RSS
czwartek, 21 maja 2015

Droga M.

Ostatni tydzien to byla emocjonalna jazda... codziennie, teraz co dwa dni :) Generalnie coraz trudniej mi i fizycznie i psychicznie. Na pewno nie pomaga? fakt, ?e opatrunek na z?bie nie wytrzyma? tyle ile powinien i z?b zacz?? bole?. Targana dylematem i?? czy nie i?? m?czy?am si? z bólem. No ale do ostatniej chwili mia?am nadziej?, bo ból pojawia? si? i znika?. Zdrowy rozsadek zwyciezyl i obawiajac sie ?e ból zlapie mnie na porodówce albo potem na oddziale zapakowa?am si? w auto i pojecha?am. Domysla?am sie, ze w ciazy z bólem nie odprawi mnie z kwitkiem. Ale? si? nacierpialam. Znieczulenie by?o ale przy stanie zapalnym to moglo byc ich nawet 10 i dupa- prawie jajo znios?am. Zab zatruty, czekam na wizyt? 1 czerwca- moze sie wyrobi?, jak nie odwolam. 

A Fasolina w dniu rozpoczecia 36 tygodnia wed?ug usg ma 3591 g, z granica bledu jest to okolo 3200. W sumie cieszy mnie ?e prawid?owo przybiera na wadze, wiem jak sie martwilam ze z E co? nie tak bo wzrost byl zahamowany i nie wiadomo czemu. Mia?am dzisiaj bardzo konkretn? rozmow? na temat moich oczekiwa? tego co mnie czeka. Mo?liwe s? 3 opcje- cesarka, wcze?niejsza indukcja i czekanie. Powiedzia?am, ?e chce szybko urodzi? a co najwa?niejsze szybko wróci? do domu do mojego dziecka. Póki co jest decyzja ?e czekamy. Za tydzie? mam przyj?? na wizyt? je?li b?dzie mnie co? niepokoi?o a za dwa mam si? pojawi? na wizycie w szpitalu juz ze spakowana torba w bagazniku. Podejrzewa ?e na tym etapie mo?e by? ju? takie rozwarcie ?e bez sensu b?dzie wraca? do domu. Lutein? od??czamy 7 czerwca i mo?e by? tak jak w przypadku fenoterolu- dwa dni i rodz?. To wszystko jest ju? takie realne. Nadal nie wierz? ?e za moment b?d? mam? dwójki dzieci- podwójna rado??, podwójny stres, podwójne niewyspanie. Na chwil? obecn? szyjka mi?kka ale nie skrócona, cokolwiek to znaczy :)

ps. blox mnie do szalu doprowadzi, co on wyprawia z polskimi znakami????...

10:19, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
niedziela, 17 maja 2015

Droga M,

Jakoś dziwnie się czuję. Nawet nie potrafię opisać tego uczucia. Jest mi po prostu dziwnie, inaczej jakoś. W nocy obudziły mnie straszne dreszcze, brzuch przez to zrobił się twardy jak skała. Mąż poszedł spać do drugiego pokoju bo od mojego kulania się pół nocy niewyspany chodzi i dowołać się go nie mogłam, dodzwonić też nie. Ledwo wstałam, nawet stojąc obok niego nie mogłam go dobudzić. W końcu uniosłam się a on do teraz wypomina że prawie zawału nie dostał. Podał termofor, zmierzył temperaturę ale okazało się że nie gorączkuję. Potem jakoś dziwnie nie mogłam oddechu złapać ale to pewnie ze stresu bo przyznam że się trochę przestraszyłam. W końcu wymęczona zasnęłam i całe szczęście że dziś była niedziela bo mogłam sobie dłużej w łóżku poleżeć. Cały dzień dzisiaj czujnie obserwowałam aktywność Fasoliny. Postanowiłam w nocy że jeśli będzie się ruszała mniej niż zwykle podjadę do szpitala na badanie. Nie zauważyłam nic niepokojącego w jej ruchach ale ja jestem cały dzień nieprzytomna i ledwo się ruszam i nawet podrapanie po nodze powoduje że mam zadyszkę. Stan błogosławiony kurcze... 

