RSS
niedziela, 15 lutego 2015

Droga M,

Wczoraj dzielnie leżałam. Odpuściłam rodzinny spacer na który czekam cały tydzień. I chyba to trochę pomogło, bo dziś rano czułam się znacznie lepiej. No ale ja jak to ja postanowiłam wykorzystać lepsze samopoczucie i wyjść krótko pospacerować z chłopakami. No i dupa. Ledwo z auta do domu doszłam tak się kurczyć zaczęłam. Dzisiaj już nie wstaję z kanapy i mam nadzieję, że jutro będzie brzydko szaro buro i będzie padało i nie będzie mnie ciągnęło na spacer. Leżakowania ciąg dalszy.

15:28, rozmowyzm
Link Komentarze (8) »
piątek, 13 lutego 2015

Droga M,

Trochę mnie nie było. Nie było mnie z wielu powodów. Głównym i podstawowym są  skurcze przepowiadające, które wróciły ze zdwojona siłą :/ Do tego E miał katar, potem troszkę gorączkował po szczepionce i doszły jeszcze problemy rodzinne. Nie skarżę się, że skurcze sprawiają mi ból, że chodzić nie mogę, że wstać z kanapy wtedy ciężko,  że utrudniają mi życie, to zupełnie nie o to chodzi. Podupadłam psychicznie bo wiem, że mogą one powodować skracanie szyjki. W takiej sytuacji powinnam się oszczędzać i słuchać swojego organizmu. Ciąże planowałam, wiedziałam że będzie ciężko jednocześnie opiekując się małym dzieckiem ale jakoś naiwnie byłam przekonana, że tym razem takie sytuacje mnie ominą. Powiem szczerze że skurcze są o wiele bardziej dotkliwe niż z E, a wiadomo jak to się skończyło. Staram się myśleć pozytywnie ale czasem jak zasypiam to taki lęk mnie ogarnia. Przecież wiem z czym się wiąże przedwczesny poród. W naszym przypadku wszystko skończyło się dobrze i nie mam prawa marudzić. Ale niestety w tej ciąży jestem bardziej świadoma zagrożeń. Niech ktoś mi powie, że miał takie silne skurcze tak szybko i wcale się to nie skończyło skracaniem szyjki i wcześniakiem. Nie chcę powtórki z rozrywki :-( Od dziś zaczynam myśleć że się uda, musi się udać. Przecież już pokochałam Fasolinę i nic jej się nie może złego stać. Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze. Rozpoczęłam tydzień 22, czyli jeszcze 16 do donoszenia ciąży. Uda się, uda się, uda się... To źle zazdrościć ale tak czasem czuję jak czytam albo słyszę od innych ciężarnych że czują się rewelacyjnie, że mogą góry przenosić. Jakże mi by takie znoszenie ciąży ułatwiło opiekę nad E. Zazdroszczę i wcale się tego nie wstydzę. Ale muszę wierzyć że wszystko skończy się dobrze. Najważniejsze że szyjka jeszcze cała i zdrowa :)  No i zdjęcie pamiątkowe z połówkowego..

po lewej E, po prawej Fasolina :) 

22:34, rozmowyzm
Link Komentarze (9) »
środa, 04 lutego 2015

Droga M,

Taaddamm!!! No i wiedziałam- E ma katar. Katar jak złoto. Najpierw były 3 kichnięcia a zaraz potem pojawił się długi wodnisty gil. Najpierw jeden, potem drugi. Na szczęście póki co gorączki brak i mam nadzieję, że tak zostanie. Ale długo Synuś był bez infekcji- nie ma co. Niech mi któraś babcia, ciocia go jeszcze raz pocałuje... W sumie mogło być zawsze gorzej co nie? Przynajmniej to nie zapalenie płuc, oskrzeli i inne dziwy. W porównaniu z ostatnimi przebojami katarek to dla nas w sumie prawie jak wakacje, nawet do lekarza nie muszę biec. No nic, damy radę. Zgodnie z poprzednimi zaleceniami lekarza nie ma gorączki to spacerujemy, tylko na pół godziny ale przynajmniej nie utknęliśmy w domu. Tylko na fridę E reaguje histerią, dużo łatwiej idzie mu smarkanie w chusteczkę, póki pewnie smark nie zamieni się w zielonego gilastego potwora.

