RSS
sobota, 24 stycznia 2015

Droga M,

Wczoraj jakoś mnie głowa bolała, byłam zmęczona i nic mi się nie chciało. Szukałam wymówki aby nie pójść po raz kolejny na spotkanie z koleżankami :) Postanowiłam jednak się wybrać. O 19 standardowo kąpiel E, mleczko, mycie zębów i spać. Zasnął od razu jak tylko przyłożył głowę do poduszki, może mu też zależało aby się matka zrelaksowała. No to wsiadłam w samochód i pojechałam, na głodniaka bo pierwsza część spotkania miała odbyć się w restauracji. Oblukałam wcześniej menu i wiedziałam co sobie zjem, nie mogłam się już doczekać :) Kiedyś bardziej lubiłam takie babskie spotkania. W sumie nadal lubię ale wolę spotykać się w mniejszym gronie bo przyznam że nie wszystkie z tych koleżanek należą do moich ulubionych. Poza tym ja się zmieniłam. Nie jestem tą samą dziewczyną co 5 lat temu, nie jestem nawet taka sama jak rok temu... A za rok będę jeszcze inna. Zmieniam się, dojrzewam.  I może podświadomie tego samego oczekuję od innych, że dojrzeją... kiedyś a tymczasem. Tylko 3 są po ślubie, tylko dwie z nas są matkami, obecnie tylko ja w ciąży z drugim mimo że każda z nas na liczniku już kilka lat po 30. No nie każdy musi... jasna sprawa. Było miło ale jeszcze chętniej wróciłam do domu do Synka i Męża. Są takie chwile gdy człowiek po prostu wie, że jest we właściwym miejscu. Nie bawi mnie upijanie się wódką i głośne pijackie rozmowy w restauracji. Do klubu nie poszłam bo uważam że to nie miejsce dla ciężarnej. Nie widzę też frajdy w spontanicznych wypadach samolotem do innego miasta aby poszlajać się w tamtejszych klubach. To nie mój świat i nie czuję z tego powodu żalu. Zamiast upijania się wódką w restauracji wolę wrócić do domu do rodziny. I to nie chodzi teraz o ciążę, bo przed ciążą też wolałam pojechać autem na takie spotkania i nie pić i wrócić bezpiecznie i szybko do domu. Przynajmniej teraz jak jestem w ciąży nie czepiają się, że znowu przyjechałam autem i nie pije.  Gdzie jest granica między dojrzewaniem a byciem zdziadziałym? :) Bo chyba zdziadziałam :)

23:18, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »
środa, 21 stycznia 2015

Droga M,

Dzisiaj miałam zupełny spadek energii. Czułam się wręcz strasznie :/ Dwa razy zrobiło mi się słabo, raz niedobrze mimo że mdłości minęły kilka tygodni temu. Niestety na odpoczynek nie miałam co liczyć. E pełen energii chciał się cały czas bawić, albo czytać razem książeczki, albo na ręcę albo jeść, albo trzeba było przebrać pieluchę. Staram się jak mogę aby nie był poszkodowany z powodu Fasoliny. Musiałam dokupić kilka produktów do obiadu i postanowiłam że jak wezmę sanki będzie mi łatwiej :) Sama nie wiem :) Trochę pozjeżdzaliśmy z górki a trochę pojeździliśmy, czasem szliśmy bo śniegu zwłaszcza na chodnikach już nie było a do sklepu jakoś musiałam dojść. No i zrobiła się z tego mała wyprawa. Na koniec E stwierdził że nie chce mu się samemu po schodach wchodzić, mimo że trzymany za ręce wchodzi już bez problemu. Dzisiaj się zbuntował więc musiałam go zanieść. Dzisiaj planuję położyć się przed 23, mam nadzieję że mi się uda :) Jutro zaczynam 19 tydzień a przecież dopiero dowiedziałam się o ciąży :)