22:01, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
piątek, 15 maja 2015

Droga M,

3 tygodnie do ciąży donoszonej a u nas katar zagościł. Póki co E ma gile do pasa ale ja już zaczynam się czuć średnio... Obudziłam się z bólem głowy a jeszcze mój kochany Synuś dopomógł i przyfasolił mi z całej siły telefonem w głowę chcąc żebym zrobiła halo halo... :)  Znowu zauważyłam, że E się zmienił. Coraz więcej udaje mu się słów powiedzieć, być może przypadkiem. Ale dzisiaj zszokował mnie całkowicie. Leżymy sobie i próbujemy usnąć oboje, jemu idzie trochę gorzej i nagle dotyka paluszkiem do moich ust i mówi " Co ty tam masz", myślałam że się przesłyszałam ale udałam że zrozumiałam i powtórzyłam pytanie , że co ja tam mam? Ale gdzie? A on na to- "tam" :) Będąc dalej w szoku odpowiadam że ja mam tam zęby, Ty też masz zęby w swojej buźce, po czym mu pokazuje. A on zapytał jeszcze raz wyraźnie " Co ty tam masz". Nie wiem czy to możliwe aby w tym wieku udało mu się takie rzeczy mówić i czy rzeczywiście to nie był przypadek ale jestem starszecznie dumna :) Generalnie też modniś się zrobił. Wyciąga z szafy ubrania, zazwyczaj te które przygotowałam już na lato bo potem mogę nie mieć czasu i próbuje je założyć. Widząc że jest bardzo zdeterminowany pomagam mu założyć krótkie spodenki na te spodnie które ma aktualnie. No i modniś potrafi tak przez 10 minut przeglądać się w lustrze. 

Z racji 35 tygodnia ciąży postanowiłam wziąć się za pakowanie torby bo tak gadałam o tym i gadałam a w rezultacie miałam tam zaledwie kocyk, kilka ubrań dla dziecka i koszule do porodu i kilka pierdół. Gdybym się musiała nagle dopakowywać i jechać do szpitala to chyba z 2 godziny bym musiała poświęcić aby wyjść z domu. Teraz mam już większość rzeczy spakowanych, lista rzeczy do zapakowania w ostatniej chwili gotowa. Zrobiłam też listę co jeszcze muszę zrobić przed porodem... A miałam na tym etapie już tylko leżeć i pachnieć.... Nie ma szans, mam nadzieję że się ze wszystkim wyrobię. 

16:34, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 11 maja 2015

Droga M,

To dziś... będę wspominać po raz czwarty jak o 15:10 zatrzymał się dla mnie świat... Jak leżałaś tam taka bezbronna, wszyscy się patrzyli a oni przestali Cię ratować. Jest o wiele chłodniej niż tamtego dnia.  Płaczliwie dzisiaj u mnie. Do tego dochodzi fakt, że jeszcze nie jestem gotowa na pojawienie się Fasoliny. Świadczy o tym chociażby wczorajszy atak paniki i łzy które wylewałam na samą myśl o szpitalu. Nie jestem gotowa aby rozstawać się z E na tyle dni i boję się że coś pójdzie nie tak i nie wrócę już do domu. Takie właśnie lęki mam w swojej głowie. Nie mamy pojęcia czy będzie możliwe aby Mąż był przy mnie bo nie wiadomo czy będzie kto miał się zająć E. Musimy chociaż obmyśleć plan awaryjny kto ma na porodówce ze mną być bo nie chcę być tam sama. Pewnie za kilka dni wszystko ułoży się z mojej głowie a życie pokaże że wszystko da się zorganizować jak trzeba, tylko że ja lubię mieć wszystko zaplanowane i to mi daje poczucie bezpieczeństwa a akurat tego zaplanować się nie da i dlatego niepewnie się czuję. O wiele bardziej proste było to zorganizowania jak rodził się E bo zleceń w tym czasie żadnych nie było, jeździł tylko do pracy więc zawsze był pod telefonem gotowy do przyjazdu a teraz... nie dość że gdy będę już miała ciąże donoszoną to on akurat wyjedzie na zlecenie na cały dzień i noc to jeszcze ktoś musi zająć się w tym czasie E. Kiedyś nie było dylematów- facet zostawał w domu z dzieckiem a kobieta szła sama rodzić. Nie miała wyboru. Tak to jest, że jak się ludzie nie mają wyboru to źle a jak mają to też niedobrze... Źle mi dzisiaj, tęsknię za Tobą tak mocno że aż boli. Zbyt szybko odeszłaś i zbyt niespodziewanie. 