p.s. Czy ja już wspominałam że kocham tesco? :) Panowie mi dzisiaj zakupy do domu przynieśli, zastawili pół przedpokoju, terminal do płatności pod sam nosek podstawili, podziękowali i poszli :) Tylko szpinak musieli mi dowieźć bo zapomnieli zostawić, jakaś karteczka im spadła- nie wnikam. Ważne że szpinak zaraz wyląduje w zupie :) Warto było poświęcić 7 zł dla takiej wygody, oj warto. 20 minut przed komputerem zamiast 2 godzin w sklepie. Będę korzystać zwłaszcza że coraz ciężej mi będzie z E i Fasoliną wybrać się na duże zakupy. 

20:57, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
wtorek, 03 lutego 2015

Droga M,

Dzisiaj dzień zaczął się niezbyt fortunnie- E przyfasolił mi moim telefonem komórkowym prosto w nos i mam piękną śliwę i obolałą kość. Boli nawet jak nie dotykam... ciekawe czy nos ma jakiś limit ciosów które może przyjąć zanim się złamie, bo mam wrażenie że mój już swój limit wyczerpuje. Potem E chciał zobaczyć czemu zakryłam dłońmi twarz i próbował mnie odwrócić i wyrwał mi pokaźną garść włosów. Wtedy dopiero otworzyłam oczy. Tak mnie powitał dzień, wiedziałam że niekoniecznie musi być dobry... Stresowałam się dobrych kilka godzin. Ba! Stresowałam się kilka dni bo od tygodnia byliśmy umówieni na szczepienie. Niestety popełniłam podstawowy błąd, oprócz ulotki w necie poczytałam też tysiąc artykułów i przejrzałam fora. Dramat to mało powiedziane. E dzisiaj chyba wyczuł atmosferę i ćwiczył moją cierpliwość. Był moment, że musiałam wyjść do drugiego pokoju pooddychać głęboko i popatrzeć za okno by ukoić nerwy. Od wczoraj histerie przybrały na sile. Ewidentnie wkracza w jakiś czas buntu. Tak jak potrafi być słodki przychodząc i np dając buziaka tak równie bardzo potrafi ciśnienie podnieść. Wizyta u lekarza również nie przebiegła w ciszy. Tak się darł na sam widok pani doktor że ciężko było rozmawiać a trzeba było obgadać wszelkie za i przeciw i jego stan zdrowia. Póki co gorączki brak ale uprzedzono nas że może wystąpić np po ok 10 dniach wraz z wysypką. Obserwacja dziecka- czas start. Nie polecam czytania czegokolwiek w internecie przed szczepieniami. 

22:39, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
niedziela, 01 lutego 2015

Droga M,

Wypuściłam się dzisiaj na zakupy :) E poszedł spać a ja wsiadłam w auto ruszyłam na podbój galerii w poszukiwaniu odpowiedniej czapki zimowej dla E. Mam już ich pierdylion ale żadna nie spełnia moich oczekiwań- w jednej ma odsłonięte zatoki, w innej ma odkryte uszy, jeszcze inna jest za cienka i z każdą jest coś nie tak. A poza tym ostatnio jakoś mnie nosi, za dużo siedzenia w domu chyba. Obeszłam wszystkie dziecięce sklepy ale i tak wróciłam do h&m. Czapka idealna kupiona za 5 zł, już się moczy i czeka na przepranie. Skończą się też moje kłopoty z wiecznym poszukiwaniem rękawiczek bo dokupiłam trzy pary :) No i coś zupełnie zbędnego- czapka z daszkiem której nie mogłam się oprzeć. Póki co wykorzystamy ją do sesji zdjęciowej ale na wiosnę będzie w niej biegał. Zrobiłam aż fotkę ale kolor wyszedł nie taki jak jest w rzeczywistości. Daszek i napis jest zielono żółtą żarówą :) Lubię jak ubranka mają trochę kolorków. Dla Fasoliny też coś znalazłam, nie mogłam się oprzeć. Te półśpiochy przy E sprawdziły się idealnie- szeroka nie uciskająca guma, materiał który się nie niszczy w praniu. Mam takie ale trochę większe więc postanowiłam dokupić :)półśpiochy rozmiar 56, czapeczki do kompletu rozmiar 50, bo 56 wydawał mi się za duży :) A wczoraj znajomi nas poprosili abyśmy odebrali dostawkę do łóżka bo już nie używają i im zawadza a my chcemy pożyczyć dla Fasoliny. No i pojechał i od wczoraj stoi w naszej sypialni łożeczko. Szczerze myślałam że przyjedzie złożone a tu niespodzianka- mam nowy mebel.Jest trochę mniejsze niż standardowe bo 40x90 ale mam nadzieję że na 5-6 miesięcy nam starczy :) I teraz mam dylemat- składać czy nie składać. Do terminu jeszcze kawał czasu. A oto moje nabytki :)