21:39, rozmowyzm
Link Komentarze (10) »
wtorek, 20 stycznia 2015

Droga M,

Jestem zła, jestem wściekła. Przy pierwszej ciąży miałam paciorkowca. Stresowałam się czy antybiotyk podany podczas porodu wystarczy i czy E potem nic nie będzie. Dziecko na skutek wczesnego porodu, zaburzeń adaptacji i mój gbs dodatni dostał antybiotyk i nie chcieli mnie ze szpitala wypisać. W zeszłym tygodniu zrobiono mi wymaz aby wykluczyć że infekcja jest przyczyną moich skurczy. Patrze sobie na wyniki i oczom nie wierzę.... wynik jeszcze gorszy niż w pierwszej ciąży. Paciorkowiec na dobre zagościł się u mnie. To na cholerę był ten antybiotyk podczas porodu... A i tak gdzieś wyczytałam że należy go podać przynajmniej 4 godziny przed porodem, ja nie miałam aż tyle czasu bo stwierdzili że przecież jeszcze nie rodzę... Teraz nie wiem, dzwonić do gina czy czekać do przyszłego tygodnia na wizytę. Czy paciorkowiec może być przyczyną skurczy, czy to jest niebezpieczne tylko porodu? Myślałam że w drugiej ciąży będę miała z tym spokój a tu dupa :( Napiszę do lekarza jutro smsa czy muszę się pojawiać wcześniej ale na przyszłej wizycie nie odpuszczę- chce się tego pozbyć przed porodem, nie wiem jak ale ma mnie wyleczyć...

21:02, rozmowyzm
Link Komentarze (8) »

Droga M,

Trwa 18 tydzień ciąży, w sumie za chwilę się kończy ale 18 to 18 :) Fasolina jest silną babką bo wczoraj leżałam sobie na boku i dwa razy pod rząd mnie tak mocno kopnęła że aż byłam w szoku :) Poprosiłam Męża aby podstawił rękę i udało się :) Poczuł Fasolinę pierwszy raz :) Przy ciąży z E w tym tygodniu kopniaki nie były tak mocne aby Mąż mógł też się nimi delektować :) W drugiej ponoć szybciej to wszystko się pojawia a ja dodatkowo jestem osobą szczupłą, bo udało mi się wrócić do mojej drobnej postury po pierwszej ciąży, choć nie było łatwo. Wiele godzin na fitnesie i siłowni spędziłam aby osiągnąć swój cel i wiele przekąsek sobie odmówiłam.  A może to dlatego że Fasolina jest ponad dwa tygodnie większa z usg niż powinna, pewnie się to wyrówna z czasem. E też był z początku duży a potem przestał rosnąć nie wiadomo czemu i zaczęły się zastrzyki w brzuch. Delektuję się tymi ruchami póki jeszcze nie są na tyle silne aby przestawiać mi wnętrzności bo przecież już to przechodziłam i wiem jak będzie później :) Silna babka mi rośnie :)

