oksytocynowej. Gdy skurcze przybrały na sile wypróbowałam gaz rozweselający. Byłam niepocieszona że kazali mi się położyć jeśli chce korzystać z gazu, a tak fajnie się skakało na piłce. Bardzo szybko zrozumiałam dlaczego trzeba leżeć, czułam się jak po dobrze zakrapianej imprezie ale do śmiechu mi nie było. W między czasie przyjechał mój Mąż który był chyba w większym szoku niż ja. Po 23 akcja rozkręciła się na dobre. Miałam wrażenie że boli bardziej niż za pierwszym razem. Ponoć tak jest, zwłaszcza przy szybko rozkręcającej się akcji bo wszystko w organizmie dzieje się na raz. Na szczęście męczyłam się dużo krócej niż za pierwszym razem bo o 23:40 moja długo wyczekiwana córka była na  świecie. I było tak jak powinno być. Było w miarę spokojnie, szybko i z pięknym rezultatem- dostałam moją kruszynkę na pierś i od tej chwili jesteśmy już razem. Czułam się osłabiona ale nie wstawałam 9 godzin jak po pierwszym porodzie, tylko po 2 godzinach z pomocą męża normalnie skorzystałam z toalety. Gdy sobie trochę odpoczęłam wstałam i ubrałam córeczkę choć położna powiedziała że przyjdzie to zrobić. Okazało się, że moje serce bez problemu dysponuje miłością dla dwójki dzieci. Jak mogłam mieć jakiekolwiek wątpliwości :)

22:32, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
wtorek, 23 czerwca 2015

Droga M,

Żyjemy :) Cóż to był za tydzień.... Chrzest bojowy przeszliśmy. E się rozchorował na dobre, jego stan się pogarszał z godziny na godzinę. Lekarz usłyszał jakieś szmery w oskrzelach, zalecił antybiotyk a w nocy dostał jeszcze szczekającego kaszlu i zaczął nam się dusić. Osiwiałam chyba. Kilka dni bardzo wysokiej gorączki, dochodzącej nawet do 41 stopni dało się nam we znaki. Ja musiałam być odizolowana z Młodą w jednym pokoju i przeżywałam katusze nie mogąc być z moim chorym dzieckiem. Mąż mi dopiero po fakcie powiedział jak wysoką gorączkę miał E, bo wiedział że bym po pogotowie dzwoniła. Poradził sobie, oboje sobie poradziliśmy. Musieliśmy się podzielić, inaczej by się nie udało. Miała być dzisiaj historia porodowa ale jak zwykle okazało się że poród przy tym co czeka nas po nim to pikuś więc innym razem. Powiem tylko że E na siostrę zareagował bardzo pozytywnie, do tej pory tak jest. Staramy się nie bronić mu do niej dostępu tylko nadzorować ale póki co to głównie ją głaszcze, całuje w główkę i wącha jej stopy i udaje że śmierdzą :) A tymczasem ja walczę aby przybierała na wadze bo coś ciężko z tym było w zeszłym tygodniu ale sądząc po ilości stresu słabo było z laktacją. Jutro będzie położna na ważenie i liczę że jej rady przyniosły rezultaty. Bardzo mi zależało na karmieniu piersią, zwłaszcza gdy w domu panowało choróbsko. Ja się czuję super w porównaniu z pierwszym porodem i byle do przodu. Przedstawiam Wam moją kochaną córkę bez której nie wyobrażam sobie już życia :) Skradła moje serce gdy tylko ją zobaczyłam, przytuliłam. Pierwsza sesja za nami a to zapowiedź :) E miał  takie samo zdjęcie. Chciałam porównać czy są do siebie podobni:)

22:19, rozmowyzm
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 15 czerwca 2015