21:21, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
sobota, 31 stycznia 2015

Droga M,

Fiksuje ostatnio w domu, brakuje mi spontanicznych wypadów na pizzę czy wyjścia do kina. Dzisiaj postanowiłam się zbuntować i wyszliśmy na obiad na miasto. Młody pospał trochę dłużej niż zwykle ale my byliśmy zwarci i trochę się obawiałam jakiegoś wielkiego marudzenia małego głodomora zanim dojedziemy na miejsce. Jest przyzwyczajony, że wstaje z popołudniowej drzemki i od razu siada do obiadu. My gotowi czekaliśmy tylko na śpiącego królewicza :) Wybraliśmy knajpę, która jest zrobiona pod rodziny z dziećmi. Menu przeglądałam w internecie i wydawało mi się ok. Spodobał mi się też specjalny pokój zabaw dla dzieci a na sali restauracyjnej wielki telewizor na którym można było dzieci podglądać. Zamówiliśmy dla E zupę pomidorową z lanymi kluskami i z menu dziecięcego również kotlecik drobiowy, z marchewką ale zamiast frytek wybraliśmy ziemniaki z wody. W mojej głowie kotlecik drobiowy to był delikatny indyczek bez panierki- dostaliśmy kawałek fileta piersi z kurczaka w jakiejś okropnej panierce smażony na głębokim tłuszczu. Byłam też przekonana że dostanę gotowaną marchewkę- nic z tego. Zupa bardzo przypadła naszemu pierworodnemu do gustu. Filecik w sumie też, uprzednio mu zdjęłam całą panierkę bo jakoś nie jestem zwolenniczką tego typu atrakcji dla małych dzieci. Zwłaszcza w tłuszczu niewiadomego pochodzenia. Tak, wiem- być może przesadzam. W domu dostanie kawałek kotleta z panierką ale po 1 wiem co to za panierka po 2 smażę na klarowanym maśle. Zawsze to lepsze niż frytownica... No i się zaczęło E zauważył pokój zabaw. Nie spędził tam za dużo czasu bo od razu usłyszałam jak jednemu z dzieci zadudniło w oskrzelach. Kaszel miał dzieciak taki, że dziwiłam się z nim szlajają po mieście. No i tu pojawia się problem. Po ostatnich 2 miesiącach chorób ale w sumie nie tylko aż zastygłam. Miałam ochotę od razu uciec. Patrząc jak często E jest chory od urodzenia dostaje gęsiej skórki jak E wchodzi do tego typu pokoików. Walczę z tym uczuciem w sobie, tym bardziej że jeszcze 2 miesiace temu spotykał się na fitnesie dla mam z dziećmi i to dwa razy w tygodniu. Przyznam że szpital i pozostałe wizyty na sorze oraz wszystkie te choroby spowodowały, że panikuje na samą myśl o zarazkach. Być może kiedyś wyjaśnię dlaczego też jestem przewrażliwiona w tej kwestii ale to temat na innego posta... No i tylko E usłyszał tego chłopca kaszlącego sam zaczął kaszleć. Co prawda jest teraz na etapie papugowania i jak jakiś przechodzeń zakaszle to on tez od razu zaczyna ale nie mam pewności czy mu się nic nie zaczyna dziać w oskrzelach a we wtorek mamy zaplanowaną szczepionkę MMR i musi być całkowicie zdrowy. Obserwacja nadal trwa, oby to było tylko naśladowanie różnych odgłosów. A nam rośnie mały restaurator. Grzecznie zjadł połowę zupy i fileta z ziemniaczkami i kelnerki rozpływały się nad naszym słodziakiem. A on był w swoim żywiole :)