10:02, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 maja 2015

Droga M,

Fasolina idzie na rekord... Przy dopiero rozpoczętym 34 tygodniu usg pokazuje 2881 g. Nawet przy marginesie błędu osiągnęła tyle co E jak się rodził. Lekarz twierdzi że przy takim wzroście będzie z 4 kg i niestety ale mój organizm sobie z tak dużym dzieckiem nie poradzi. Gdyby to był jakiś inny nowy sprzęt to bym się nie przejęła bo na każdym usg pokazuje mi inną wagę ale już drugą ciąże na nim mierzy i mam porównanie :/ Póki co nastawiam się na poród naturalny bo przecież nie wiadomo jak będzie, kiedy się zdecyduje na wyjście z brzucha. Ale jeśli rzeczywiście tak będzie dla mnie i dziecka najlepiej według lekarza głupio upierać się nie będę. Póki co jadę na rezerwie sił fizycznych i psychicznych ale dam radę bo innego wyjścia nie mam. Całe szczęście że szyjka ok z tego się cieszę przeogromnie, myślę że to że nie daje się ponieść w siną dal przynosi rezultaty. Donoszenie ciąży wydaje się być jak najbardziej realne.

10:33, rozmowyzm
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 04 maja 2015

Droga M,

Ależ mnie dzisiaj wszystko denerwuje! Jakiś kryzys chyba mam, który wynika z permanentnego niewyspania. Dzisiaj znowu zasnęłam koło 4 nad ranem a wcześniej uskuteczniałam wycieczki do wc. Jakoś niemiłosiernie kurczył mi się w nocy brzuch i nie mogłam ze stresu zasnąć. W trakcie dnia gdy już byłam o krok od drzemki wraz z E Kotosław postanowić podrzeć gębę i budził mnie i dziecko. Myślałam że futro za okno wywalę. Poddałam się i wstałam. Niedługo po mnie wstał E i dorwał moją kawę na szczęście zimną która stała na oparciu kanapy. Jak się można domyślać kawa wylądowała na kanapie. "Poleciałam" (choć to raczej świński trucht był ) i zaczęłam ratować kanapę i kątem oka widzę jak Młodociany jakimś cudem odkręca swój kubek i leje się po nim cała zawartość.... No myślałam że mnie coś trafi! Zostawiłam kanapę, ściągnęłam z E mokre ubranie, uchował się tylko pampersiak, wytarłam parkiet i dokończyłam czyszczenie kanapy. Potem zrobiłam kaszkę, nakarmiłam i przetrwałam histerię bo nie dałam pilota do ręki po czym żeby matka usiąść nie mogła spokojnie na d. mój Syn zrobił kupę. Tak- kupę. Nie będę tutaj ściemniać i ubierać tego w ładne słowa. Musiałam wyjść do kuchni policzyć do dziecięciu... Używałam nadludzkiej siły aby swojej frustracji nie wyładowywać dzisiaj na ślubnym bo niepotrzebne mi kłótnie a do tego E źle znosi nasze sprzeczki. Zawsze jak jest świadkiem nerwowej sytuacji między nami to budzi się w nocy z płaczem więc się powstrzymuję. Trudny dzisiaj dzień, wiem że to minie ale nie jest łatwo. Nie ukrywam że moje poddenerwowanie spowodowane jest zbliżającym się wielkimi krokami porodem a poza tym za kilka dni rocznica tego felernego dnia gdy straciłam Cię droga M. Powietrze tak samo pachnie i lęki wracają jakby to było wczoraj. To niełatwy czas, bo rany wcale nie są zabliźnione. To już chyba zawsze będzie bolało tylko człowiek uczy się z tym bólem żyć ale gdy zbliża się rocznica wszystko staje przed oczami na nowo. O życiu chcę myśleć a nie o śmierci. To miesiąc gdy wszystkie lęki przed nagłą stratą bliskich mam tuż pod skórą. Taki właśnie dla mnie jest maj. 