Droga M,

Od wczoraj jesteśmy w domu. Podczas wyjścia towarzyszyła nam odświętna atmosfera. E przyszedł do siostry z prezentem ale i siostra miała dla niego na dzień dobry, mama z kolei otrzymała piękny bukiet róż :) No ale już w aucie E poleciały pierwsze gluty, no i się zaczęło. Od wczoraj katar, dzisiaj już kaszel :/ Pierwsza noc była cieżka, zamienialiśmy się tylko pokojami i opieką nad którymś z dzieci bo żadne spać nie chciało. L zasnęła w końcu po 3 nad ranem a E o 4 wstał, choć budził się całą noc co 15 minut. Oszaleć idzie. Chodzę zestresowana bo boję się o L, przecież jest taka malutka i katar dla niej to poważna infekcja. Do tego E daje w kość bo jest strasznie marudny i nie chce w ogóle współpracować. Reakcja na siostrę jednak jest słodka, bo by najchętniej jej tylko buziaki dawał. Z samego rana przybiegł i zdziwił się że łóżeczko jest puste. Uśmiechnął się gdy znalazł ją obok mnie grzecznie śpiącą. A teraz mam swoje 3 minuty na ciepłą herbatę i siku. Zdrowia nam trzeba, zdrowia :/ Szkoda że katar psuje nam te pierwsze wspólne chwile :(

08:56, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
piątek, 12 czerwca 2015

Liliana od wczoraj uszczesliwia nas swoja obecnoscia :) jestesmy cale i zdrowe no i oczywiscie szczesliwe.

 

16:45, rozmowyzm
Link Komentarze (11) »
wtorek, 09 czerwca 2015

Droga M,

Umowa ze żłobkiem podpisana. Myślałam że się tam popłaczę. Trafiliśmy akurat na czas drzemki i było cicho jak makiem zasiał. Zanim podpisałam umowę  poszperałam w necie i poszukałam opinii na ich temat. O dziwo nie znalazłam żadnej złej, wszyscy wychwalali tą placówkę więc dlaczego mnie to wcale nie uspokoiło :) Wstepnie ustaliłam że pierwsze nasze wizyty będą po około godzinie ale docelowo póki siedze w domu będę go odbierać po obiedzie, czyli ok 12. Trzeba będzie przesunąć czas drzemki. A na podwórku pojawiły się kleszcze :/ Czy ja wspominałam że mam fobię przed kleszczami. Sąsiad troszkę młodszy od E właśnie wczoraj złapał jednego :/ Poleciałam (choć mój ruch średnio można nazwać teraz lataniem) do apteki i kupiłam spray przeciw kleszczom dla dzieci bo ten który mam jest tylko przeciw komarom. Teraz przed każdym wyjściem na dwór będzie psikanko a po każdym powrocie inspekcja. A Fasolina nadal każd na siebie czekać. Typowa baba, najpierw straszy a potem się rozmyśla :) Na szczęście ostatnie usg w szpitalu pokazało niższą wagę niż na usg starszej daty u mojego lekarza więc może nie będzie tak źle ale boję się straszecznie mimo wszystko. Tak już mam. 

21:16, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 08 czerwca 2015

Droga M,

Trudna to była noc. Organizm chyba przeżył szok bez dodatkowej dawki progesteronu i zwariował. Przez godzinę regularne skurcze potem znowu nie, potem znowu tak aż w rezultacie zasnęłam koło 5 rano. Oczami wyobraźni widziałam siebie już na porodówce. Zobaczymy co będzie dalej. Przyznam że wczoraj czułam się źle i generalnie do niczego a dzisiaj wcale nie jest lepiej. Stan błogosławiony... Czekamy dalej.

10:48, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
piątek, 05 czerwca 2015