21:36, rozmowyzm
Link Komentarze (3) »
piątek, 30 stycznia 2015

Droga M,

Byłam na kontroli z Fasoliną. Ma się całkiem dobrze, waży już 455 gram :) Kawał Fasoliny :) Rozpycha się wciąż niemiłosiernie a to dopiero początek... Skurcze mają się trochę uspokoić za 2-3 tygodnie jak się obróci w którąś ze stron bo póki co nadal leży w poprzek. Tak się jej przyjrzałam i wcale się nie dziwię, że mnie boli jak się gimnastykuje. Nóżki zgięte w kolankach bo rozprostowane się już nie mieszczą a dno macicy jest zaledwie na wysokości pępka a ja jako osoba bardzo szczupła nie mam tak za dużo miejsca. Fasolina nadal jest w pomiarach większa o jakieś dwa tygodnie i wciąż termin porodu wyliczany jest koło 10 czerwca a nie 25 jak wynika z miesiączki. Ale kto to wie jak to będzie. Ja bym była szczęśliwa gdyby się udało donosić do 38 tygodnia. Wzruszyłam się na tym usg bo bardzo wyraźnie widziałam jej twarz. Mój lekarz nie ma usg nowej generacji a przy ruchliwym dziecku jeszcze trudniej o wyraźny obraz. Tym razem grzecznie sobie spała i pozwoliła mi się przyjrzeć :)Ciekawe czy jak się urodzi to będzie bardzo podobna do brata. E nadal nie rozumie że mama nosi w brzuchu dzidzię ale lubi wkładać paluszki w coraz bardziej widoczny pępek :) Humor nadal mam jakiś taki średniawy, mam nadzieję że mi to minie w najbliższych dniach. Wczoraj na dokładkę się podłamałam bo mój Tata się nagle zapytał kiedy będzie wiadomo jaka będzie płeć dziecka. Kopara mi opadła i byłam przekonana, że sobie żartuje bo przecież od połowy grudnia trąbimy, że będzie miał wnuczkę... No i wyszło jak mnie słuchał gdy dzieliłam się z nim swoją radością. Imię też już mamy wybrane i wszystkim obwieszczone, ale wolałam nie pytać czy tego też nie odnotował.... Życie... Tęsknie za Tobą moja M, Ty byś nigdy nie zapomniała że będziesz miała wnuczkę :(

21:35, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
środa, 28 stycznia 2015

Droga M,

Taka sytuacja: Mąż dał żonie trochę pospać ale nadeszła godzina zero i wpuszcza dziecię do sypialni. Obudziłam się ale jeszcze nie chcę otwierać oczu, może jeszcze chociaż 5 sekund snu, może chociaż dwie. Czuję jak Młodociany wdrapuje się na łóżko siada obok mnie i gdy mam jeszcze zamknięte oczy daje mi buziaka prosto w usta :) Oniemiałam otwieram oczy, uśmiech sam się ciśnie na te dopiero co ucałowane usta i dostaje drugiego buziaka. A gdy już rozbudziłam się na dobre dostałam trzeciego buziaka. Wieczorem gdy wychodziłam do biblioteki był całus nr 4. To nic że biblioteka czynna dzisiaj do 15 :)I tak można każdy dzień zaczynać. Warto było rodzić, męczyć się choćby właśnie dla tej chwili :)

21:30, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
wtorek, 27 stycznia 2015