21:42, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Droga M,

Właśnie odbywa się nasze podejście nr dwa do wyboru wózka. Z początku myśleliśmy że E na tym etapie nie będzie już korzystał z wózka ale niestety półtora roczne dziecko z wózka czasem nadal chce korzystać. A nawet jak nie będzie chciał to będzie zmuszony. Mam na myśli wypad dalej niż przed blok, bo inaczej najnormalniej w świecie nie ogarnę dwójki dzieci, bo E wcale grzecznie przy wózku maszerował nie będzie a przecież nie zostawię Fasoliny żeby gonić E. Oczywiście w ruch pójdzie również chusta zakupiona od jednej z blogowych mam :) Od kilku dni grzebię w necie, dziś postanowiliśmy wybrać się do sklepu i uzyskać odpowiedzi na pytania które urodziły się w mojej głowie. Niestety trafiliśmy na sprzedawcę który chyba był tam z przypadku, bo czasem miałam wrażenie że wiem na ich temat więcej od niego. Pod uwagę wzięłam 3 wózki

1. Phil&teds navigator. Takowego nie było ale był phil &teds clasic. Z tego co wyczytałam noworodek jest układany w miękkiej gondolce na rozłożonej na płasko spacerówce. Starsze dziecko jest na dolnym siedzisku. Moje pytanie to: czy starsze dziecko siedzące na dole nie ma górnego siedziska na czole w momencie gdy jest ono rozłożone. Generalnie niewypał straszny. Jest to wózek przewidziany dla dwójki siedzących dzieci. Dziecko na dole nie ma miejsca na głowę ani na resztę swojego ciałka... Kolejny minus- 3 koła ale po płaskim prowadzi się super. Plus jest taki że jest w miarę lekki i cena nie spowodowała wzrostu ciśnienia krwi

2. Baby Jogger city select- bardzo długo był to mój nr jeden do czasu gdy się okazało że siedzisko spacerowe jest przeraźliwie małe. Gdy wsadziliśmy do wózka E to prawie dotykał głową budy więc zimą w ubraniu mógłby się chyba nawet do tej spacerówki nie zmieścić. Wielka szkoda bo kupiłabym go od ręki mimo że nie należy do tanich i lekkich. 

3. iCandy Peach 2- 

Cztery koła więc w internecie zwrócił moją uwagę. Niestety nie w sklepie go nie mieli więc pokazać go mogłam jedynie w katalogu. I na tym się skończyło bo opcja z dwoma spacerówkami i gondolką kosztowała ok 6 tyś zł więc od razu zrezygnowaliśmy

Gdy tak łaziłam zainteresował mnie jeszcze 

4. Phil&teds verve. Większy niż clasic. Duża i obszerna spacerówka, cztery koła ale ciężki jak cholera. Tutaj ponoć istnieje opcja zamontowania miękkiej gondolki tylu kokon pod siedzisko spacerowe, niestety taka dodatkowa opcja kosztuje ponad 450 zł. Niestety nie mieli tej opcji na sklepie i nie mogł mi pan tego zademonstrować a w żadnym katalogu nie było pokazanej opcji montowania gondolki na dole, tylko na rozłożonej spacerówce więc sama nie wiem czy on g.. wiedział czy ja nie doczytałam. Znalazłam po powrocie do domu zdjęcie w necie ale muszę to zobaczyć na żywo. Wózek nie jest tani bo razem z tą gondolką wyniósł by nas 3500 zł ale jeśli spełnił by moje oczekiwania.... No chyba że udało by mi się kupić taki używany. Niestety ten wózek chyba był najcięższy ze wszystkich :/ Zobaczymy czy uda im się sprowadzić ten kokon żeby mi to zaprezentować bo od razu zaznaczyłam że tyle pieniędzy to ja w ciemno nie wydam. Póki co czekam na telefon ze sklepu ale coś mi się wydaje że zostaniemy bez wózka :) Wózki jeden obok drugiego nie wchodzą w grę bo nie wejdę do żadnego sklepu a mam być samodzielna i mobilna. A poza tym u nas nerwowo. Jakaś chmura zawisła nad nami, choć dzisiaj pierwsze promienie słońca zawitały a na złość za oknem pogoda się popsuła.