Droga M,

Nie do wiary! Udało się dotrwać do 38 tygodnia :) Cieszę się i czuję ulgę ale to wcale nie oznacza że cierpliwości mam w zapasie. Tak naprawdę psychicznie znoszę to coraz ciężej bo na poród nastawiałam się już od końcówki 36 tygodnia. Jutro mam wizytę i zobaczymy czy coś na dole się zmieniło. Od kilku dni wieczorami czuję przeokropne kłucie w szyjce, jak się położę jest w miarę ok ale o siedzeniu nie ma mowy. Moja rozłąka z E coraz bliżej :( Dzisiaj mu przygotuję zdjęcie w ramce aby mógł sobie popatrzeć na mamusie kiedy chce. Ja się z kolei na zapas próbuje na niego napatrzeć, nakręcam filmiki i staram się z nim spędzać jak najwięcej i jak najprzyjemniej czas. Jest to trudne bo sił coraz mniej a cierpliwości tyle co nic. A w niedzielę według wcześniejszych ustaleń bye bye luteino. Przyznam, że się boje ale to chyba normalne. Generalnie dla mnie za dużo zmian na raz- E dostał się do żłobka od września. Wiem że powinnam się cieszyć ale w stanie obecnym rozchwiania emocjonalnego nie jest to dla mnie dobra informacja. Przeryczałam pół dnia jak się dowiedziałam i pewnie nie spotka się to ze zrozumieniem ale trudno. Wszystkie plusy i minusy znam i nie chodzi o to aby mnie przekonywać. Musze to wszystko sobie w głowie poukładać. Nic nie poradzę na to, że nie lubię zmian i błądzę jak dziecko we mgle gdy nie mogę czegoś zaplanować a mam wrażenie że nad tym co nas teraz czeka straciłam już dawno kontrolę. Nie lubię tylu zmian na raz.

10:37, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 maja 2015

Droga M!

Nie do wiary, dotrwałam do 37 tygodnia :) Porównując to Eryk urodził by się dziś w nocy a był podtrzymywany fenoterolem, tylko Fasolina ma wyższą wagę niż wtedy E i wydaje się być silniejsza sądząc po kopniakach i akrobacjach w brzuchu. W niektórych źródłach już 37 tydzień uznaje się za ciąże donoszoną ale my czekamy na 38, jest szansa. Szyjka miękka na 1 cm. W sumie nie wiem czy to dużo czy to mało. Póki co czekamy na następną wizytę 6 czerwca. A mój Synuś kochany po raz drugi przeszedł 3 dniówkę... Lekarz który za pierwszym razem diagnozował 3 dniówkę dał by sobie rękę odciąć że przechodzi dziecko ją raz, potem się na ten wirus uodparnia. A tu dupa. Noc już była lżejsza, dzisiaj bez gorączki więc poszliśmy z nim do piaskownicy bo energia go już rozpierała. A wieczorem rozbieram go do kąpieli i widzę to samo co wtedy, wysypka jak złoto od pupki po plecy i brzuszek. Dokładnie tak jak wtedy. Po raz kolejny przekonałam się aby nie ufać lekarzom w 100 % i ile lekarzy tyle teorii. Ulżyło mi, że wiadomo co to bo takie niewyjaśnione gorączki do 40 stopni powodują we mnie duży lęk. Rozpadam się na kawałki gdy moje dziecko choruje. 

21:00, rozmowyzm
Link Komentarze (11) »
wtorek, 26 maja 2015

Droga M,

Na dzień matki moje dziecko zaczęło gorączkować znowu prawie do 40 stopni :/ Ja od kilku dni mam tak silne skurcze, zwłaszcza w nocy że spać nie mogę i myślę czy to już. Teraz modlę się o jeszcze tydzień co by E wyzdrowiał. Jeśli gorączka mu do 3 dni nie zejdzie jedziemy na badanie krwi. Pani doktor nas też dzisiaj nastraszyła, że z tego też może się ospa rozwinąć, aby obserwować dziecko, że ostatnio plaga jakaś jest ospy. Nie biorę tego w ogóle pod uwagę,  bo nie będe miała jak do domu z noworodkiem wrócić. Serce mi pęka jak widzę E, snuje się biedny i widać że cierpi z tej gorączki :( Jedyna dobra rzecz to zwolnienie lekarskie które mój Mąż dostał na dziecko ze względu że w każdej chwili mogę urodzić, tak więc do końca tygodnia mam pomoc. Niewyobrażalna ulga bo w nocy rozmyślałam jak ja sobie poradzę z chorym dzieckiem jak ledwo sama się już ruszam. 

A z tych pozytywnych rzeczy to dostałam dzisiaj przepiękną laurkę, kwiaty i kubek na dzień mamy :) To przywilej Synku być Twoją mamą :) O Tobie moja droga M myślę cały dzień i wspominam Cię ciepło i żałuję że nie doczekałaś tego dnia gdy obie byłyśmy matkami. Kocham Cię, zawdzięczam Ci wszystko.

20:56, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24