10:23, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 19 stycznia 2015

Droga M,

W uszach mam stopery, otwieram jedno oko. Słyszę krzyk E. Jeszcze chwilę mogę pospać, dziecko drogie nie rób mi tego. Ojciec mimo starań nie powstrzymuje krzyku. Musi być ostro, skoro słyszę go przez stopery. Ocho... młodzież z fochem wstała, będzie ciekawy dzień. Poddaje się i wstaje i tak już nie zasnę. Wychodzę z sypialni a tam dziecię na mój widok od razu wyciąga chętnie ręce. Uroczo :) Pytam się go grzecznie, co się tak drzesz z rana a on się tylko uśmiecha jakby sytuacja sprzed chwili wcale nie miała miejsca. Ojciec wychodzi idzie po chleb na śniadanie ja zostaje sama na placu boju. Wstawiam wodę na herbatę, Młodociany tupta za mną uczepiony spodni, spodnie coraz niżej... on coraz głośniej. Wyciągam jajko ugotowane wczoraj na twardo przed snem. Młody zobaczył jajko więc drze się już całkiem na serio krzycząc "am" jakby przed chwilą nie jadł mleka... Obieram więc to jajko i wsadzam go do fotelika. Młody chwilowo zadowolony. Żółtko nadal nie smakuje więc zostaje rozmazane po foteliku i szafki które jest w stanie dosięgnąć. Wraca ojciec, Młody dostaje swoją ukochaną bułkę maślaną która w połowie ląduje na ziemi. Robię kanapki, jedną dla Młodego bo i tak będzie się darł jak zauważy moje kanapki. Kanapki gotowe, herbata gotowa, kuchnia zamieciona- idę jeść. Słyszę kota w kuwecie- idę posprzątać kocie siku i zamieść łazienkę zanim Kotosław rozniesie to po całej chacie. Siadam i już sięgam po kanapkę gdy słyszę stękanie Młodego cisnącego dwójkę... W oparach kupy coraz bardziej apetyt mi mija na pyszne kanapeczki z jajkiem. Młody oporządzony, idę umyć do łazienki ręce a tam w kuwecie kocia dwójka i smród straszeczny. Mam wrażenie że wracają mi mdłości pierwszego trymestru. Sprzątam, zamiatam, myje ręce, siadam do kanapek, Młody krzyczy am. jemy razem. Jajko jest wszędzie. Kończymy, idę po jakąś ścierę zanim jajko definitywnie zostaje wdeptane w dywan. Cisza jakaś, coś jest nie tak. Wystarczyła minuta aby E zerwał kawał tapety w dużym pokoju w bardzo widocznym miejscu. 50 minut jestem na nogach a mam dosyć. Młodociany idzie na drzemkę więc i ja poleżę chwilę. Potem się zbieram, ziemniaki i brokuła ugotuję bo później będę miała bardziej ochotę na drzemkę niż teraz. Robię część obiadu, kawka zaparzona, siadam do komputera kubek z pierwszym łykiem pachnącej kawy już prawie w mych ustach gdy nagle w dużym pokoju pojawia się On- wyspany E :) 120 minuta na nogach a ja jestem zmęczona :) Ale nie zamieniłabym tego poranka na poranek w korporacji. Z własnej woli- NIGDY :) 

10:32, rozmowyzm
Link Komentarze (7) »
sobota, 17 stycznia 2015

Droga M,

Wystarczyły dwa dni nieobecności Męża i E chodzi i tylko mama mama mama. Mama jak chce się bawić, mama jak chce jeść, mama jak chce spać, mama jak nie chce spać, mama jak nie chce jeść, mama jak nie może czegoś wyciągnąć.... i tak w nieskończoność. Słodkie to straszecznie ale i męczące. Bo tylko mama ma brać na ręcę, tylko mama ma dać "am". Mimo że słowo mama nie schodzi mu od wczoraj z ust, wcale nie oznacza to że tata przestał się liczyć, że przestał cieszyć. Ostatnio akurat jak Mąż wracał z pracy stawaliśmy z E w oknie i oczekiwaliśmy jego przyjścia. Cóż to jest za niekłamana radość w oczach dziecka jak na horyzoncie pojawi się on- Tata :) Po podróży też czekaliśmy w oknie :) Tak sobie pomyślałam, że mamy wielkie szczęście, że jesteśmy we dwoje, że E może zobaczyć w oknie wracającą z zakupów mamę, bądź tatę. Widać wtedy jak bardzo kocha nas oboje. Rozczula mnie ta dziecięca radość. Nawet dzisiaj jak czekałam z E przed sklepem aż Mąż kupi kilka rzeczy buźka tak mocno się uśmiechnęła na Jego widok :) To jest dla niego lepszy widok niż przejeżdżający tramwaj czy przelatujący samolot a konkurencja to bardzo poważna :) No ale po powrocie do domu znowu mama mama mama mama. Kochany :)