21:43, rozmowyzm
Link Komentarze (18) »
czwartek, 23 kwietnia 2015

Droga M,

Rozpoczynam 32 tydzień ciąży. Jest to dokładnie ten sam czas gdy w ciąży z E zaczęły się schody czyli skracanie szyjki i zahamowanie wzrostu. Znając siebie będę na pewno bardziej czujna i zestresowana przed każdą wizytą. Starałam się jak najwięcej przygotować na pojawienie się Fasoliny do tego czasu aby móc teraz więcej odpoczywać. Mam za sobą pracowity czas, ale wszystko oczywiście w ramach rozsądku choć przyznaję się bez bicia że ostatnie dni spędzam przy maszynie do szycia prawie do północy. Została mi jeszcze do uszycia poszewka do kompletu ale muszę dokupić bawełnę bo nie przewidziałam że będę chciała jeszcze to uszyć. Dziecko prez długi czas nie będzie używało poduszki ale chcę kupić chociaż materiał żeby potem nie było problemu jak mi go wykupią. Czeka więc mnie wyprawa do sklepu z materiałami. Kupię od razu trochę koronki na ubranko do sesji dla Fasoliny ale to mam zamiar uszyć na wymiar gdy Fasolina się pojawi. To nie zajmie raczej dużo czasu więc powinnam znaleźć pół godziny po porodzie choć pewnie nie znajdę nawet piętnastu przy dwójce dzieci :)

Zarówno E jak i Fasolina mają się dobrze. E dzielnie trenuje wchodzenie po schodach żebym mogła po porodzie swobodniej z nim wyjść na dwór. Nie ma już wnoszenia. Trwa to czasami bardzo długo, bo się rozmyśla i nie chce iść dalej, sfochowany kładzie się na klatce schodowej albo sobie usiądzie i ani myśli iść dalej. Ja ćwiczę w sobie cierpliwość i czekam aż mu się zachce, nie ulegam. Gorzej jak pilnie muszę do toalety ale jakoś dajemy radę. Dzisiaj pogoda piękna więc będziemy znowu trenować bo mam zamiar pójść z nim do piaskownicy. Fasolina z kolei rośnie jak na drożdżach i bardzo mnie to cieszy, dzisiejsze pomiary pokazały 2264 g. Lekarz twierdzi  że docelowo powinno być koło 3500- 600. To o cały kilogram więcej niż miał E. A na koniec przedstawiam moje ostatnie dzieło ochraniacz na łóżeczko z kocykiem. To własnie do tego kompletu chcę doszyć jeszcze poszewkę na poduszkę :)