Droga M,

Ależ dzisiaj miałam pracowity dzień... Od samego rana sprzątanie, pranie, gotowanie. Czas na wyjście na sanki również znalazłam :) E czuje się zjeżdżając z górki coraz bardziej pewnie i takie cuda na kiju co on robi na sankach to czasem aż skóra cierpnie. Podczas jazdy stwierdza że chce pooglądać ślady jakie zostawiają sanki, albo prostuje się nagle aby zobaczyć jak śnieg wygląda pod sankami. No i się wywrotką dzisiaj skończyło :) Potem wróciliśmy do domu na mleczko i mogłam dokończyć obiad. Trochę roboty sobie narobiłam ale czego się nie zrobi jak jakaś potrawa "chodzi za człowiekiem" już kilka miesięcy :) Dzisiaj w menu była grochówka, na jutro też będzie :) E bardzo lubi zupy i już mi się też pomysły kończą, muszę wymyślać takie których nie jadłam wieki całe. Trochę się obawiałam, że będzie kręcił nosem, bo pierwszy raz to jadł ale na szczęście zasmakowała. Wersja oczywiście trochę bardziej dietetyczna na wędzonym udku i bez boczku a z chudą kiełbasą ale jak dla mnie wyszła super :) I czuję się dobrze... wiadomo o co chodzi :D 

A na deser odwiedzili nas teściowie. Byłam przygotowana psychicznie, miałam czas i nic mnie nie zaskoczyło :) Czy wspominałam kiedykolwiek, że nie rozumiem dlaczego ludzie sami dają sobie prawo do głaskania brzucha ciężarnych. Nienawidzę jak ktoś z partyzanta dotyka mój brzuch i pyta czy kopie. Mam ochotę odwdzięczyć się takim samym gestem :) Może jestem nietykalska ale mam to gdzieś :) Generalnie ostatnio jakiś humor słabszy, wykończą mnie te hormony... 

20:48, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
niedziela, 25 stycznia 2015

Droga M,

Ostatnio jakoś gorzej się czuję. Zgagę mam nieziemską, bóle głowy wróciły i o nerwa łatwo i szybciej kończy się cierpliwość. Twarda jestem i staram się na codzień Mężowi nie mazgaić ale mam takie chwile gdy po prostu mam ochotę usiąść sobie na kanapie z kubkiem herbaty i w spokoju zjeść sobie jabłko. Ale nie... bo od razu Małoletni leci krzycząc am i chce moczyć dzioba w mojej gorącej herbacie albo mały złodziejaszek zabiera matce jabłko. Dzisiaj to myślałam że sobie krzesło na klatkę schodową wyniosę i tam będę siedzieć bo tam więcej spokoju mogę mieć. Przyznaje że dzisiaj jestem wyjątkowo zmęczona, bo wczoraj kładłam się o 1 w nocy spać gdy z pokoju Młodego usłyszałam płacz. Płakał jakby mu kto krzywdę jakąś zrobił. Pewnie zły sen się przytrafił. Mąż chciał się nim zająć ale stwierdziłam że to pewnie tylko chwilę potrwa więc ja go uśpię. Przeniosłam się z nim na kanapę aby się obok niego położyć i utulić. Popłakiwał jeszcze przez 5 minut a zasypiał 40. Stopy mi zmarzły, pęcherz aż rozbolał ale w końcu się udało. Przenoszę Młodzież do łóżeczka i wracam do siebie- 1:46 sprawdzam czas. Przykrywam się i nagle słyszę, że Młodociany się obudził. Przychodzę, patrzę a ten stoi w łóżeczku i zadowolony wypatrzył kubek z wodą- am i am. Mąż się zlitował i aż szkoda mi chłopaka było bo E wyspany zadowolony padł dopiero o 4 nad ranem. Dlatego dzisiaj na otrzeźwienie umysłów wybraliśmy się na spacer na plażę, gdzie dawno nas nie było a szkoda bo E bardzo był zadowolony. Oczywiście najlepsza zabawa była podczas moczenia butów :) Mimo nerwów i zmęczenia to był dobry dzień :)

21:40, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24