20:52, rozmowyzm
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 stycznia 2015

Droga M,

Wczoraj byłam z Fasoliną na kontroli i potwierdziło się to co mówił lekarz, na ekranie zobaczyłam cudownie poprzecznie ułożoną malutką istotkę która lubi sobie ćwiczyć prostowanie nóżek :) To prostowanie nóżek i rozpychanie powoduje że czuje czasem spory ból, chwilami taki że ciężko mi ruszyć nogami i nie mogę dojść do toalety. 18 cm Fasoliny w mojej małej jeszcze macicy robi swoje. Problemem jednak w tej sytuacji są skurcze które się w związku z tym pojawiają ale ponoć w tym czasie to normalne. Aby wykluczyć infekcję która również może być przyczyną skurczy pobrano mi wymaz i czekam na wyniki. Ponoć następny rzut takich skurczy powinien mieć miejsce koło 30 tygodnia. Tak- pamiętam te skurcze. To one właśnie zaczęły mi robić rozwarcie i w moim życiu zawitał fenoterol. Lekarz mnie trochę uspokoił, lubię chodzić do niego i oglądać tam Fasolinę :) Wczoraj zaczęłam 18 tydzień a usg znowu pokazuje że jest większa o dwa tygodnie. Pewnie się z czasem wyrówna. A teraz mam chwilę przerwy, zupa ogórkowa pyrka sobie na kuchence a ja czekam na Męża aż wróci i wytarmosi stęsknionego Syna i poda żonce herbatkę :)

15:05, rozmowyzm
Link Komentarze (8) »
środa, 14 stycznia 2015

Droga M,

Od wczoraj brzuch zaczął mnie znowu bardzo boleć i bardzo twardnieć :/ Dzisiaj bolało mnie tak bardzo że chodzić nie mogłam. Już chciałam jechać na dyżur ale zadzwoniłam do swojego lekarza który mnie uspokoił, że w tym tygodniu się to zdarza, że Fasolina się układa w poprzek i się gimnastykuje. Ależ mi dzisiaj popalić dała. Z samego rana mam wizytę u niego i modlę się aby z szyjką było wszystko ok. Z racji tego, że Mężowy opuszcza mnie na dwa dni byłam zmuszona załatwić opiekę dla E na ten czas, nie będę go z bolącym brzuchem ciągała przed 8 rano po mieście. Denerwuje się i martwię czy wszystko jest ok. W sumie jak tak sobie przypomnę z E w ciąży też tak było, normalnie powtórka z rozrywki. A jutro na noc przyjedzie moja Sis :) chyba ostatni raz tak było jak jej dzieci były małe a jedna ma już 18 lat więc wieki temu :) Nie lubię jak Mąż wyjeżdża, oj nie lubię :( 

p.s. jutro zaczynam 18 tydzień... kiedy to minęło. Marzę aby Fasolina wytrzymała jeszcze 20 tygodni. 