10:07, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 kwietnia 2015

Droga M,

No i się doigrałam... Ostatnio u dentysty byłam  chyba przed ciążą z E więc to się musiało tak skończyć... Kilka dni temu zaczęłam odczuwać dyskomfort pijąc zimną wodę ale ból był chwilowy i dawał o sobie zapomnieć ale gdzieś z tyłu głowy miałam myśl aby umówić się na wizytę bo bałam się straszecznie że którejś nocy mnie ból złapie potem mnie nikt nie będzie chciał przyjąć i trafię nie do tego gabinetu do którego chcę tylko do tego który nie jest oblegany. Niektórzy wiedzą jak wyglądały moje podchody do tej wizyty :) No śmiechu warte, stara baba a się dentysty boi. Nie wstydzę się tego. Boję się dentysty, porodu, gastroskopii i jeszcze kilku zabiegów o których jeszcze pewnie nie wiem. Generalnie mam niski próg bólu a swoje u dentysty wycierpiałam i mam uraz. Uważam że dzisiaj nie powinno czuć się bólu przynajmniej u dentysty, bo na znieczulenie przy porodzie mają szanse tylko nieliczni a to też jakieś nieporozumienie... Wczoraj zęba nie poczułam ani razu więc zadowolona pomyślałam że po kryzysie i do porodu spokojnie dociągnę. Ale dzisiaj tak sobie siedzę i poczułam go a nie jadłam ani nie piłam więc zaczęło się dziać więcej. To był impuls- zadzwoniłam i na poniedziałek chciała mnie zapisać. Błagałam ją o dzisiejszą wizytę a bo ja w ciąży, a że co ja zrobię jak w weekend się ból rozkręci a że kilka dni się zbieram żeby zadzwonić a że do poniedziałku to ja się rozmyślę jeśli przestanie boleć... Ubłagałam :) Na szczęście nie miałam wielu godzin oczekiwania bo bym nerwowo nie wytrzymała. Ale meliskę sobie wypiłam, nie powiem :) Generalnie z wizyty jestem bardzo zadowolona, choć skończyło się tylko na jakimś lekarstwie i opatrunku i trzeba mieć nadzieję że wytrzyma do porodu i ból się nie rozkręci bo wówczas już tylko leczenie kanałowe. Powiem szczerze że byłaby to wątpliwa przyjemność zwłaszcza na tym znieczuleniu dla ciężarnych- to jakieś nieporozumienie było. Działało owszem ale jakże krótko! Przestało działać jeszcze podczas wiercenia ale na szczęście na samej końcówce. Tymczasem trzeba trzymać kciuki że lekarstwo pomoże. Zostałam nawet pochwalona że mimo strachu przyszłam zanim ból się rozkręcił bo wtedy już żaden opatrunek nie pomógł. A tymczasem Fasolina rozpoczęła 31 tydzień a z E zrobiliśmy postęp w kwestii bicia nas. Pogrzebałam w necie, wyciągnęłam wnioski i po 3 dniach konsekwentnego naszego zachowania zalecanego w takich sytuacjach jest poprawa :) Ufff :) 

21:09, rozmowyzm
Link Komentarze (11) »
czwartek, 09 kwietnia 2015

Droga M,

Jakże się cieszę, że święta mam już za sobą. Obawiałam się ich strasznie i musiałam swoje odchorować bo i fizycznie i psychicznie mnie wykończyły. Niestety mimo wzmożonych skurczy nie miałam jak poleżeć i trochę się obawiałam o szyjkę. W sumie nie trochę- chwilami odchodziłam od zmysłów że nie wiem co się tam w środku dzieje. Zapodałam sobie luteinę zgodnie z zaleceniem wcześniejszym w razie nasilenia skurczy. Dzisiejsza wizyta troszkę mnie uspokoiła ale tylko tak trochę bo ja nie potrafię przestać się martwić o Fasoline i poród. Lekarz włączył mi dzisiaj luteinę i mam nadzieję że trochę mi pomoże. Ponoć to że dzieć spory skurcze mogą być silniejsze ale mimo wszystko nie powinny być bolesne a bywają :/ 1866 g robi swoje :) Choć jestem przekonana że ta waga jest trochę zawyżona. AAAA no i zgodnie z moimi podejrzeniami zobaczyłam na usg córkę z główką na dole, ulżyło mi bo jest szansa że wszystko pójdzie zgodnie z planem.

A E... ten chłopak jest niesamowity... Zaskakuje mnie każdego dnia. Jest już dość samodzielny. Mam wrażenie że rozumie wszystko co do niego mówię. Niestety zaczął nas bić gdy mu się coś podoba ale nie tylko. Bije nas dla zabawy. Jak się zdenerwuje to cwaniak  przychodzi dać buzi i nie mam serca się na niego gniewać. Mały kombinator nam rośnie. Dzisiaj dzień był bardzo aktywny, rano moja wizyta z Fasoliną, po południu zaległe szczepienie na pneumokoki a potem jeszcze wybraliśmy się kupić farbę bo w weekend będzie malowanie sypialni. Przy okazji E dostał prezent od rodziców- mega zestaw klocków duplo. Jest to u nas ostatnio hit. Próbowaliśmy zastąpić duplo tańszym odpowiednikiem firmą Jixin ale niestety E lokomotywą bawił się aż jeden wieczór zanim zepsuł ją całkowicie. Raz udało się ją naprawić ale chwilę potem lokomotywa nie wytrzymała niewielkiego ataku gniewu małego człowieka :)

20:57, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24