21:02, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 12 stycznia 2015

Droga M,

Odkąd urodził się E Kotosław ma ciężej w życiu. Odkąd E zaczął chodzić Kotosław ma przerąbane :) Są takie dni, że Kot na sam widok dziecka ucieka gdzie pieprz rośnie. Bywają dni gdy mam wrażenie że E wręcz Kotosława dręczy. Czasem muszę zainterweniować aby zwierzak zaznał trochę spokoju gdyż E odkrył wszelkie kryjówki Kotosława. Będąc w ciąży zastanawiałam się jak to będzie i przyznam szczerze że bardzo się obawiałam reakcji kota na dziecko, mój kot pod względem dzieci był nieobliczalny. Bałam się bo Mąż od razu stanowczo powiedział, że jeśli Kotosław będzie dziecko atakował wywali go na zbity pysk, kota oczywiście. Wiedziałam że jeśli okaże się agresywny wobec dziecka nie będę miała argumentu, że najważniejsze będzie dziecko. Tymczasem okazuje się, że to dziecko atakuje kota :) A jakimś cudem to zwierze ma do niego o wiele więcej cierpliwości niż do mnie bądź mojego Męża. Początki nie były takie różowe. Kot bardzo długo był obrażony ale jakoś przywykł do sytuacji. Całe szczęście noworodek nie stanowił dla niego takiego zagrożenia jak roczne dziecko i jakoś się te relacje ułożyły. Myślałam, że skoro mamy w domu kota E będzie super reagował na inne zwierzęta. No i tu ciekawostka- E boi się innych zwierząt. Najbardziej boi się psów wszelakich- małych dużych głośnych cichych, nieważne. Na widok psa w pobliżu E reaguje histerią. Wcale nie lepsza reakcja jest na papużki, na te w klatce i te puszczone wolno w pokoju. Póki co mamy też nauczkę aby również nie podchodzić do krowy na bliżej niż 30 metrów... Na konia reakcja była pozytywna ale mógł jeszcze być zaspany i nie za bardzo kojarzyć fakt bliskiej obecności tego zwierzęcia :) Najbardziej uciążliwa jest jednak reakcja na psy, bo sporo osób u których bywamy również w rodzinie psy posiada. Nie wiem na kogo bardziej E w wigilię płakał na Mikołaja czy psa. W rezultacie pies siedział całą naszą wizytę zamknięty w jednym z pokoi, Mikołaj zostawił prezenty i uciekł :) A Kotosława jak tylko E pójdzie spać trzeba za uszkiem pogłaskać, co by mi w depresję kocią nie wpadł :)

22:35, rozmowyzm
Link Komentarze (5) »
piątek, 09 stycznia 2015

Droga M,

E czuje się znacznie lepiej, choć jeszcze gorączkuje jednak przerwy między największymi gorączkami są coraz dłuższe. Ostatni raz miał 39 w nocy i od tamtej pory cisza. Doczekaliśmy się w końcu wyników i całe szczęście że nie zwlekaliśmy z podaniem antybiotyku bo ewidentnie to jakaś bakteria. Przyznam że z tych wszystkich morfologii które miał ostatnio ta prezentowała się najgorzej. Nawet przy zapaleniu płuc nie miał takiego crp, choć w sumie było niewiele niższe. Długo myślałam nad tym co może być przyczyną tych naszych chorób i wszystko mi się układa w jedną całość. Ciągnie się to od szpitala i tak naprawdę co on wyzdrowiał to u mnie się coś rozwijało, ja zdrowiałam okazywało się że chyba zaraziłam E i tak w kółko. Teraz oboje zostaliśmy potraktowani antybiotykiem i liczę na to, że pozbędziemy się tych bakterii raz na zawsze. Teraz musimy podbudować jakoś naszą odporność. Niestety wczoraj znowu zaczęłam plamić ale przyznam że już coraz mniej mnie to rusza bo dzieje się to za często. Nie wytrzymuje już czasem i zamiast się prosić Męża aby coś zrobił robię to sama. Czepia się potem ale mam już dosyć. Doba jest za krótka aby się ze wszystkim wyrobił a ja w syfie siedzieć nie będę. I tym oto sposobem mam dzisiaj czyściutko, E śpi a ja znalazłam nawet chwilę dla siebie i daje sobie odpocząć. Mąż myślał, że jak zostawi odkurzać z popsutą rurą od odkurzacza to mnie to powstrzyma :) hihihi, od czego mamy taśmę izolacyjną :) Pogoda do kitu ale w sumie gdyby leżał piękny i puszysty śnieg dużo bardziej było by mi szkoda, że musimy trochę posiedzieć w domu. Od wczoraj deszcz pada prawie bez przerwy więc i tak nawet przy dobrym zdrowiu byśmy się nigdzie nie ruszyli. 

13:05, rozmowyzm
Link Komentarze (6) »